Jak żyć, Panie Prezydencie?

Czasy są ciekawe. Spodziewamy się zmiany. Zaczynamy się gubić. Myśleć bez sensu, mówić bez sensu, działać bez sensu. Intuicja, spontaniczne reakcje czy odruchy zawodzą nas, prowadzą na manowce. Jak się odnaleźć? Jak zmienić przyszłość? Żeby wartości były w sercach i głowach, a nie na sztandarach, na ścianach, czy na głowniach bejsbolowych kijów?

W dzieciństwie wielokrotnie powtarzano mi stary „chiński” aforyzm (w rzeczywistości charakterystyczny w formie wierszyk wziętego w Międzywojniu poety, Remigiusza Kwiatkowskiego)

Trzy razy pomyśl, potem zrób,
a wyda czyn owoce,
nie będzie tylko próbą prób,
trzy razy pomyśl, potem zrób…

Dobrze się przedtem w sobie skup,
zbierz siły swe i moce –
trzy razy pomyśl, potem zrób,
a wyda czyn owoce.

Chciałbym, wracając do pisania, zmobilizować siebie do myślenia i porozmawiać z państwem o tym, jak żyć. Widzę wiele chęci i zaangażowania u osób, które obawiają się „coraz bardziej otaczającej nas rzeczywistości”. Ale mało pomysłów, które mogłyby zmienić trendy i tendencje.

Wysłuchałem dzisiaj fragmentów przemówienia z Dąbrowy Tarnowskiej. Słowa podstępne, kłamliwe, podłe. Ale czy my, jeżeli chcemy zatrzymać tę ofensywę, możemy stosować takie same metody? Czym się będziemy różnić po wygranej, jeżeli w walce przyjmiemy ich metody?

Oczywiście, znamy wielu, którzy mieli rację i na zawsze zachowali ją dla siebie. Ale nie powinniśmy walczyć ich metodami, bo pokonają nas doświadczeniem. Musimy poszukać własnej drogi, własnego sposobu. Ta droga, ten sposób, który dał nam sukcesy ostatnich 26 lat już się zużył.

Nie będę się teraz rozpisywał. Jutro też jest dzień. I pojutrze…

Pozwolę sobie jedynie wspomnieć, co dzisiaj myślę o naszej sytuacji. Sądzę, że obecny zwrot na scenie politycznej w Polsce jest bardziej podobny do rewolucji w modzie niż do rewolucji przemysłowej. Bardziej chodzi o to, co wypada, co się komu podoba, co jest obciachem, niż o konkretne obietnice, decyzje, programy, postawy czy wartości. Że o postępie cywilizacyjnym w ogóle nie wspomnę. Nikt nie wie, dlaczego mało znana marka butów Hush Puppies nagle osiągnęła światową sławę. Ktoś coś zrobił, ktoś coś założył, ktoś coś powiedział i nagle BUM. Poszukają państwo ze mną sposobu na rewolucję w modzie?

Mnie się podobają melodie, które już raz słyszałem, po prostu…

W XVIII wieku Polska straciła niepodległość. Bo wcześniej straciła siłę. Od tamtej pory walczymy z przeciwnościami losu. Z zaborcą, okupantem, najeźdźcą, totalitarnym reżimem. I stale myślimy, jakie wielkie reformy należy wdrożyć, żeby zmienić nasz los. Jakie powstanie wywołać, żeby odzyskać niezależność. Jak przezwyciężyć opresję i wybić się na coś lepszego.

Dobry polityk to ten, który w pewien sposób walczy z systemem; tak sądzimy. Ten, który ma radykalne pomysły na odwrócenie losów, na zmianę, na przewrót… To jest nasze doświadczenie. Takie jest nasze głębokie przekonanie. To do nas trafia. Nawet w Wokulskim z „Lalki” Bolesława Prusa cenimy raczej jego romantyczną, stale przegrywającą stronę, niż biznesową skuteczność. Kiedy wybitny polski przedsiębiorca, Jan Kulczyk, nieoczekiwanie odszedł w ostatnich tygodniach, wiele było zawiści i pretensji, znacznie mniej uznania dla osiągnięć, dla dokonań, dla dzieła życia. Dzieło można ewentualnie akceptować u biznesmena w koloratce. Wtedy nawet nie musi być uczciwy ani przejrzysty. Ale człowiek świecki, porządny, godny zaufania to ten, który cierpi, który ściera się z przeciwnościami, który umie oddać życie za ideę mimo, że nie umie tej idei wdrożyć w życie. Ten jest taki jak my, temu wierzymy, ufamy, doceniamy.

Ostatnie 26 lat z krótkimi przerwami to dynamiczny rozwój. Realizacja marzeń, radykalne reformy, które dały efekty, zmiana całego naszego otoczenia. Nagle znaleźliśmy się w świecie bez opresji, bez zaborcy czy reżimu, niezależni i samostanowiący. Co najgorsze – osiągamy sukcesy! Tego nie znamy. Tego nie rozumiemy. Tej melodii jeszcze nie słyszeliśmy. Jak moglibyśmy ją polubić?

Polityk, który osiąga sukcesy, który poprawia nasze życie, który jest zadowolony, pewny siebie i osiąga sukcesy – nie jest jednym z nas. Jest obiektem niechęci. Nasz musi być taki jak my. Nieudolny, z kompleksami, w wiecznym zakleszczeniu między chęciami, marzeniami a ograniczeniami i własną słabością.

Czy politycy odzwierciedlający nasze najsłabsze cechy mogą nam pomóc? Mogą nas prowadzić ku świetlanej przyszłości? A czy my w ogóle potrzebujemy tej świetlanej przyszłości? A może satysfakcję daje nam nie nasz sukces, ale świadomość, że ci na szczycie nie są wcale lepsi od nas? Nie chcemy mieć wybitnych przywódców, bo wpędzają nas w kompleksy…

(tekst pierwotnie opublikowany na portalu StudioOpinii.pl 23.08.2015)

Rating: 1.0/5. From 1 vote.
Please wait...

Facebook Comments