Elita czy elyta? Obowiązki czy prawa?

Zdarza mi się spotkać przedstawicieli prawdziwej elity. Dobrze sytuowane rodziny, wielodzietne, wiele mówiące o wartościach, mieszkające w pięknych domach w atrakcyjnej okolicy. Najczęściej aktywnie działający w kręgach przykościelnych. Niosący pomoc i wsparcie sobie podobnym… Jednym słowem elita. Finansowa, moralna i nie wiem jaka jeszcze.

Oczywiście nie można mieć żalu do kogoś, że osiągnął w życiu więcej od innych. To wspaniałe, że są ludzie, którym się chce, którzy się starają bardziej, którzy chcą swoim dzieciom zapewnić lepsze życie. Nawet jeżeli nie wszystko osiągnęli sami, jeżeli odziedziczyli po rodzicach majątek, pozycję społeczną, zainteresowania i zamiłowania.

Kiedy jednak słucham, o czym rozmawiają Ci członkowie niewątpliwej elity, kiedy mówią o tym, co jest dla nich ważne, co jest ich największą troską… robi mi się bardzo smutno. Rozmawiają o tym, jak spędzić fajne wakacje, jak korzystnie ulokować swoje pieniądze i… jak mało dostają od państwa, jak mało daje im samorząd i jak zaspokoić swoje wyrafinowane oczekiwania. A główny temat, zapewne z powodu wieku dzieci, to fakt, że „nie ma w okolicy dobrej szkoły”. Te wielodzietne rodziny nie mogą znaleźć dobrej szkoły dla swoich dzieci. Kilkuset pewnie dzieci w okolicy, gdzie funkcjonuje dobrych kilka szkół – i publicznych i prywatnych, ze zróżnicowaną ofertą.

Zastanawiam się, gdzie jest ich inicjatywa? Gdzie odpowiedzialność społeczna? Gdzie poczucie obowiązku… No właśnie. Najbardziej boli mnie, że nie znają starej przecież, bo pojawiającej się już w Iliadzie Homera, a sformułowanej jakieś 200 lat temu w tej formie maksymy Noblesse oblige. Większość z tych osób mogłaby ufundować i prowadzić szkołę dla okolicznych dzieci z biedniejszych rodzin. Mogłaby też zapewnić istniejącym szkołom dodatkowe możliwości – szkolenia dla nauczycieli, wyposażenie, pomoce naukowe. Przez działanie w grupie mogliby też zmienić władze samorządowe i mieć wpływ na to, jak funkcjonują lokalne szkoły. Ale… to wymaga zaangażowania i odpowiedzialności.

Może jeszcze musimy chwilę poczekać, może za wcześnie na społeczną odpowiedzialność, może nowe fortuny muszą się ugruntować. Tam, gdzie elity mają poczucie odpowiedzialności, kształtowały się one przez wieki. U nas przez ostatnie ponad 200 lat wielokrotnie rzeczywistość społeczna została przewrócona do góry nogami. Może prawdziwe szlachectwo nie miało możliwości się ukształtować i utrwalić. Ale jednak smutno, że elity nie czują się elitami…

Rating: 1.0/5. From 1 vote.
Please wait...

Facebook Comments