Brońmy świat przed Zuckerbergiem!

Oczywiście wszyscy wiedzą, że prawa autorskie trzeba szanować i przestrzegać. Mówiono o tym również niezwykle głośno na początku roku, kiedy tysiące młodych ludzi występowały przeciwko ACTA – porozumieniu międzynarodowemu w sprawie ochrony praw autorskich. Przypomniało mi się to teraz, bo właśnie przez Facebook przewala się kolejna podobna akcja.

Otóż ogromna liczba użytkowników tego portalu społecznościowego ogłasza, że są właścicielami praw autorskich do wszystkiego, co publikują. I zastrzegają, że to co publikują nie może być przez nikogo wykorzystane bez każdorazowej zgody autora. Ja właśnie wczoraj znalazłem, pośród tych masowych oświadczeń, zabawny rysunek Andrzeja Mleczki. Sprawdziłem. Wszystko wskazuje, że umieścił go sam. I nie odnotowałem, żeby gdzieś zastrzegał sobie prawa do niego. Za to niektóre osoby, które oświadczyły dumnie, że dysponują prawami do wszystkiego co publikują… specjalizują się w puszczaniu dalej. Tak zwanym udostępnianiu. Rysunek Mleczki dotarł do mnie też przez pośrednika.

Dziwią mnie w tej sytuacji dwie rzeczy. Po pierwsze – jak chętnie wszyscy przyznają się do cudzych dzieł. Ogromna większość publikacji na Facebooku to powielane dzieła bardziej lub mniej znanych artystów. Sądzę, że na przykład Andrzej Mleczko mógłby wystąpić o ochronę swoich dzieł wobec tego, ile osób, które publikują jego rysunki, oficjalnie stwierdziło, że są właścicielami wszystkiego, co publikują. Podobnie powinni postąpić piosenkarze, których piosenki są tu publikowane, aktorzy i reżyserowie, których twórczość jest masowo udostępniana przez tych, którzy zastrzegają sobie wszelkie prawa do tego, co publikują. No… więcej pokory, Szanowni Państwo!

Po drugie – ciekawy jestem, czy ci teraz tak stanowczo broniący swoich praw autorskich równie mocno wspierali ochronę tych praw oferowaną przez porozumienie ACTA. Nie mam całkowitej pewności, ale wydaje mi się, że niektórzy z broniących dzisiaj swoich praw, jeszcze kilka miesięcy temu dumnie nosili maskę anonymousa na swoim avatarze a może i w realu na ulicznych demonstracjach. Abstrahując od tego, czy „utwory” tych przestraszonych mają faktyczną wartość i czy w ogóle mogłyby być podmiotem praw autorskich, zastanawia podejście przesiąknięte prawem Kalego: jak Kalemu ukraść krowę to źle, jak Kali ukraść krowę to dobrze.

Z tych moich dwóch zdziwień wyłania się dla mnie jasny ogląd kolejnej społecznej histerii. Kiedy tysiące ludzie protestowały przeciwko ACTA pytałem aktywnych których miałem wśród znajomych co jest złego w tym porozumieniu. Podawali jakieś argumenty. Przestraszyłem się i wziąłem do ręki treść porozumienia. Po lekturze pierwszych dwóch stron miałem przekonanie, że argumenty były nieprawdziwe. Zastanawiam się – ilu powielających teraz oświadczenie zastanowiło się w ogóle nad jego treścią? Czy to nie jest kolejna histeryczna akcja, gdzie zamiast pomagać zrozumieć świat budzi się lęki i strachy? Bo przecież wiadomo, że kiedy rozum śpi budzą się upiory!

No votes yet.
Please wait...

Facebook Comments