Zostańmy drugą Norwegią!

Zbrodniarz, szaleniec, człowiek chory z nienawiści… ktoś taki może się zdarzyć w każdym społeczeństwie, w każdym środowisku, w każdej rodzinie. Humorystycznie mówił o tym Woody Allen w filmie „Wszyscy mówią kocham Cię”. Syn rodziny o silnych lewicowych sympatiach obnosił się z prawicowymi poglądami. Po jakimś czasie okazało się, że miał tętniaka na mózgu. Po udanej operacji wrócił na ideologiczne łono rodziny… Zapewne gdyby twórca pochodził z innego środowiska, ten żart mógłby być odwrócony bez szkody dla efektu.

W Norwegii wydarzyła się tragedia. Człowiek chory z nienawiści dokonał straszliwej zbrodni. Jak zareagowało społeczeństwo? Czy pojawiły się żądania przywrócenia kary śmierci? Masowe demonstracje nienawiści? Projekty zaostrzenia prawa? Eskalacja nienawiści do ekstremistów? Żądania delegalizacji jakichś organizacji? Obwinianie przeciwników politycznych? Bagatelizowanie i udawanie, że nic się nie stało? Nic z tych rzeczy. Społeczeństwo uznało, że po to napisało prawo, żeby go teraz przestrzegać. I po to powołało służby porządkowe i władzę sądowniczą, żeby one się sprawą, zgodnie z prawe, zajęły. U nas jest inaczej…

Od momentu konferencji prasowej, na której ujawniono udaremnienie zamachu, nie cichną komentarze, których główną treścią jest szukanie winnych i spisków władz, obwinianie konkurentów. Oraz krzyki, że 5 lat to za mała kara… No, z drugiej strony trudno się dziwić, że obywatele się w sprawie gubią, skoro nawet prokuratorzy się pogubili i przy tej okazji postanowili zgłaszać wnioski do władzy ustawodawczej. W każdym razie na wszelki wypadek wszyscy się nadęli, nabrali dużo powietrza i… trudno im ustalić właściwe proporcje.

Oczywiście, wydarzenie mogło okazać się groźne. Jednak służby porządkowe zadziałały, państwo się obroniło, nikt nie odniósł obrażeń ani szkód. Po co nam to całe nadęcie i naburmuszenie?

Po niewyobrażalnie poważniejszych wydarzeniach w Norwegii społeczeństwo zachowało więcej rozumu, niż my teraz. Do rangi symbolu przepaści cywilizacyjnej urasta dla mnie proste wydarzenie. Zbrodniarz z Norwegii wygłaszając swoje manifesty przed sądem, co pokazywały media, za jedną z przyczyn zła wszelkiego uznał popularną piosenkę dla dzieci. Pewnie coś jakby nasze „z popielnika na Wojtusia…”. Otóż norweskie społeczeństwo w tym momencie pokazało swoją dojrzałość i rezerwę do samych siebie. Nie eskalowali konfliktów. Zebrali się na głównych placach miast i miasteczek i odśpiewali wspólnie – o tej samej godzinie jednego dnia – tę właśnie piosenkę. Pokazali, że wierzą w swoją cywilizację i że jeden, nawet najgorszy zbrodniarz, nie przewróci ich życia do góry nogami.

Zazdroszczę Norwegom spokoju i pewności siebie. Nie bufonady, ale poczucia wartości tego, co wspólnie przez pokolenia wytworzyli. Uczmy się od nich.

Rating: 1.0/5. From 2 votes.
Please wait...

Facebook Comments