Głupota… ze szczególnym okrucieństwem – wprowadzenie

Miałem pisać o tym, co mnie dziwi. Jednak ze zdziwienia mnie zatkało. Odjęło mi mowę i ponad rok nic nie napisałem. Nie byłem w stanie uporządkować we własnym rozumie tego, co się dzieje dookoła. Nadal nie do końca umiem. Ale… po raz kolejny uderzyła mnie głupota. Powszechna i wszechobecna. Głupota za szczególnym okrucieństwem.

Mam wrażenie, że głupota ta jest dyktowana przez dwa nurty. Z jednej strony przez media, które w schlebianiu niskim namiętnościom szukają szczytów, żeby prześcignąć konkurencję. Z drugiej strony stoją fanatycy wszelkiej maści, którzy zamiast rozumu mają… plastikowe tablice (zamiast drogich obecnie kamiennych) z wypisanymi najmodniejszymi chwilowo w tych kręgach hasłami.

W najbliższym czasie zacznę spisywać to, o czym myślałem przez ponad 13 miesięcy, ale nie mogłem tego wyartykułować. A codziennie prawie widziałem zaskakujące zjawiska, które pobudzały mnie do myślenia. Zawsze jednak nad „twórczą inwencją” górę brało zdziwienie. Ale już nie mogę. „Parówkowym skrytożercom” trzeba powiedzieć „stanowcze nie”! Przerwijmy już ten chocholi taniec!

Parada głupoty w moim odbiorze została rozpoczęta przez licznych „bojowników miłosierdzia” i „orędowników miłości”, którzy zapomnieli, że „cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili.„ Którzy uznali, że zawodowa solidarność ludzi w czarnych sukienkach jest ważniejsza, niż słowa Tego, którego wciąż podają za swojego Mistrza. A ten najmniejszy… cóż on może!

Dalej wystąpili ci, którzy znają wynik, tylko jeszcze nie znaleźli właściwego równania. Sztuczna mgła, wielki magnes, dwa wybuchy, trzy osoby przeżyły… Nieważne. Jeżeli to nieprawda, to szybko wymyślimy kolejną teorię. Jedno jest pewne – był zamach.

Od dłuższego czasu kolejna strona „publicznego krajobrazu” zmierza w tę samą stronę. W środowiskach, które do niedawna wydawały się nieco rozsądniejsze, pojawiają się dyskusje, czy lepiej wrzucić pieniądze do słoika czy do puszki i czy lepiej je zakopać w ogródku, czy na polu. OFE czy ZUS – ci, którzy nas okradają, czy ci, którzy przez nieudacznictwo marnują nasze pieniądze. Jakby trudno było zrozumieć, że nie jest ważne, czy emerytura będzie wynosić sto, czy milion, ale to, ile za nią będziemy mogli kupić.

Ale dzisiaj wszystkie prawie strony zgodnie pieją peany na cześć głupoty. O ile mogę zrozumieć tak zwaną opozycję – bo od niej nikt odpowiedzialności nie oczekuje – o tyle populizm po stronie koalicji jest niezwykle destrukcyjny. Jest kilka głosów, które nie poddają się temu populizmowi. Pani profesor Płatek, pan profesor Ćwiąkalski, pan poseł Kalisz… (notabene ciekawe to, że na temat prawa najrozsądniej wypowiadają się prawnicy – to chlubny wyjątek) Pewnie więcej mamy takich, ale jakoś media niechętnie ich pokazują. No bo kto za nimi stoi? Rozsądek słabo się sprzedaje. Histeria! To jest treść życia!

Zabierać samochody, zamykać na miesiąc, ciężko karać, podwyższyć kary finansowe, zabierać prawo jazdy na 3 czy 5 lat. I co to da?

Państwo polskie więzi wiele tysięcy alimenciarzy oraz pijanych rowerzystów. Według statystyk – to większość lokatorów polskich zakładów penitencjarnych. Ludzie, którzy zazwyczaj nie mieli możliwości zarobić na alimenty (raczej rzadko człowiek wybiera więzienie zamiast podzielenia się swoimi zarobkami z dziećmi) albo wracali przez pole od sąsiada na rowerze po kilku piwach, zamiast zarabiać cokolwiek, siedzą sobie w zamkniętych zakładach, gdzie podatnicy na ich utrzymanie wydają wielokrotnie więcej, niż wyniosły te ich alimenty czy szkody, które mogli swoim pojazdem wyrządzić. Do alimenciarzy dodatkowo podatnicy dopłacają z Funduszu Alimentacyjnego. Czyli w sumie płacą dwukrotnie za to, że politycy chcieli udowodnić swoją bezwzględność.

Wszystko to na nasz koszt. A co my z tego mamy? Czy inwestycja w kilkaset tysięcy więźniów po ponad dwa tysiące miesięcznie, czy ochrona przed odpowiedzialnością społeczną i prawną „oświeconych głosicieli Dobrej Nowiny”, czy osadzenie w zakładach karnych kolejnych kilkudziesięciu tysięcy przypadkowo dobranych obywateli przyniesie podatnikom, obywatelom, bliźnim jakąkolwiek korzyść?

Toczy się taka dziwna rozgrywka. Media szukają oglądalności. Konsumenci szukają krwi. Politycy szukają popularności. Zaklęty krąg. Liczy się w nim kasa, głosy, sondaże. I niskie pobudki. Albo to, jak wyrazić swoje poglądy. Bez zwracania uwagi na skutki. Tak wygląda nasza rzeczywistość. Gadające głowy szukające popularności oraz społeczeństwo szukające potwierdzenia swoich kompleksów i marzeń w telewizorze. Głosy, dla których ważniejsze jest, żeby wyrazić swój sprzeciw wobec „morderstwa”, niż żeby uratować czyjeś życie. No i media które, jak biura maklerskie, korzystają zarówno na hossie jak i na bessie.

Mamy od niedawna kolejny telewizyjny „kanał informacyjny” z dużym hukiem otwierany w Nowy Rok. Czym się różni od poprzedniego? Podobnie obraża inteligencję widzów, jak dotychczasowe. Może mniej, niż „telewizja konsumencka” podająca miękką papkę, żeby tylko nie trzeba było gryźć, żeby nie narazić protezki. Misyjna, czy komercyjna, nieważne. Ta sama papka. Ale nie widać takich mediów, które chciałyby się przeciwstawić wiodącej tendencji. Histeria – oto klucz do sukcesu!

Nakręćmy w dowolnej sprawie histerię i czerpmy z tego korzyści! „Ratujmy maluchy!” Jest! Milion podpisów. Pod czym? Nieważne! Ważne, że przeciwko rządowi! „Chemiczna kastracja!”. Da się zrobić? Nieważne! Ważne, że dobrze brzmi. „Uwolnić konopie!” Co to spowoduje? A co tam, ważne, że się głosy młodzieży zbierze. „49 województw!” Ma to jakiś sens? No pewnie! Kiedy było 49 województw, byliśmy młodzi i piękni… „Sprowadzić wrak!” A… czy sprowadziliśmy wrak autokaru spod Grenoble? Czy miało to wpływ na tok śledztwa? Po co to komu? „Zaostrzyć kary, uwolnić zawody!” Ech… jest grupa takich, którzy nie mogą zdać egzaminu, a wkurzają ich konkurenci. Chyba warto spróbować…

HISTERIA!

Gdyby słuchać mediów, „specjalistów” od ruchu drogowego i policjantów z drogówki trzeba by uznać, że najlepiej będzie w Polsce, kiedy zaparkujemy wszystkie pojazdy bezpiecznie i na podbój świata udamy się piechotą.

Gdyby słuchać opozycji, trzeba by natychmiast wyciągnąć wszystkie pieniądze z banków (bo nie polskie) i złożyć je w bezpiecznych depozytach w skarpetach.

Gdyby słuchać tych, którzy nie mogą się przebić do opinii publicznej (chociaż bardzo chcą), trzeba by odrzucić wszelkie zmiany wprowadzone w ciągu ostatnich 24 lat i… wrócić do PRL-u?

Gdyby słuchać kaznodziejów i moralistów, trzeba by odrzucić własny ogląd i uznać, że białe jest czarne, a czarne… też jest czarne.

Gdyby słuchać mniejszościowego uczestnika koalicji trzeba by natychmiast odwrócić bieżący kierunek polityki, zachowując bieżące poparcie.

Gdyby słuchać większościowego uczestnika koalicji trzeba by zachować bieżącą politykę, zmieniając jedynie sondaże opinii społecznej.

Gdyby słuchać mediów, trzeba by się od razu poddać eutanazji (kto wystarczająco stary) lub aborcji (kto wystarczająco młody), w ostateczności zostając męczennikiem (kto nie ma szansy na eutanazję ani aborcję)…

A gdyby posłuchać własnego rozumu? Własnego sumienia? Kto się odważy?

…ciąg dalszy nastąpi…

No votes yet.
Please wait...

Facebook Comments