Ameryka wybrała! I co nam pokazała?

Cały świat się przyglądał z zainteresowaniem i może odrobiną niepokoju. W którą stronę pójdzie największe mocarstwo świata? Co czeka nas w najbliższych czterech latach. Mnie jednak mniej interesują wyniki, niż sam proces. Na chwilkę porzucając poprawność polityczną posłużę się powiedzeniem sprzed kilkudziesięciu lat, nie przystającym do dzisiejszych standardów. Otóż ja zobaczyłem przede wszystkim, że my jesteśmy 50 lat za murzynami.

Można dyskutować na temat finansowania kampanii, jej rozmachu, kosztów i środków wyrazu. Jedno jest pewne. Kampania niezwykle zdecydowana, stanowcza, czasem wręcz brutalna. Jednak w zdecydowanej większości przyzwoita. Wątpliwości rozstrzyga poczucie wstydu oraz interes wyborczy. Kampania się skończyła. Do czasu rozpoczęcia następnej kampanii skończyła się otwarta walka. Teraz wszyscy deklarują współpracę dla dobra kraju, narodu, społeczeństwa. Kandydat przegrany z szacunkiem uznał decyzję wyborców i zadeklarował, że będzie się modlił za zwycięzcę. Wygrany zaprosił konkurenta do współpracy. Wstrząsające…

U nas politycy znacznie mniej angażują się w kampanię. Za to nie umieją zauważyć, kiedy ona się kończy. Dlaczego tak się dzieje? Sądzę, że nasza demokracja jest zbyt amatorska. Nie realizujemy zadań i projektów, ale walczymy o przewagę. Ostatnio nawet o rządy dusz. O „moralne zwycięstwo”.

W USA przegrany kandydat powiedział

Chciałem poprowadzić nasz kraj w innym kierunku. Jednak naród dokonał innego wyboru. Będę się modlił za prezydenta, żeby dobrze prowadził nasz kraj.

U nas nie miałby szans tak powiedzieć, bo wcześniej zwycięzca pochowałby go żywcem i odtańczył na jego grobie taniec zwycięstwa. Tam zwycięzca pogratulował dobrej kampanii i zaprosił pokonanego do współpracy.

Ja rozumiem, że zaczęliśmy budować nasz system polityczny i społeczny znacznie później. Że przed nami jeszcze wiele lat ciężkiej pracy. Ale… czy my zmniejszamy, czy może zwiększamy ten dystans? I czy my – wyborcy, odbiorcy, komentatorzy – czy doceniamy pracę i współpracę, czy raczej podniecamy się krwią tryskającą wokół ringu?  Jesteśmy świadomym społeczeństwem dążącym do rozwoju i dobrobytu, czy raczej widownią na walce psów, szukającą taniej podniety, gotową poświęcić czyjeś życie dla dobrej zabawy?

No votes yet.
Please wait...

Facebook Comments