Kto mnie wołał czego chciał?

Kim jestem? Co mnie interesuję? Czym się zajmuję? Co mnie kręci? Gdzie bywam, co porabiam… Nie jest trudno dowiedzieć się takich rzeczy o każdym z nas z internetu. Ale… czy internet wprowadził tutaj jakąś nową jakość? Czy coś się faktycznie zmieniło?

Kiedyś wiadomo było gdzie się zgłosić, żeby się dowiedzieć – co się dzieje w naszej wsi, kto się wprowadził na osiedle, który sąsiad wrócił do domu później, kto z kim się pokłócił, kto kupił żonie prezent… Wiadomo było, która pani siedzi w oknie od rana do południa, która od południa do wieczora. A dzisiaj? Trzeba wiedzieć, gdzie zapytać w internecie. Nie było i nie ma anonimowości. To, że możemy się ukryć za nickiem czy avatarem to złudzenie.

Całkiem niedawno dziennikarze postanowili zbadać poziom anonimowości. Znaleźli na Naszej Klasie profil idealnego ojca rodziny, trójka dzieci, piękna kochana żona, wspaniały dom. Postanowili znaleźć o nim coś więcej w internecie. 15 minut zajęło im znalezienie jego ogłoszeń na serwisach randkowych. Dotarli nawet do zdjęć jego genitaliów, które umieścił gdzieś, aby zachęcić potencjalne znajome. Nic się nie ukryje!

Czy rzeczywiście nic? Nie jest to prawda. Wiemy, że terroryści umieją się ukrywać przed służbami specjalnymi. Przestępcy przed policją mogą się ukrywać latami (chociaż zdarzało się, że się zdemaskowali na portalu społecznościowym). Jak to więc jest z tą anonimowością?

Są dwa poziomy zabezpieczenia. Pierwszy jest prosty – znaleźć o mnie można tylko to, co ja albo ktoś o mnie zamieścił. Jeżeli uważam, co zamieszczam, czym się dzielę, z czym się zdradzam, w jakich serwisach czy dyskusjach biorę udział, to nikt się nie dowie o mnie tego, czego nie chcę. To tak, jak było kiedyś – jeżeli nie zdradzam żony, to nikt się nie dowie, że ją zdradzam. Jeżeli nie rozmawiam z konkurentami mojego pracodawcy, to nie zostanę posądzony o brak lojalności.

Ale jest jeszcze jeden aspekt… Kim był Aleksander Głowacki? Dlaczego nie można znaleźć aktu urodzenia Joe Alexa? Kiedyś z pseudonimami mieliśmy do czynienia głównie w sztuce. Dzisiaj każdy to zna i każdy używa. Jak działa taki poziom zabezpieczenia? Nie daje anonimowości. Nie pozwala ukryć przestępczej działalności ani ukryć przed znajomymi swojej działalności. Ale pozwala nie rzucać się w oczy. Jeżeli ktoś w pisze u dr Googla moje nazwisko – co znajdzie?

Czego nie podpisuję nazwiskiem, tego wyszukiwarki nie pokażą pod moim nazwiskiem. Ma to jednak jakiś sens. Jeżeli nie chcę, żeby moje dzieci odpowiadały przed kolegami za moje spory na forach, jeżeli chciałbym, żeby mój potencjalny pracodawca nie dowiedział jakie są moje poglądy polityczne czy zamiłowania muzyczne, jeżeli nie chcę by sąsiad przez przypadek wpadł na moją wypowiedź, gdzie narzekam na sąsiadów… mogę się zabezpieczyć. Kiedyś to się nazywało po prostu dyskrecją. Kiedy się z czymś obnosimy, wszyscy będą o tym wiedzieć. Kiedy jesteśmy dyskrecji, dowie się o tym tylko ten, kto naprawdę chce się dowiedzieć.

Ale… pamiętajmy jeszcze o jednym – jeżeli o czymś nikomu nie powiemy, nikomu tego nie pokażemy i nigdzie nie umieścimy w internecie, to możemy być pewni, że nikt się nie dowie. Internet nie ma dostępu do naszych myśli. I to jest pocieszające. Na razie…

Rating: 5.0/5. From 1 vote.
Please wait...

Facebook Comments