Krzywa wieża… Babel – podsumowanie

Było o histerii, było o głupocie. Teraz trochę o tym, jak one nas atakują, jak do nas docierają. Czyli o języku. Język naukowy, język obcy, język nienawiści, język pogardy, język miłości… Na początku było słowo. Teraz mamy pustą paplaninę. Cyprian Kamil Norwid wyrażał powszechną kiedyś troskę, aby „Odpowiednie dać rzeczy słowo”. Dzisiaj troska jest inna. Żeby zagadać, żeby zakrzyczeć, żeby zaistnieć. Słowo na początku stwarzało rzeczywistość. Później słowo tworzyło idee. Teraz… tworzy „wizerunek”.

  • Zaostrzyć kary!
  • Gender stop!
  • Alkomat w każdym samochodzie!
  • Zatrzymać zbrodniarzy w więzieniach!
  • Przywrócić wartości rodzinne!
  • Wyjaśnić wszystkie wątpliwości!
  • Zlikwidować umowy śmieciowe!
  • Zlikwidować ustawę śmieciową!
  • Jeden podręcznik dla wszystkich!
  • Uwolnijmy się od wpływów sąsiadów!
  • Brońmy maluchy!
  • Żyj eco!
  • Zlikwidować OFE!
  • Nie dajmy się okradać!
  • Nie każcie nam pracować do śmierci!

Listę takich haseł czy zawołań z ostatnich miesięcy można by ciągnąć w nieskończoność. Do absolutnie najbardziej idiotycznych ja zaliczam pytanie padające w jednej z reklam w telewizji: — Czy chciałaby pani jeść produkty syntezy chemicznej? — Gdyby tę samą panią zapytać — Czy chciałaby pani jeść produkty fotosyntezy? — pani zapewne odpowiedziałaby podobnie histerycznie. Przypomina się pewna zaangażowana aktywistka, która stwierdziła z dużym przekonaniem, że ona to by „w życiu nie wzięła genu do ust”.

W żadnym z tych haseł nie ma wiele treści. Odwołują się do emocji, do lęków, do stereotypów. Oczywiście, czasem trzeba wymyślić hasło, które skrótowo odda nasze idee czy zamierzenia i pozwoli budować skojarzenia, taki slogan. Ale konia z rzędem temu, kto potrafi dotrzeć do idei czy zamierzeń, które stoją za wymienionymi hasłami. Przyjęcie sloganu w kampanii reklamowej poprzedzają często tygodnie albo i miesiące wytężonej pracy wielu osób. A potem buduje się ich zrozumienie, podsuwa skojarzenia, sugeruje znaczenie. Nasze hasła w życiu publicznym rzuca się szybko. I… zaczynają żyć własnym życiem. Odrywają się od myśli rzucającego nawet jeżeli taka myśl była.

W czasach prehistorycznych, ludzie porozumiewali się obrazkami na skałach. Później wymyślono pismo, druk, w końcu internet. I nagle okazuje się, że nadmiar słów zawraca nas do epoki prostych rysunków na skałach. Komunikacja zaczyna się sprowadzać do prostej identyfikacji – swój czy wróg. Kiedy już odbierzemy ten komunikat z barwy pióropusza, munduru, barw wojennych – czyli z używanych haseł – to sprawa staje się prosta. Walić maczugą w łeb albo bronić!

Pytanie tylko po co komu tyle różnych słów, tyle haseł, tyle krzyku, tyle histerii, tyle głupoty? Czy nie wystarczy, jak na manewrach wojskowych, podzielić wszystkich na niebieskich i zielonych a następnie już sprawnie przystąpić do działania zasadniczego, czyli zniszczenia przeciwnika?

Chciałoby się zakrzyknąć: — Ludzie! O czym my mówimy? — Tylko coraz częściej można odnieść wrażenie, że nie mówimy o niczym. Po prostu rozsiewamy wokół słowa w celach dekoracyjnych. Bo na koniec, kiedy przyjdzie konkurs piękności, musimy zdobyć najwięcej głosów / wyznawców / członków / naśladowców / kliknięć…

Głupota, histeria, pustosłowie. Triumwirat naszej przestrzeni publicznej. Dosyć to przygnębiające… Ale co robić. Jak się narzeka, trudno przecież dojść do optymistycznych wniosków. Od tysięcy lat wieszczono upadek świata patrząc na degenerację obyczajów.

A może to tylko taka odpowiedź na naturalną kolej rzeczy? Reakcja obronna na rozwój, postęp, ewolucję? Zapewne, zapewne… Ale czy jedyna?

Sądzę, że niektórzy z czytelników czytając ten cykl odnajdywali pewną zbieżność ze swoimi przemyśleniami. Wiele osób, nie tylko w Polsce, ma poczucie zmęczenia, znużenia, niemocy, bo zalewa nas jakaś bezkształtna masa a właściwie papka. Stąd pojawiają się pomysły – nie chcę tego słyszeć, wyrzucę telewizor, nie pójdę na wybory, wyjadę na wieś, nie kupię gazety. Można się odciąć. Czasem, dla higieny, trzeba. Ale nie można stale uciekać przed światem takim, jakim jest, odciąć się od niego. Chyba, że chcemy się stać wymierającym gatunkiem, że nie mamy nic do przekazania przyszłym pokoleniom.

Kto nie chce skończyć jak będący niegdyś dumą naszych puszcz tur, czy ponad sto milionów lat wcześniej dinozaury, musi opracować strategię przetrwania. Jak wiadomo, każda strategia jest tym ciekawsza, im bardziej unikalna. Każdy musi znaleźć swoją, żeby osiągnąć sukces.

Ale… chciałbym zaprosić do wspólnych przemyśleń o tym, jak zadbać o sens w naszym życiu, nie skazując się na wyginięcie. Z niedostosowania albo po prostu z braku sensu… Ale o tym już w następnym odcinku.

…ciąg dalszy nastąpi…

No votes yet.
Please wait...

Facebook Comments