Na złość tacie zrobię w gacie!

Zbliżają się ważne wybory. Ich wynik może zmienić nasze życie w sposób radykalny na wiele lat. Są wśród wyborców tacy, którzy dokładnie wiedzą, jaka to będzie zmiana i właśnie takiej wyczekują. Ich prawo, nie będę ich przekonywał, chociaż nie rozumiem.

Jest też spora grupa wyborców, którzy bardzo chcieliby tej zmiany uniknąć. Bo dobrze im tak, jak jest, bo chcieliby zmiany, ale zupełnie innej, bo co prawda nie obchodzi ich specjalnie co się wokół dzieje, ale nie chcą, żeby to „wokół” zaczęło się interesować nimi…

W pierwszej grupie widać myśl przewodnią, organizację, dyscyplinę i powszechne wzmożenie. Nic dziwnego zresztą, bo i te zmiany w kierunku dyscypliny i wzmożenia zmierzają.

W drugiej grupie króluje twórczy ferment. Miliony pomysłów, tysiące realizacji, emocje, plany, gorące deklaracje. Pełna wolność. Wszystko można powiedzieć, wszystko zrobić. I… coraz więcej robi się grupek, które skupiają się na mówieniu do siebie samych, na przekonywaniu przekonanych, na umacnianiu swojej kanapy. Brakuje rzetelnej analizy i wspólnego działania. Czyżbyśmy chcieli oddać tę rundę walkowerem?

Jest jedna inicjatywa, która łączy i dociera do wszystkich. Polska w ruinie. Wspaniała i niezwykle cenna. Ale ona (celowo i świadomie) obejmuje jeden konkretny fragment rzeczywistości. Odkłamywanie. Nie zajmuje się strategią ani taktyką. Bardzo skutecznie przygotowuje grunt. Tylko czy umiemy z tego skorzystać?

Pytań, jak się zachować, jest coraz więcej. Bo oprócz trzech ważnych głosowań w najbliższym czasie jest cały obszar kampanii i ogólnie debaty publicznej, w której tak naprawdę rozstrzygnie się wynik. Mało realne jest, żeby duża większość wyborców w trakcie kampanii zmieniła zdanie. Ale trzeba pamiętać, że przekonanie 3% to zmiana różnicy wyników o 6% (po jednej stronie spadło o 3%, po drugiej o 3% wzrosło). No i że ostateczne znaczenie ma nie to, kogo wyborcy popierają, ale jakie głosy zostaną wrzucone do urn. Po prostu – żeby nasze sympatie miały wpływ na wynik, musimy zagłosować.

Żeby dotrzeć do wszystkich i zostać zrozumianym, potrzebny jest jasny i jednoznaczny przekaz. W poprzednich wyborach ktoś wymyślił sarnę oraz krzesło. Proste. Każdy zrozumiał. I wielu wykonało. Teraz musimy wypracować podobnie jasny komunikat, chociaż o poważniejszej treści. A na co powinien dać odpowiedź? Jakie pytania stoją na wokandzie?

  1. Czy iść na referendum wrześniowe?
  2. Jak w nim głosować?
  3. Czy iść na referendum październikowe?
  4. Jak w nim głosować?
  5. Jak zadbać o frekwencję w wyborach?
  6. Jak nie zmarnować połowy głosów?

I na koniec najważniejsze – jak o tym wszystkim mówić, żeby przekonać ludzi, że to dobry plan, że jak wszyscy się zastosują, to sukces murowany. I jeszcze pokazać, że inne działanie to obciach i żenada…

Można zrozumieć, że każdy chce przeprowadzić własną analizę zagrożeń lub wyrazić swoje oburzenie dla skandalicznych zachowań i wypowiedzi. Niestety powstaje w ten sposób chaos. Nie ma koncepcji, nie ma przekazu, nie ma pomysłu co robić. I tak przekonując się nawzajem, jacy jesteśmy wspaniali i jak bardzo nam się różne rzeczy nie podobają, przygotowujemy pole pod to, czego najbardziej nie chcemy.

Może czas na rzetelną debatę i opracowanie strategii? Mamy dwa miesiące do wyborów. Skończyły się żarty, zaczęły się schody. Politycy sami tego za nas nie załatwią.

No votes yet.
Please wait...

Facebook Comments