Co mi zrobisz żebym cię polubił?

Kiedyś ludzie się spotykali, dyskutowali, spierali i zgadzali. Dzisiaj, w dobie wszechobecnego internetu i mediów społecznościowych te relacje są znacznie prostsze ale i bardziej sformalizowane. Jesteś na liście moich znajomych lub nie jesteś. Śledzisz moje ćwierkanie albo nie. Wpisałeś mnie do swoich kręgów albo mnie zablokowałeś. Subskrybujesz moje zmiany statusu… Do wszystkiego można się przyzwyczaić. To w końcu tylko zmiana konwencji. Kiedyś się rzucało komuś rękawicą w twarz albo oświadczało „Nie znam Pana”, dzisiaj się banuje. W sumie efekt podobny.

Zadziwia mnie jednak pewna forma handlu wirtualnymi uczuciami. Coraz częściej zgłaszają się do mnie różni ludzie, znani mi co najwyżej z widzenia, z propozycjami w stylu:

  • polub moją stronę, a ja polubię twoją…
  • mam szansę wygrać wspaniałą wycieczkę, klikniesz mi?
  • znajomi startują w konkursie, polub ich zdjęcie (piąte od prawej w trzecim rzędzie)!
  • polubiłem twoją stronę, polub moje trzy.

I żadnego słowa wyjaśnienia. Co? Jak? Dlaczego? Oczywiście, znajomi zawsze sobie pomagali. Zawsze też interesowali się wzajemnie tym, co robią, czym się zajmują, co ich kręci. Ale w tych propozycjach nie ma zainteresowania, porozumienia czy zachęty. Po prostu kliknij i nie wnikaj o co chodzi.

Zastanawiam się, czy takie zachowania mają jakiś odpowiednik w życiu realnym sprzed czasów, kiedy facebook stał się główną formą porozumiewania się? To coś jak kupowanie głosów w wyborach? Jak kompletowanie ekipy na ustawkę?

Mam oczywiście swoich wirtualnych znajomych. Kiedy wiem, czym się zajmują, co ich interesuje i jakie osiągają wyniki, mogę czasem w ciemno kliknąć lubię to pod ich nową inicjatywą. Bo wiem, co reprezentuje. Ale kiedy ktoś bez słowa wyjaśnienia domaga się, żebym polubił stronę o maszynach rolniczych albo lokalną gazetkę z innego kontynentu, żebym wziął udział w wydarzeniu, które jest eskalacją konfliktu, który mnie nie dotyczy, nie wiem o nim nic ani nikt nie prosi mnie o zajęcie stanowiska merytorycznego – po prostu mam w ciemno kliknąć, że stoję po jego stronie – dziwię się i dziwię bez końca.

Już nawet nie chodzi mi o to, że odbieram to jako przedmiotowe traktowanie. Nie pyta mnie nikt o zdanie, nie wyjaśnia dlaczego mu zależy na moim poparciu, nie wskazuje, co tak naprawdę mam polubić. Po prostu kliknij, bo ja tak chcę. Najbardziej mnie dziwi, co ten człowiek będzie miał z mojego ślepego poparcia. Jeszcze rozumiem głosowanie w konkursie. Chociaż też preferuję głosowanie z przekonaniem. Ale jaką ma korzyść właściciel strony o traktorach, że ja mu kliknę że lubię jego stronę? A później będą mi się wyświetlały jego oferty? Przecież ja nigdy w życiu nie kupię traktora, nie będę się interesował nowymi technologiami w tej branży ani nie będę nikogo zachęcał, żeby wybrał taki a nie inny traktor. Czy ktoś mu płaci za liczbę lajków? Czy tym można handlować? Bo jeżeli tak, to spodziewałbym się jakiegoś udziału w zysku za kliknięcie. A jeżeli nie, jeżeli to tylko kolekcjonowanie jeleni, co w zamian za podobną usługę się odwdzięczą zalajkowaniem, no bo przecież nie prawdziwym polubieniem, to uprzejmie informuję wszystkich moich znajomych i nieznajomych również. Jeżeli coś lubię, to dlatego że to znam i mi się podoba. Jeżeli jestem czymś zainteresowany, to naprawdę. Jeżeli zawieram z kimś znajomość to w nadziei, że może się nawzajem zainteresujemy a nie w celu wzajemnego wykorzystywania. Nie klikam dla korzyści. I nie jestem jeleniem… mam nadzieję 😉

Rating: 1.0/5. From 1 vote.
Please wait...

Facebook Comments