Nie, Tak, Nieważne…

Czy jest Pani/Pan za wprowadzeniem jednomandatowych okręgów wyborczych w wyborach do Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej?
Czy jest Pani/Pan za utrzymaniem dotychczasowego sposobu finansowania partii politycznych z budżetu państwa?
Czy jest Pani/Pan za wprowadzeniem zasady ogólnej rozstrzygania wątpliwości co do wykładni przepisów prawa podatkowego na korzyść podatnika?

Tak brzmią pytania, na które będziemy odpowiadać 6 września 2015 r. w referendum. Dla mnie to oczywiste, że będziemy odpowiadać. Bo pozostanie w domu uważam za poważny błąd. Nie, nie jestem naiwny. Nie podejrzewam, żeby referendum miało wiążącą moc prawną. Zresztą, w przypadku takiego referendum co to jest moc wiążąca? Tylko tyle, że parlament powinien się zająć problemem. Jeżeli dodamy do tego mało konkretne pytania, to nawet gdyby na referendum poszło 100% uprawnionych i opowiedzieli się zdecydowanie za konkretnymi rozwiązaniami, trudno byłoby kogokolwiek z czegokolwiek rozliczyć.

Ale przecież nie o to chodzi. Jakże chętnie głosujemy w różnych sondach internetowych. Z satysfakcją odpowiadamy na pytania ankieterów na ulicach. Nawet na telefoniczne ankiety dosyć chętnie udzielamy odpowiedzi. Bo kogoś interesuje, co myślimy. W sondażu wzięło udział 537 osób i z ich głosów wynika, że… jak to brzmi…

W referendum weźmie udział kilka milionów. Może kilkanaście? Wyobrażacie sobie taką sondę internetową? Sondaż telefoniczny? Pewnie, że zawsze pozostaje kwestia doboru próby i jej reprezentatywności. Ale mało kto to rozumie. Jeżeli w referendum weźmie udział 10 mln. osób i 75% opowie się za JOWami a 85% za zmiana zasad finansowania partii politycznych, to co będziemy słyszeć przez następne miesiące? Że co prawda frekwencja nie wystarczyła, żeby referendum miało moc wiążącą, ale Polacy opowiadają się za JOWami i za likwidacją finansowania partii politycznych z budżetu!

Nieważne, że większość nie poszła. Nieważne, że w zasadzie nie wiadomo, jak te JOWy miałyby wyglądać, ani w jaki sposób zmienić zasady finansowania. Nikt nie będzie wnikał w szczegóły…

Są takie sytuacje, kiedy należy zbojkotować głosowanie. Dokładnie dwie sytuacje.

Pierwsza to taka, kiedy referendum ma ściśle określone prawnie wyniki i frekwencja może coś zmienić. W gminie mieszka 50 tysięcy osób uprawnionych do głosowania. Ogłoszono referendum w sprawie odwołania burmistrza. Żeby referendum było ważne, konieczne jest 12 tysięcy głosów (to wynika z frekwencji w wyborach, w których burmistrza wybrano). 10 tysięcy jest zdecydowanych odwołać burmistrza. Oni pójdą do urn. Jeżeli do głosowania pójdzie 2,5 tysiąca popierających burmistrza, to zostanie on odwołany. Jeżeli zwolennicy burmistrza nie pójdą do urn, to burmistrz pozostanie na stanowisku. Matematyka. Bojkot to głos.

Druga sytuacja to taka, kiedy mamy uzasadnione podejrzenie, że wyniki będą fałszowane. Każdy, kto pójdzie do lokalu wyborczego, zostanie skwapliwie odnotowany, ale jego głos zostanie sfałszowany. W telewizji pokażą tłumy przy urnie, a ogłoszone wyniki nie będą miały związku z tym, jak głosowali wyborcy.

6 września 2015 r. żadna z opisanych sytuacji nie ma zastosowania. Pierwsza, bo nie wiadomo, co by mogły spowodować wyniki referendum w sensie prawnym. Druga, bo gdyby aktualna władza miała fałszować wyniki, to by nie przegrała wyborów prezydenckich.

Sokoro referendum nie da żadnego ważnego wyniku, to po co iść?

O nie, nie powiedziałem że referendum nie da ważnego wyniku. Wynik referendum nie będzie wiążący w sensie prawnym. Ale będzie szeroko wykorzystywany publicystycznie. To znacznie ważniejsze, niż zobowiązująca moc referendum. Bo jeżeli damy różnym propagandowym tubom pretekst do głoszenia dowolnych tez, to one za chwilę zostaną uznane za obowiązujące. Jestem przekonany, że partyjne think-tanki i agencje PRowe już pracują nad komunikatami obwieszczającymi jedyny obowiązujący wynik referendum.

Polacy nie poszli do urn, bo nie chcieli wyborczej manipulacji Bronisława Komorowskiego!

Polacy popierają Jednomandatowe Okręgi Wyborcze, ale jak zwykle nie chciało się wielu ruszyć z domu!

Polacy nie chcą finansowania partii politycznych z budżetu państwa!

To tylko niektóre z nagłówków, które zobaczymy w prasie, na paskach telewizji, na internetowych memach. I do tego będą liczby. Liczby wzięte z oficjalnie ogłoszonych wyników referendum. I każdy, kto nie pójdzie głosować, będzie umieszczany w dowolnym miejscu, wygodnym dla publikatora. Ten, kto pójdzie i odda głos, sam się określi i nie pozwoli sobą manipulować. Trudniej interpretować konkretny głos, niż nieobecność.

Dlatego ja pójdę do referendum i odpowiem tak, jak w tytule tego tekstu.

Na pierwsze pytanie – o wprowadzenie JOWów – odpowiem NIE.

Na drugie pytanie – o utrzymanie sposobu finansowania partii politycznych – odpowiem TAK.

Na trzecie pytanie – o rozstrzyganiu wątpliwości w prawie podatkowym na rzecz podatnika – oddam głos nieważny, bo ta sprawa została w międzyczasie rozstrzygnięta na korzyść podatników przez parlament.

I nie pozwolę żadnemu spin doktorowi żadnej partii opowiadać bzdur o tym, co on myśli, dlaczego ja nie poszedłem do referendum. Mimo, że nie wierzę w rozstrzygającą moc tego głosowania. Ale jednoznaczny i powtarzalny sposób głosowania pozwoli rozpoznać tych, którzy poszli, bo wiedzą po co poszli. Nie, Tak, Nieważne. To taki stempelek, który postawimy na kartach referendalnych. W wynikach nie da się tego źle zinterpretować.

A Ty? Komu pozwolisz interpretować swoje zachowanie? W czyje ręce oddasz swój głos?

Rating: 1.0/5. From 1 vote.
Please wait...

Facebook Comments