Kiedy rozum śpi, to kij ma dwa końce i… nic między nimi!

Aesienaombaem…

Wieczór się zbliża, a ja powoli dochodzę do siebie. Wczoraj był ciężki dzień. A dzisiaj? Przewaliłem jakieś 10 m3 buka w belkach po 120 cm długości i od 30 do 70 cm średnicy. Do tego przerobiłem na drewno opałowe jakieś 4-5 m3. No i jeszcze jakieś 3 piwa, żeby zapobiec odwodnieniu urzędniczo komputerowego organizmu przy pracy fizycznej na mrozie. No, a w czasie rąbania jakoś tak myśli mi krążyły cały czas wokół doznań dnia wczorajszego. A lekko nie było. Podzielę się z Wami, Szanowni Czytelnicy, moimi refleksjami. Być może znowu ktoś uzna, że to bełkot. Proszę się czuć swobodnie i wyrażać swoje opinie. Ale najpierw, proszę, przeczytajcie. Bo uwagi na zasadzie słów kluczowych rzadko trafiają do celu.

No więc wziąłem wczoraj dzień wolny w pracy. Miałem kilka spraw do załatwienia – dentysta, kilka zaległych prac domowych, trochę chciałem podleczyć katar. Przy okazji. dla zdrowia psychicznego, spędziłem trochę czasu na rozmowach z ludźmi. Te rozmowy nie dają mi spokoju. Już dawno nie gadałem tak luźno z osobami spoza najbliższego kręgu. Codzienna bieganina nie pozwala. Rozmowy toczyły się trochę w realu, trochę w wirtualu. Przeplatały się, więc muszę je nieco uporządkować. Spróbujmy.

Rozmowa pierwsza. Przyszedł dobry znajomy. Wykształcenie ścisłe, lata pracy w zawodzie nauczyciela. Wspaniale wychował piątkę własnych dzieci i jeszcze trochę cudzych. Z przejęciem pokazał mi artykuł z pewnego brukowca. Rząd ma więcej limuzyn, niż cała Polska karetek! Czytam. I oczom nie wierzę. Tekst zaczyna stwierdzenie, że w Polsce jest 1500 karetek. I już się budzi moja czujność. Co to znaczy? Samochodów z kogutem i czerwonym krzyżem? Obsługujących państwowe szpitale? Przeznaczonych do przewozu krwi lub narządów? Co oznacza ta liczba 1500? Czy obejmuje karetki prywatnych firm na usługach szpitali publicznych? A te na własne potrzeby firm prywatnych? Kolejne ważne stwierdzenie w artykule pewna rządowa agenda ogłosiła przetarg na obsługę 1700 samochodów. Są one wykorzystywane przez rząd i najważniejsze urzędy. I znowu pojawiają się pytania. Najważniejsze urzędy? Znaczy które? Urzędy wojewodów? Prokuratura? Sądy? Samorządy? I do jakiego szczebla? Centralne jednostki, czy ich delegatury wojewódzkie? A może również okręgowe i rejonowe? No i właściwie, jak już zdefiniujemy kto, co i dlaczego, to skąd pewność, że jedni powinni mieć więcej samochodów, niż drudzy? Czy może każdy organ powinien mieć tyle zasobów, ile potrzebuje dla sprawnej realizacji swoich zadań? Na te wszystkie pytania dziennikarz nie raczył udzielić odpowiedzi. Jedyne niewątpliwie prawdziwe i kompletne stwierdzenie to to, że 1700 to więcej niż 1500. Swoje wątpliwości przedstawiam znajomemu. Mówi — no wiesz, po Twoich uwagach rzeczywiście tekst traci walory merytoryczne. Ale Ty masz większe zaufanie do rządzącej partii, a ja widzę jak się panoszy i rozrasta biurokracja. Dlatego zwróciłem na niego uwagę.

Rozmowa druga. Pokazuję znajomym wywiad w Wysokich Obcasach z Meryl Streep. Między innymi o ataku na „ideologię gender” w Polsce. Znajomy stwierdza — To zdaje się w imię dżenderów tworzy się ostatnio szereg akcji, mających na celu atakowanie każdego, kto nie myśli kategoriami gender. — Pytam go — Jakich akcji atakujących? Coś mnie ominęło? — Pytam przez kilka godzin. Proszę o szczegóły, o wyjaśnienie, o przykłady. Bez skutku. Kończy stwierdzeniem — Wszystko już napisałem. — Nie dostałem ani jednego przykładu akcji, o których mówił z dużym przekonaniem w liczbie mnogiej.

Rozmowa trzecia. Popularna gazeta napisała o tym, że w Stanach Zjednoczonych i w Europie atakują choroby, które od dawna uważane były za zmarginalizowane albo całkowicie zwalczone, jak odra czy krztusiec. Autorzy powiązali ten fakt z pojawieniem się w tych krajach ruchów antyszczepionkowych. Po prostu – nie szczepicie dzieci, to one chorują. Proste. Oczywiste? Niekoniecznie. Pojawia się znajomy, który ma mnóstwo materiałów na temat szkodliwości szczepień. Pokazuje mi ulotki, filmy, prezentacje. Ja go pytam, czy uważa, że od czasu wprowadzenia programów obowiązkowych szczepień zdrowie społeczeństwa się pogorszyło, czy polepszyło. Odpowiada, że w szczepionkach są ciężkie metale. Pojawia się inna znajoma, która stwierdza, że po szczepieniu córka znajomych zachorowała na autyzm. Pytam się, czy ktokolwiek wykazał jakiś związek między szczepieniem a autyzmem. Brak odpowiedzi. Znajomy przedstawia wykresy umieralności niemowląt z naniesionymi datami wprowadzania kolejnych szczepionek. Widać, że umieralność systematycznie maleje i widać związek z wprowadzaniem szczepień. Kiedy stwierdzam ten fakt, on mówi — zobacz, ale od 1980 roku wszystko się zmienia. To wtedy zaczęto wprowadzać ciężkie metale do szczepionek. — wpatruję się w wykresy (procentowo i w liczbach bezwzględnych), szukam roku 1980 i… nie widzę żadnej zmiany trendu. Liczby i procenty nadal maleją i to z zachowaniem dotychczasowej dynamiki. Pytam się – co widzi w tych wykresach w okolicy 1980 roku. Milczy. Pytam znowu… Podrzuca kolejną ulotkę, która ma demaskować kłamstwa z pierwotnego artykułu. Pytam — A co Ty myślisz? Czy zdrowie społeczeństwa się poprawiło czy pogorszyło (np. mierzone średnią długością życia) od czasu wprowadzenia szczepień. — Cisza. Za dwie godziny słyszę, że u sąsiadów poleca jakieś swoje usługi. zaglądam i pytam, czy już skończyliśmy rozmowę? Odpowiada, że temat go zmęczył i już nie chce. Przecież nie będę go zmuszał, do rozmowy, więc odpuszczam. Za kolejną godzinę widzę jednak, że u innych sąsiadów znowu chwali się ulotką. Pytam, czy nie warto by dokończyć rozmowy, skoro jednak temat go interesuje i chce go drążyć. Cisza…

Rozmowa czwarta. Pojawia się kolejna znajoma, która przeczytała ten artykuł z Wyborczej. Rzuca siarczysty epitet na temat Meryl Streep. Pytam się, co spowodowało tak emocjonalną reakcję. Pytam w jakiej sprawie ta niechęć i po co epitety. — A przedszkole w Rybniku? Wie pan, czego tam uczono? — Trochę się przestraszyłem, że znowu coś mi umknęło. Więc dopytuję o szczegóły. Może rzeczywiście Meryl Streep w Rybniku krzywdziła przedszkolaków? Pokazuje mi tekst z gazety pod nośnym tytułem „Naukowcy z PAN kontra gender”. Czytam i widzę, że naukowcy mieli zarzuty do opracowanego przez kogoś programu nauki w przedszkolu. Zarzuty metodologiczne i formalne. Ani słowa o tym, że gender jest zły, że należy go wyrzucić do kosza. Po prostu program został słabo przygotowany i trzeba go dopracować, żeby wdrażać w życie. Więcej już o genderze nie rozmawialiśmy. Zastanawiałem się skąd tyle emocji i nienawiści do nauki gender wśród ludzi wysoko niosących sztandary religii miłości. I w odpowiedzi usłyszałem, że według mnie katolik to człowiek bezrefleksyjny i bezwzględny, że sączy jad i jest obłudny. Powiedziałem, że opisywałem moje obserwacje a nie definiowałem swoje rozumienie i że moje obserwacje dotyczą jedynie niektórych. Cisza…

Jeden dzień i tyle intrygujących doświadczeń. Tak sobie myślę… Co się nam stało? Dlaczego się mijamy? Dlaczego nie słuchamy? Dlaczego nie odpowiadamy?

Żeby przygotować belkę drewna o długości 120 cm do spalenia w moim piecu muszę ją przeciąć na 3 części po około 40 cm, a następnie porąbać na kilka części. Przy tym cięciu przypomniała mi się stara opowieść:

Dzida bojowa składa się z: przedniej części dzidy bojowej, środkowej części dzidy bojowej i tylnej części dzidy bojowej. Przednia część dzidy bojowej składa się z: przedniej części przedniej części dzidy bojowej, środkowej części przedniej części dzidy bojowej i tylnej części przedniej części dzidy bojowej. Środkowa część dzidy bojowej składa się z: przedniej części środkowej części dzidy bojowej, środkowej części środkowej części dzidy bojowej i tylnej części środkowej części dzidy bojowej. Tylna część dzidy bojowej składa się z: przedniej części tylnej części dzidy bojowej, środkowej części tylnej części dzidy bojowej i tylnej części tylnej części dzidy bojowej. Przednia część przedniej części dzidy bojowe składa się z: przedniej części przedniej części przedniej części…

Tak sobie popatrzyłem na tę belkę przede mną, przypomniałem tę opowiastkę i odświeżyłem wczorajsze rozmowy i… pytam się — Czy otaczający nas świat składa się wyłącznie z dwóch końców? Dwóch biegunów – dodatniego i ujemnego? Czy kij, co ma dwa końce, nie ma nic pomiędzy? Czy w każdej sprawie możemy być tylko żarliwymi wyznawcami albo zaciekłymi przeciwnikami? Czy nie ma odcieni szarości? Czy nie ma wątpliwości?

I jeszcze jedna grupa pytań się nasuwa. — Czy mamy własne przekonania? Czy umiemy o nich rozmawiać? Czy umiemy argumentować i słuchać rozmówców? — Bo jeżeli rozmowa ma polegać na przytaczaniu przygotowanych przez kogo innego gotowych materiałów, które co prawda są profesjonalnie opracowane, ale w ogóle nie przystają do sytuacji i stawianych pytań, jeżeli o racji ma decydować to, kto więcej ulotek, artykułów prasowych, memów czy złośliwych uwag umie przytoczyć, jeżeli nie mamy poszukiwać prawdy, ale zdobywać zwolenników, to po co w ogóle rozmawiać? Zamknijmy się w swoich skorupkach, wśród ludzi, którzy na każdy temat i w każdej sprawie będą mówić to samo i nie wychylajmy się, bo możemy spotkać obcego. A obcy, nie nasz, to niebezpieczeństwo! Może nas zmusić do myślenia!

No votes yet.
Please wait...

Facebook Comments