Przez pół drwiąco, przez pół serio bawi się pan galanterią

Tematy modne nie mogą liczyć na uczciwe traktowanie. Zbyt dużo jest wokół nich interesów, stereotypów, emocji. Słyszałem w telewizji ministra, który tłumaczył, dlaczego nie możemy ratyfikować Konwencji o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej. Linia argumentacji była mniej więcej taka:

i tak już przestrzegamy w polskim prawie wszystkich zaleceń konwencji, natomiast sama konwencja używa definicji, na podstawie których ktoś kiedyś mógłby wywodzić, że należy dopuścić adopcję dzieci przez pary homoseksualne.

Nie nie, nie żartuję. Mogłem co najwyżej niedokładnie zrozumieć ten pokrętny wywód, ale specjalnie przesłuchałem go kilka razy i poprosiłem bliskich o konsultację. Włos mi się z lekka zjeżył na głowie.

Polityk, człowiek dojrzały, na eksponowanym stanowisku próbuje zaklinać rzeczywistość. Przecież nie jest zadaniem ministra wychowywać obywateli. On jest reprezentantem społeczeństwa i jako taki ma organizować sprawy tak, żeby członkom tego społeczeństwa było łatwiej żyć. Ludzie łączą się w pary, bo tak jest lepiej a czasem i łatwiej żyć. Czasem te pary to osoby jednej płci. Czy jest zadaniem państwa sprawdzać, dlaczego żyją razem?

Znam dwie osoby różnej płci (obie już na emeryturze, więc dawno to musiało być) wychowywane w obu przypadkach przez dwie panie. Nie wnikam, co te panie łączyło – grunt, że prowadziły wspólne gospodarstwo domowe i wspólnie dbały o dziecko. Czy pan minister chciałby im tego zabronić? A może tylko utrudniać im życie? A ileż mamy w tej samej sytuacji par różnopłciowych? Przecież ludzie żyją ze sobą z różnych powodów. Taką podejmują decyzję i nikomu nic do tego. Problem z taką sytuacją mają jedynie Ci, których ekscytuje zaglądanie innym do alkowy. A może nawet wolą nie zaglądać, bo wyobraźnia zastępuje im rzeczywistość z nawiązką?

Otóż pozory mylą. Św. Kinga, Królowa Polski (oficjalnie tylko księżna, ale co tam), ta od soli w Wieliczce, została ogłoszona świętą dziewicą. KK dopuszcza do pełnego udziału w sakramentach osoby żyjące w nieformalnych związkach pod warunkiem, że żyją w formule białego małżeństwa. Organizacyjna forma życia nie mówi nic o tym, co się dzieje w środku. Gdyby tak było, to jaki formalny znak świadczyłby o tym, że w danej rodzinie dochodzi do przemocy rodzinnej?

Sprzeciw wobec tak zwanej legalizacji związków partnerskich nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Te związki były są i będą. Żadne zabiegi społeczne czy polityczne tego nie zmienią. Podobnie, jak nie ma sposobu żeby zagwarantować wierność wszystkich małżonków. Nie da się zagwarantować, że dzieci będą zawsze wychowywane przez jedną kobietę i jednego mężczyznę. Więc może lepiej zająć się tym, co ważne, zamiast wtykać nos w cudzą intymność? Powstrzymajmy fantazję! Skończmy bawić galanterią a zacznijmy myśleć serio.

A skoro mowa o sprawach ważnych – takie pytanie do przeciwników adopcji przez pary jednopłciowe:

czy lepiej żeby dziecko żyło w rodzinie biologicznej, gdzie jest bite i molestowane, w placówce państwowej, gdzie nikt (czasem oprócz zdemoralizowanych kolegów) nie poświęca mu w ogóle uwagi, czy z dwiema paniami lub dwoma panami, którzy go pragnęli, czekali na nie i są gotowi poświęcić mu swój czas, uwagę i miłość?

Rating: 1.0/5. From 1 vote.
Please wait...

Facebook Comments