Kiedyś, to było dobrze, nie to co dzisiaj…

Kiedy Jaruzelski stanął na czele Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego i wprowadzał stan wojenny, było mi niezmiernie przykro. Nie nie, nie byłem internowany. Miałem niewiele ponad 10 lat i właśnie w tę niedzielę organizowałem przyjęcie urodzinowe. Organizowałem, ale nie doszło ono do skutku. Oczywiście wiedziałem co się działo w kraju. Wszyscy pamiętali beznadzieję czasów późnego Gierka. Wszyscy przeżywali też festiwal Solidarności.

To, co się wydarzyło 13 grudnia 1981 roku było niezwykle brutalnym atakiem na nadzieje całego narodu i wiarę w lepsze jutro. W wyniku wprowadzenia stanu wojennego padły też śmiertelne ofiary. Zginęło kilkadziesiąt, a może nawet ponad sto osób. To oczywiście najwyższy koszt. Polityczna ocena stanu wojennego zależy od tego, kto ocenia. Jedni twierdzą, że to było mniejsze zło, konieczne ze względów geopolitycznych. Inni uważają, że był to gwałt na wolności i niepodległości narodu. Na ocenę historyczną chyba jeszcze jest za wcześnie. Zbyt żywe są dyskusje polityczne, żeby można było z perspektywy i bez zaangażowania emocjonalnego podjąć się takiej oceny.

Mnie jednak najbardziej zastanawia i ciekawi jak wyglądał stan wojenny i poprzedzające go lata we wspomnieniach zwykłych ludzi. Jak oceniamy dzisiaj to, co wydarzyło się 30 lat temu. Jak się nam wtedy żyło. Ja nie mam wątpliwości. Życie było wtedy piękne. Byłem młody, świat stał przede mną otworem, codziennie zdobywałem nowe doświadczenia. Miałem piękne koleżanki i chętnych do współpracy kolegów. Uczyliśmy się życia niekoniecznie się angażując mocno w świat zewnętrzny. Sami tworzyliśmy dla siebie swój świat.

Dzisiaj świat już tak nie wygląda. Obowiązki, rutyna, codzienny kierat, konsekwencje złych decyzji z młodości i wczesnej dorosłości – to wszystko powoduje, że życie jest dzisiaj mniej różowe, mniej radosne, bardziej przyziemne. Kraj lat dziecinnych! On zawsze zostanie święty i czysty jak pierwsze kochanie! Chyba nikt nie będzie się spierał z wieszczem co do prawdziwości tych słów. Jednak…

Kiedy słyszę, jak politycy porównują dzisiejszą Polskę do Polski właśnie z czasów stanu wojennego, to mam wrażenie, że coś słucham małych dzieci, które dopiero z czasem czegoś się dowiedzą o życiu, albo zdziecinniałych staruszków, którym demencja przywraca ich wspaniałe dzieciństwo. Nie jestem sobie w stanie wyobrazić, jak dalece tolerancyjnym wobec zasad logiki, faktów oraz codziennego doświadczenia trzeba być, żeby nie widzieć cywilizacyjnej, gospodarczej i kulturowej przepaści, jaka oddziela naszą dzisiejszość od tamtych lat. Ponieważ jednak coraz częściej słyszę takie porównania, które w dodatku wychodzą często na korzyść lat 80-tych zeszłego wieku, dochodzę do przekonania, że Polska jest krajem niezwykle tolerancyjnym. A polityków cechuje szczególnie wielka tolerancja. Zwłaszcza wobec samych siebie…

Rating: 1.0/5. From 1 vote.
Please wait...

Facebook Comments