Piękno, czy skuteczność… jak wybierać?

Tak jak u polityka – u doradcy bankowego cenię skuteczność i szybkość działania. Nie potrzebuję gładko gadających w telewizji i wygrywających utarczki słowne kabareciarzy. Ani ponętnych, szałowo ubranych i pięknie pachnących hostess. Nie chcę komplikacji, nieudanych prób połączonych ze wspaniałymi deklaracjami. Doradca w banku jest dla mnie. Ja oczekuję efektów. Nie daję nikomu szansy, nie szukam piękna, nie rozglądam się za nowościami.

Kiedyś obsługiwała mnie w moim banku stosunkowo młoda, niezwykle reprezentacyjna kobieta. Zawsze pięknie uczesana, zawsze efektownie umalowana, pachnąca i nadskakująca. Błyszczące białe zęby, wielkie niebieskie oczy. Proszę bardzo, może napije się Pan kawy, proszę usiąść, zaraz przyniosę formularze do wypełnienia, proszę zachować długopis, zadzwonię do Pana, kiedy potrzebne będą kolejne dokumenty. Zawsze były potrzebne kolejne. Zawsze trzeba było przyjść na kolejną kawę. Miło porozmawiać, pouśmiechać się życzliwie, posiedzieć, może dostać kolejny długopis…

Później pani odeszła. Dowiedziałem się, że urodziła dziecko. Podobno dla jednego z klientów była szczególnie miła…

Na jej miejsce przyszedł jakiś facet. Kiedy go zobaczyłem pierwszy raz, bylem w szoku. To ma być doradca klienta w nowoczesnym banku? Niedomyte włosy. Obgryzione paznokcie. Zęby w nieładzie. Nawet służbowy strój jakiś jakby niedoprasowany… No, trudno, może z czasem poszukam innego doradcy, albo zmienię bank. Ale akurat miałem kupować dom. Tu historia współpracy i w ogóle. No trudno. Przemęczę się chwilę. Kredyt hipoteczny to poważna sprawa, nie będę szukał nowego banku.

Kredyt na dom załatwiłem dwiema wizytami w banku. Przy pierwszej omówiliśmy, czego oczekuję, przy drugiej dostarczyłem potrzebne dokumenty i podpisałem wnioski. Trzecia wizyta była już po przyznaniu kredytu, żeby podpisać umowę. Kredyt na dom na prawie milion złotych załatwiłem kilkakrotnie szybciej, niż wcześniej debet w koncie na 20 tysięcy. Bo ciągle coś trzeba było uzupełnić, dodać, poprawić…

Pomyślałem, że poczekam, zobaczę jak będzie. Żeby tylko nie palił tuż przed spotkaniem ze mną… Od czasu, kiedy sam przestałem palić, nie znoszę oddechu palacza. No nie udało się. Pali, śmierdzi, nie wygląda. Nie mam na to wpływu. Ale przez ostatnich kilka lat zrobiliśmy naprawdę sporo rzeczy razem.

Zakładałem firmę i potrzebowałem kredytu współfinansowanego ze środków unijnych. Jedna rozmowa telefoniczna i dwie wizyty. Wniosek i umowa. Potem potrzebowałem faktoringu. Jedna rozmowa i wizyta, żeby złożyć podpis. Kupowałem do firmy samochód. — Proszę przekazać dilerowi kontakt do mnie, ja wszystko załatwię. Umowę leasingową podpisałem w salonie, odbierając samochód.

Nagle odkryłem, że bank to nie jest miejsce, gdzie się przychodzi popatrzeć na piękną panią, wypić kawę i obejrzeć nowe firmowe gadżety. To miejsce, gdzie siedzi facet, który mi pomaga. Wtedy, kiedy potrzebuję i tak, jak potrzebuję.

Teraz mam kłopot. Jest reorganizacja w oddziale banku. Moja dawna doradczyni wróciła z urlopu wychowawczego. I czuję, że chcieliby, żebym do niej wrócił. Chyba nie może skompletować dobrego portfela klientów. A na mnie bank zarabia…

Czy oddać skuteczność mojego nietwarzowego i może czasem śmierdzącego faceta za miłe i wielogodzinne rozmowy o kolejnych dokumentach i kolejnych wizytach? Nie! Nie chodzę do banku żeby podbudowywać moją męskość. Nie potrzebuję tam uprzejmości i gadżetów. Oczywiście, gdyby się udało połączyć jedno z drugim… Ale dopóki nie da się połączyć, to wybieram skuteczność i efektywność działania, nie efektowny wygląd i nadskakujące zachowanie.

A czego oczekuję od polityka? Czego oczekuję od rządu? Gładkich słówek w telewizji? Bogatej kampanii? Nadskakiwania i darmowej kawy? Pięknych obietnic?

Dopóki mam wybór (a niedługo mogę go stracić), wybieram skuteczność, popartą doświadczeniem. I odpowiedzialność, która znaczy dla mnie znacznie więcej, niż dobre intencje i szczytne idee. Mam już swoje lata i nie chcę, żeby politycy na mnie się uczyli rządzić. Przecież mogą współpracować z doświadczonymi i odpowiedzialnymi. Od nich się uczyć, wzbogacając ich „warsztat” nowymi ideami. Ale nie chcę rewolucji. Bo wiem, że rewolucja kosztuje znacznie więcej, niż ewolucja. Nie polityków, ale obywateli.

[Historia jest inspirowana prawdziwymi wydarzeniami, jednak wszelkie podobieństwo bohaterów do osób fizycznych jest przypadkowe. Tyle, że ja i każdy inny wyborca rzeczywiście stoimy dzisiaj przed takim wyborem. Ja wybieram tak, jak napisałem. A jak Ty wybierzesz, drogi czytelniku? Zagłosujesz na piękne obrazki i obietnice, czy na efekty i doświadczenie?]

(tekst pierwotnie opublikowany na portalu naTemat.pl 21.10.2015)

Rating: 1.0/5. From 1 vote.
Please wait...

Facebook Comments