Wybory parlamentarne to nie Eurowizja!

Po moim wczorajszym wpisie pojawiło się sporo komentarzy i otworzyło się kilka dyskusji. A dyskusja zawsze skłania do refleksji. Podzielę się zatem moją refleksją. Zapraszając do dalszej rozmowy w celu poszukiwania dobrych rozwiązań. Bo wierzę, że w rozmowie wykuwają się najlepsze pomysły.

Pojawił się zatem wątek deterministyczny. PiS musi wygrać. Musimy przez to przejść. Tak… Przypominam, że w ostatnich wyborach wiele miesięcy przed głosowaniem było wiadomo, kto wygra. A wyszło inaczej… Nie warto się nad tym wątkiem rozwodzić. Szkoda czasu.

Było też wiele głosów, że PO prowadzi kampanię tak, żeby przegrać, że się nie starają, że już się poddali. I tutaj warto się chyba zatrzymać.

Po pierwsze trzeba sobie zadać pytania: Czy tylko PO może nas bronić przed zagrożeniem? A gdzie jest lewica? Co robią ludowcy? Czy nie ma innych sił politycznych, które mogłyby pomóc?

To oczywiście pytania pomocnicze, które nie zmierzają do meritum. Ale istotnie zmieniają perspektywę.

Po drugie, i chyba ważniejsze, zastanówmy się, po co w ogóle idziemy do wyborów.

  • Oni nas oszukali!
  • Nie spełnili obietnic!
  • Nie wystarczająco szybko modernizują nasz kraj.
  • Są ulegli wobec kościoła!
  • Nie słuchają ludzi…

Kto z nas tego nie słyszał? Kto z nas tego nie mówił? No tak. Lubimy być sędziami. Chętnie bierzemy udział w różnych tańcach na lodzie, gwiazdach w show, konkursach miss, na najlepszego celebrytę lub na najlepszego kandydata na celebrytę.. Oceniamy, analizujemy i głosujemy. Komu dać nagrodę, kogo do następnego etapu, komu podziękować. Ślemy ciężko płatne SMSy żeby mieć wpływ na werdykt. Na koniec możemy być dumni. Głosowałem na niego i wygrał! Ona była moją faworytką, wysłałam 15 SMSów i udało się! A jaki to ma wpływ na nasze życie? No właśnie, żadnego…

Wybory to nie Idol czy Szansa na sukces. Nie siedzimy przed szklanym ekranem i nie bawimy się wpływając na życie tych, którzy próbują nas uwieść. Wręcz przeciwnie. Tutaj decydujemy o naszym życiu, o naszej przyszłości. Politycy nie są w tym w ogóle ważni. Nie o nich chodzi. Chodzi o to, jakie życie nam urządzą. Kiedy szukam opiekunki do dziecka, to nie obchodzi mnie czy potrzebuje pracy ani czy jest piękna, ale to, czy umie się zaopiekować moim dzieckiem. Kiedy szukam dyrektora kreatywnego do agencji reklamowej, to nie pytam, czy jest rozwiedziony albo jak spędza wolny czas, ale co może dać mojej agencji. Kiedy chcę zatrudnić sprzedawcę, interesuje mnie ile sprzeda, a nie na co wyda zarobione pieniądze.

Z niejasnych dla mnie przyczyn utarło się w Polsce uważać, że egoizm jest zdrową postawą zawsze, poza wyborami. W czasie wyborów nagle pałamy altruizmem i próbujemy wychowywać polityków. Tego nagrodzimy, bo ładnie powiedział wierszyk, tego ukarzemy, bo się pomylił, tamtemu damy szanse…

Ludzie! Pomyślmy przy urnie o sobie! Jak będzie wyglądać nasze życie! Jaką przyszłość sobie szykujemy, wrzucając kartkę do urny… Na wychowywanie polityków, informowanie ich o naszych oczekiwaniach, stawianie żądań i oczekiwań, formułowanie postulatów mamy całą kadencję. Kiedy głosujemy, powinniśmy być skrajnie egoistyczni. Wybierać to, co dobre dla nas i dla naszych bliskich.

A jaki wybór jest dobry dla nas i naszych bliskich? Większość z nas pamięta nie tylko ostatnie 2 lata, ale i wiele lat wcześniej. Wiemy, co mają nam do zaoferowania konkretni politycy i ich ugrupowania.

Oczywiście, że ludzie się zmieniają. Ale wtedy o tym mówią. Ogłaszają. Zmieniają barwy, publikują manifesty. Kto jest wierny tej samej opcji i tym samym poglądom od 20 lat, ten będzie robił to samo, co robił przez ostatnie 20 lat. Nie liczmy na cuda. Zaufajmy swojemu doświadczeniu.

Bo wybory to jak kupowanie butów. Można kupić ładne albo brzydkie. Ale najważniejsze, żeby były wygodne. Żeby dało się w nich chodzić. Co zrobić, żebyśmy po wyborach nie mieli permanentnych odcisków na stopach?

No votes yet.
Please wait...

Facebook Comments