Skoro jest tak źle, to dlaczego jest tak dobrze?

Pisałem wcześniej o tym, jakie mamy doświadczenia i co do nas trafia. Teraz może chwilkę o tym, co z tego wynika.

Doceniamy cierpienie i umęczenie. Nie rozumiemy sukcesów. Wierzymy w ciężką pracę a nie w zorganizowane dążenie do celu. Bardziej do nas przemawiają krew i pot, niż piękne budowle i konstrukcje.

Bardzo wielu z nas z radością nadstawia ucha słysząc, że coś się nie udało, że ktoś coś zepsuł, że się skompromitował. Ale o sukcesach nie lubimy słuchać. Tym bardziej mówić. Na pewno to oszukane. Na pewno jest jakieś drugie dno. I przecież wszyscy pamiętamy propagandę sukcesu – nie będziemy przecież się zachowywać jak jakiś, nie przymierzając, Gierek…

Przez pierwsze 18 lat wolnej i niepodległej Polski „władza” zmieniała się co kadencję. Zresztą nie zawsze pełną. Często również w trakcie kadencji zmieniały się rządy. Niby generalny kierunek udało się trzymać, ale te ciągłe zawirowania, ciągłe zmiany, ciągłe zamieszanie dawały poczucie, że jest źle, że jest na co narzekać, że potrzebna jest zasadnicza zmiana. Bo przecież każda zmiana była poprzedzona opowieścią o tym, jak jest źle. A że zmiany były częste, to to źle trudno było powiązać z konkretnymi siłami czy osobami, więc jakoś się to wszystko kręciło i mieszało.

Kiedy niepodległa i wolna Polska osiągnęła pełnoletność, weszła na drogę stabilnego i harmonijnego rozwoju. Przez osiem lat bez większych zawirowań czy zmian. Teraz wiadomo, kto za co odpowiada, kto jest ojcem sukcesu, kto komu zazdrości, kto co zepsuł. No i nagle słowa mają znaczenie. Wiele wypowiedzi można zweryfikować, porównać z wcześniejszymi, zestawić z faktami. Zaklinanie rzeczywistości przestaje działać. To duża zmiana. Nie wszyscy umiemy ją przyjąć.

Przypomina mi się takie zdarzenie. Znajomy chodził regularnie z psem tą samą trasą. Jedną z jej atrakcji był znajomy pies za płotem. Zawsze, kiedy się przez płot zobaczyły, biegały wzdłuż płotu agresywnie się oszczekując i ujadając. Wyglądało, że gdyby tylko mogły się do siebie dostać, to przynajmniej jeden nie wyszedłby z tego żywy. Pewnego dnia sytuacja się zmieniło. Płot był w remoncie. Psy biegły wzdłuż płotu, aż nagle stanęły pyskiem w pysk w miejscu, gdzie płotu nie było. Krótka konsternacja i… wróciły tam, gdzie był płot i gdzie mogły spokojnie ujadać.

Stary znany konflikt jest lepszy, niż nowa możliwość jego rozstrzygnięcia. Znany problem lepszy, niż nowe rozwiązanie. Mam wrażenie, że wielu z nas źle się czuje, kiedy sprawy idą dobrze. Kiedy nie trzeba szykować rewolucji, snuć w ukryciu tajnych planów, iść do lasu zakładać partyzantki. Kiedy koalicja zaprasza opozycję do rozmowy. Kiedy można dyskutować zamiast walczyć.

Skaldowie śpiewali w 1969 roku

nie o to chodzi by złowić króliczka,
ale by gonić go

Z całym szacunkiem dla króliczków, z życzliwością dla wyborców i ze zrozumieniem dla trudnej przeszłości i złych doświadczeń, ja jednak wolę złowić króliczka, jeżeli już go gonię, niż kręcić się w kółko i odtwarzać ciągle ten sam chocholi taniec.

Rewolucja, to coś, co jest być może dobre jednorazowo. Później konieczne jest wytrwałe budowanie. Seryjny rewolucjonista to brzmi trochę jak seryjny samobójca. A my naszą Wielką Polską Rewolucję już mieliśmy w 1989 roku. Teraz jest czas budowania. Na szczęście już się nauczyliśmy. Trzeba tylko kontynuacji i stałego ulepszania. Bo zawsze są problemy do rozwiązania. Ale rzadko trzeba zaczynać od początku.

Alleluja i do przodu! Precz z prawdopośrodkizmem!

Skoro już opisaliśmy na potrzeby tego wywodu przyczyny i uwarunkowania, chciałbym teraz zaproponować sposób, żeby się wyrwać z narzuconej nam narracji. Narzuconej, bo łatwo trafiającej w nasze doświadczenia, wyuczone stereotypy i podświadome przekonania.

Wielu z nas, zmartwionych wynikiem ostatnich wyborów i przestraszonych perspektywą powtórki na jesieni zastanawia się, głowi, analizuje – co zrobić? Jak spowodować, żeby do urn poszli ci, którzy zazwyczaj nie chodzą? Jak przekonać nieprzekonanych? Jak przemówić do tych, którzy niewiele rozumieją?

Ja widzę jedną możliwość. Trzeba zejść z pozycji zewnętrznego obserwatora, szukającego różnych punktów widzenia, próbującego analizować, szukającego prawy po środku. Prawda nie leży po środku. Prawda leży na naszych oczach. A, co więcej, nie głosujemy przecież na to, kto wierniej odda rzeczywistość. To nie konkurs na fotografię dokumentalną.

Przy urnach wybieramy nasze jutro. Tak, jak wkładając do koszyka w sklepie produkty, decydujemy o tym, co jutro zjemy na obiad. Kiedy na półkach nie ma naszych wymarzonych produktów, możemy albo zrezygnować z jedzenia, albo pójść do innego sklepu, albo wziąć coś, co może nie jest najlepsze, ale jednak całkiem dobre.

Jak zatem widzę zachowanie odpowiedzialnego wyborcy w nadchodzących wyborach?

  1. Analiza oferty – sprawdzamy kto startuje, jakie ma dokonania, jaką historię, jak mówi i ewentualnie co obiecuje (tym nie warto zbyt mocno się zajmować, bo to raczej materiał dla naukowców, niż dla konsumentów; obietnic się nie realizuje zazwyczaj, chociaż pewnie one coś mówią o intencjach). Warto również przeanalizować szanse – nie tylko na wejście do parlamentu, ale tez na udział w rządzeniu, czyli na realizację jakichkolwiek projektów. Partia mająca 7% w wyborach, pozostająca w opozycji, nie ma raczej szans na realizację swoich pomysłów. Może ewentualnie handlować swoim poparciem dla projektów innych.
  2. Decyzja, na kogo będziemy głosować (można sobie zostawić wersję alternatywną, gdyby nasza ulubiona siła, absolutnie bez szans, jednak się przebiła i nagle wyskoczyła w sondażach w górę).
  3. Poparcie dla siły, którą wskazaliśmy w punkcie drugim. Nie mówimy, że w zasadzie to mamy do nich poważne zastrzeżenia, ale w końcu wybór mniejszego zła, brak alternatywy… Nie. Skoro to nasz wybór, a jesteśmy świadomi i dojrzali, to wybieramy konsekwentnie.
  4. Zrobienie wszystkiego, żeby wybrana przez nas siła polityczna wygrała. Zachęcamy, przekonujemy a przede wszystkim nie ukrywamy swojego wyboru!. Nie ma nic wstydliwego czy niewłaściwego w popieraniu kogoś. Nie zachowujmy się jak królewna na ziarnku grochu, której nikt nie dogodzi.
  5. Konsekwentne trzymanie się raz podjętej decyzji. Nie dajemy się zwieść kłamliwym narracjom, oszukańczym zarzutom, spiskowym teoriom. Jeżeli naszą wstępną analizę przeprowadziliśmy rzetelnie, to nie ma powodu, żeby się poddawać gorącym i najczęściej nieprawdziwym, wyborczym tzw. „łamiącym wiadomościom”, czyli breaking news… Partie i inne siły startujące w wyborach znamy od lat. Jeżeli nie całe ugrupowania, to chociaż ich liderów. Wiara, że nagle coś w swoim działaniu, przekonaniach, zachowaniach zmienią jest raczej skazana na porażkę.

Żeby podsumować… Kto chce oddać głos na ugrupowanie, które wygra, musi temu ugrupowaniu pomóc! Nie wstydźcie się mówić prawdę! Nie wstydźcie się przyznać, kogo popieracie! I nie szukajcie partii, z którą się zgadzacie w 100%. Nie znajdziecie. Wybierajcie najlepszą z istniejących.

Nie będę tutaj promował żadnej partii. Nie dlatego, żebym nie wybrał. Dlatego, że to oczywiste. Ale jeżeli ktoś wierzy, że PiS rozszerzy zakres wolności obywatelskich i swobód obyczajowych, a Razem będzie tworzyć koalicję parlamentarną, to przecież nie będę go przekonywał. Skoro wybrał zgodnie z własnym przekonaniem…

No i wszystko jasne. Czyli co jest obciachem?

Do tej pory próbowałem coś delikatnie sugerować i poddawać pod dyskusję. Szukałem porozumienia, wspólnej analizy, zastanowienia. Od wczoraj wiem, że niepotrzebnie. Zasady? Deklaracje? Intencje? Pozory? A co to jest? Do czego służy?

Niedawno pan Prezydent ogłosił chęć zorganizowania referendum, które ma pomóc partii, z której się wywodzi, w wyborach parlamentarnych. Jednocześnie to referendum nie ma żadnego sensu, bo pytania nie mają wagi ustrojowej. Do tego są niekonkretne i w zasadzie nie wiadomo, co można by zrobić z odpowiedzią obywateli. No dobrze, ale nie o samym referendum chcę pisać.

Starałem się zrozumieć, wytłumaczyć sytuację, w której nie umiemy się cieszyć z sukcesów, a ich autorów odrzucamy i nie chcemy zrozumieć. Że powodzenie nie leży w naszej tradycji narodowej i nie trafia do polskiej duszy. Że spontanicznie i intuicyjnie je odrzucamy. Ale jest jeszcze jeden ważny element sukcesu zwycięzcy ostatnich wyborów prezydenckich. Udało się jego sztabowi i zwolennikom wytworzyć modę na głosowanie na niego oraz coś w rodzaju antymody w odniesieniu do jego konkurenta. Wyborcy nagle przestali się kierować rozumem, a poszli wyłącznie za profesjonalnie przygotowanym marketingowym przekazem. Do rangi symbolu urasta w tej sytuacji oficjalne i otwarte poparcie dla zwycięzcy osób, które są na pierwszych stronach list, które zwycięzca i jego zaplecze szykują, żeby pognębić i pozbawić praw w razie przejęcia pełnej władzy. Zwyczajowo mówi się o takiej sytuacji „Karpie głosują za przyspieszeniem Wigilii”.

Chciałem Was, Szanowni Czytelnicy, przekonywać, że nie jest obciachem wierność zasadom. Że nie trzeba się ukrywać z preferencjami. Że jeżeli nie będziemy ich ujawniać i głośno popierać, to możemy się obudzić w świecie, który lata temu mieliśmy nadzieję opuścić na zawsze. Chciałem mówić, że rozum jest ważniejszy niż moda i internetowy hejt, a najważniejsze są pragnienie lepszego jutra oraz instynkt samozachowawczy.

Sądzę, że po oświadczeniu PRezydenta rozmowa na temat obciachu będzie wyglądać inaczej. Można się spierać, czy lepsze są kuse garniturki, czy dłuższe. Można dyskutować, czy należy składać deklaracje, które może być trudno spełnić. Można się zastanawiać, jak często wypada zmieniać zdanie bez narażenia się na zarzut „obrotowości”. Ale czy może być większy obciach, niż wydanie kilkudziesięciu milionów złotych na wyrażenie poparcia i zdobycie głosów dla jednej partii przez kogoś, kto 14 dni wcześniej (słownie dwa tygodnie) obwieszczał, że chce być Prezydentem wszystkich Polaków?

Tak krótka pamięć? Brak przywiązania do własnych słów? Przy okazji zaprzysiężenia poinformował nas Prezydent, że jest człowiekiem niezłomnym. Chyba jedynie w poparciu dla własnej partii… Nieważne. Ważne, że już nie istnieje poczucie żenady, obciachu ani wstydu. Jeżeli ktoś dał się ponieść modzie, o której wspominałem na początku tego wpisu, ogłaszam, że tam moda już się skończyła. Koniec mody na kuse studniówkowe garniturki. Wraca moda na stroje poważne, symbolizujące odpowiedzialność i stałość.

Polecam!

(tekst pierwotnie opublikowany na portalu StudioOpinii.pl 27.08.2015)

Rating: 1.0/5. From 1 vote.
Please wait...

Facebook Comments