Demokracja demokracją, a porządek musi być…

Zmiana w partii koalicyjnej na najwyższym stanowisku to rzecz niezwykle rzadka w demokratycznym świecie. A może nawet niebywale niespotykana? No, jeszcze można zrozumieć jakieś wypadki losowe, sprawy osobiste, rezygnację czy skandal. Ale tak, w normalnych wyborach? Dziwne…

Zmiana władz w partii, podobnie jak w przedsiębiorstwie, odbywa się wtedy, kiedy coś idzie nie tak. No to co idzie nie tak w PSLu? Uczestniczenie w koalicji rządowej już drugą kadencję (wczoraj świętowano 5 lecie wspólnych rządów), skuteczna obrona interesów grupy zawodowej (reformy KRUS, zapowiadanej wielokrotnie, nie widać nawet w zarysie), bezstresowe lokowanie zaufanych ludzi w różnych miejscach struktur państwowych i biznesowych. Sondaże na niezmiennym od lat poziomie w okolicach progu wyborczego, ale w końcu w dniu wyborów zawsze powyżej. No więc o co chodzi?

Na pierwszy rzut oka są dwie możliwości – albo dała o sobie znać walka między frakcjami i tak zwane frukta, albo szerokie masy partyjne nie chcą więcej balansować na progu wyborczym. Co to znaczy dla nas wszystkich? Czy upadnie koalicja? Czy czekają nas wcześniejsze wybory? Trzęsienie ziemi? Inne kataklizmy? Nie sądzę. To zawsze była partia pragmatyczna, unikająca rozróby bez wcześniejszej dokładnej kalkulacji. A kalkulacja na razie jest prosta – dopóki nie zmieni się układ w parlamencie, PSL nie może zrobić nic lepszego niż kontynuować koalicję.

Ale… może jest jedna pozytywna myśl, jedna nadzieja po wczorajszym kongresie. Miejmy nadzieję, że to nie ostatni zaskakujący wybór. Że demokracja zacznie wkraczać na poziom partii politycznych? Oby!

No votes yet.
Please wait...

Facebook Comments