Histeria jako stan umysłu…

Coraz częściej atakują mnie „straszne wieści”. Parlament zaakceptował! Właściciel psa nie dopilnował! Operator wprowadza! Właściciel zmienia! Nie chcemy! Musimy! Żądamy! Protestujemy!

Gdybym dopuszczał do siebie niewielką część tych emocji w krótkim czasie skończyłbym w szpitalu psychiatrycznym. Ale zastanawiające jest, skąd się bierze taki ładunek emocjonalny w sprawach, które przecież nie są nowe. Świat się zawsze zmieniał, zawsze działy się rzeczy dobre i złe. Zawsze mieliśmy do czynienia z katastrofami i cudownymi ocaleniami. Co się stało, że nagle gotowi jesteśmy jak Rejtan rozdzierać szaty po jakimś głosowaniu w parlamencie? Dlaczego w trybie nadzwyczajnej mobilizacji musimy szukać domu dla porzuconego psa? Czemu przeraża nas zmiana wyglądu strony na portalu społecznościowym?

Oczywiście chciałbym, żeby parlament podejmował wyłącznie dobre decyzje. Współczuję pozbawionemu domu zwierzęciu (sam mam dwa adoptowane psy). Nie czuję się w pełni komfortowo, kiedy nagle mój profil zmienia kolory i nie mogę znaleźć swoich informacji. Ale mam wrażenie, że są to zwyczajne sprawy z jakimi stykamy się codziennie i które nie zasługują na to, żeby mi rosło ciśnienie tętnicze a wraz z nim zagrożenie zawałem serca.

Domyślam się, gdzie leży przyczyna. Media karmią nas dramatycznymi wiadomościami. Matka zabiła dziecko! Doszło do eksmisji nielegalnie mieszkających w pustostanie bezdomnych! Trzy osoby zginęły w wypadku samochodu osobowego z TIRem. Znany aktor się rozwodzi! Ksiądz uciekł z pieniędzmi z tacy! No to jak się przebić ze swoim niezadowoleniem, oczekiwaniem, pomysłem czy projektem? Trzeba pobudzić jeszcze silniejsze emocje. Podkręcić atmosferę,

Myślę sobie… Co by to było, gdyby w średniowieczu istniały telewizje informacyjne, agencje prasowe, transmisje satelitarne… Albo gdyby każdy mógł oglądać na żywo transmisje z wypraw krzyżowych… A paparazzi „dokumentujący” sekretne życie królów, papieży, książąt i biskupów… Nie, strach myśleć. Zabrakłoby wykrzykników do komentowania zdarzeń i specjalnych kolorów dla pasków z wiadomościami.

Co robić? Czy da się to jakoś odkręcić? Bo co prawda sam język jest kwestią umowną i w sumie liczba używanych wykrzykników nie decyduje o treści, ale już zastąpienie rzetelnej analizy, wiedzy naukowej czy doświadczenia emocjami i ładunkiem uczuciowym to groźne zjawisko. Histeria jako metoda na codzienność to chyba dosyć nowy pomysł naszych czasów. A może się mylę?

No votes yet.
Please wait...

Facebook Comments