Czego nam trzeba, kiedy już mamy niepodległość?

Polska odzyskała niepodległość po 123 latach zaborów w 1918 roku. Umownie świętuje się ten fakt 11 listopada, chociaż Rada Regencyjna ogłosiła niepodległość 7 listopada. Ale sanacyjni politycy wybrali po latach sporów 11 jako właściwą datę. Po wojnie święto zostało zdelegalizowane i ogłoszono nowe święto – 22 lipca. Świętowano wtedy ogłoszenie manifestu PKWN. Kiedy udało się obalić komunizm  (a może jedynie zatrzymać dążenie do komunizmu?) znowu odzyskaliśmy niepodległość i wróciliśmy do świętowania 11 listopada. To jutro, więc warto podjąć refleksję – co z tą niepodległością robimy?

W dwudziestoleciu międzywojennym przez pierwszych kilka lat budowano zręby państwa. Ale całkiem niedługo zaczynały się spory i kłótnie pomiędzy partiami, ugrupowaniami, stronnictwami, frakcjami i koteriami. Demokracja okazała się poważnym wyzwaniem dla narodu, który przez ponad wiek nie miał żadnej formy państwowości.

Po upadku PRLu też zaczęliśmy budować nasze państwo od nowa. I też bardzo szybko zaczęła się totalna destabilizacja. Wystarczy przypomnieć, że po wyborach 1991 roku w Sejmie znaleźli się kandydaci startujący z list 29 komitetów wyborczych… Sytuacja się ustabilizowała po przyjęciu Konstytucji w 1997 roku. Kiedy niedługo później uchwalono Ustawę o partiach politycznych, stabilizacja zaczęła się przekształcać w zabetonowanie.

Czym się teraz zajmują partie polityczne? Wydają budżetowe pieniądze i pilnują, żeby nikt nowy nie wszedł na scenę polityczną. Zbyt duże pieniądze płyną z publicznej kasy na biura, służbowe samochody, sekretarki i tym podobne, żeby bez ograniczeń dopuszczać nowych do udziału. No i jeszcze te posady w administracji, w spółkach Skarbu Państwa. No dobra, ponarzekać można. Ale… czym się właściwie powinni zajmować politycy?

Polityka to sztuka zmieniania świata tak, żeby wszystkim żyło się lepiej. Potrzeba zatem dwóch rzeczy. Po pierwsze trzeba wiedzieć co zrobić, żeby zmienić świat na lepsze – mieć pomysł. Po drugie trzeba mieć siłę żeby wdrażać pomysły. Trudno byłoby chyba wskazać, który składnik jest ważniejszy. Władza, która nie wie dokąd chce prowadzić kraj, jest chyba podobnie niebezpieczna jak władza, która ma wspaniałe pomysły, ale nie potrafi ich zrealizować. Nie jest też dobrze, kiedy władza ma złe pomysły i umie je sprawnie przeprowadzić… Najmniej szkodliwe są te partie, które nie umieją wygrywać wyborów. Ale to już nie władza.

Czy są na naszej scenie partie, które mają dobre pomysły i umieją je zrealizować? Czy ktoś się nad tym w ogóle zastanawia? Obawiam się, że coraz bardziej koncentrujemy się na aspektach pobocznych. Czy wyborcy głosują na idee? Na swoją przyszłość? A może pozostajemy w zaklętym kręgu wyznaczanym przez kolor koszuli, zgrabne spoty reklamowe i zręczność w potyczkach słownych z przeciwnikami? Ja czekam na nową scenę polityczną, na razie broniąc się przed największymi zagrożeniami. Ale na pozytywne głosowanie na razie mnie nie stać. Nie mam na kogo…

No votes yet.
Please wait...

Facebook Comments