Jak PiS orżnął Polaków czyli Wielki Językoznawca wiecznie żywy

Jak powstawała strategia

PiS od czasu wygranych w 2005 roku wyborów parlamentarnych (do których szedł w swego rodzaju współpracy z Platformą – wtedy powstał słynny termin POPiS) i prezydenckich, przegrywał wszystkie wybory. Przekonał się dotkliwie i nadzwyczaj boleśnie, że osiągnął kres swoich możliwości. Że nie jest już  wstanie zmobilizować więcej wyborców. Na własnym ciele poznał znaczenie terminu szklany sufit.

Od czego jednak znajomość matematyki? Jeżeli mamy dwie wartości (wyniki dwóch partii na przykład) i jedna jest większa od drugiej, to żeby tę zależność zmienić, można albo drugą zwiększyć, albo pierwszą zmniejszyć. Skoro PiS nie mógł zwiększyć swojego poparcia, należało zmniejszyć poparcie dla konkurencji. Czyli zaatakować wynik tych, którzy na pewno nigdy nie zagłosują na PiS.

Teraz należałoby przeprowadzić szczegółowe wyliczenia matematyczne, jak działa arytmetyka wyborcza. Ale ja je już przeprowadziłem w artykule na portalu naTemat Czy każdy głos jest tak samo ważny? Kilka słów o wyborczej arytmetyce…. Pozwolę sobie więc przedstawić tylko główne wnioski wynikające z analizy wyników ostatnich trzech wyborów do Sejmu RP – tych z 2005, 2007 i z 2011 roku.

Otóż ordynacja promuje duże ugrupowania. Żeby duża partia uzyskała jeden mandat potrzebuje znacznie mniej (nawet zaledwie 60%) tych głosów, które musi zdobyć partia niewielka, żeby taki sam mandat uzyskać. Jeżeli pewna grupa polityków zdobyła jakąś liczbę głosów, to występując pod jednym szyldem otrzymają więcej mandatów, niż gdyby występowali pod kilkoma szyldami. Dodam jeszcze jeden wniosek, którego w przytoczonym artykule nie sformułowałem wprost. Otóż wydaje się, że ta premia dla dużych rośnie wraz ze wzrostem liczby głosów oddanych na partie, które nie biorą udziału w podziale mandatów (bo nie przekroczyły progu wyborczego). Nie jest to zależność bezpośrednia, ponieważ głosy zmarnowane przekładają się na wszystkie startujące ugrupowania, ale w większym stopniu na te największe. No i warto chyba przypomnieć jeszcze oczywistą oczywistość, że niska frekwencja pomaga ugrupowaniom o zdyscyplinowanym elektoracie.

I z powyższych konstatacji spin doktorzy Prawa i Sprawiedliwości wyprowadzili swoją strategię wyborczą, która sprawdziła się w wyborach prezydenckich 2015, a teraz ma szansę przynieść kolejny sukces w wyborach parlamentarnych. W skrócie strategię tę można określić starą rzymską maksymą Divide et impera (z łac. dziel i rządź). No, może w wersji pisowskiej została ona nieco uzupełniona i faktycznie powinna brzmieć Dziel, obrzydzaj i rządź.

No, ale maksyma to nie wszystko. Potrzebne są jeszcze skuteczne metody wdrażania jej w życie. Celem strategów PiS stało się podzielenie swoich oponentów na wiele ugrupowań, obrzydzenie ludziom polityki w ogóle oraz podważenie wiarygodności polityków.

Wzorować się na najlepszych

Bronią polityka są słowa oraz czyny. Partia, która od lat pozostaje w opozycji po tym, jak w wyniku totalnej kompromitacji sama zrezygnowała z rządów, czynami raczej nie może się pochwalić. Oczywistym było, że musi się oprzeć na słowach. Słowa mają też tę przewagę, nad czynami, że kreujemy je samodzielnie, podczas gdy w działaniu musimy się liczyć z realiami oraz z reakcją otoczenia. Kiedy mówimy, że chcemy dobrze, to nikt nie może tego podważyć. Kiedy mówimy, że zrobiliśmy dobrze, zawsze znajdzie się ktoś, kto zauważy jakąś ryskę, skazę, czy nieuniknione, choć niewielkie, niekorzystne efekty uboczne.

Zatem słowa. Skąd się uczyć? No, tutaj chyba nie ma wątpliwości. Historia zna mistrzów słowa. Ludzi, którzy potrafili słowami niszczyć narody. Przypominają się na pierwszych dwóch miejscach Minister Propagandy i Oświecenia Publicznego w rządzie III Rzeszy oraz Wielki Językoznawca. Ich myśl wyrażają najlepiej te wypowiedzi:

Kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą. (Joseph Goebbels)
Pisarz jest inżynierem ludzkiej duszy. (Iosif Wissarionowicz Dżugaszwili)

Mamy strategię, mamy metody. Jaką treścią je wypełnić żeby większość Polaków, która nie popiera PiS, powierzyła PiSowi tworzenie rządu po najbliższych wyborach? Jak podejść i oszukać wyborców?

Afery

Nie tylko błędy, ale i przestępstwa, oszustwa, nadużycia a także kłamstwa są odwieczną częścią naszego życia. Od tysięcy lat wiadomo, że w konstrukcji każdego państwa potrzebny jest wymiar sprawiedliwości oraz organa bezpieczeństwa. Każdy świadomy czytelnik, niezależnie od wieku, łatwo przypomni sobie, że kiedy zaczynał samodzielnie obserwować rzeczywistość, to właśnie głośno było o jakiejś Aferze, jakiejś Sprawie, jakimś Wydarzeniu. Ktoś coś źle powiedział, ktoś został przyłapany na przestępstwie, ktoś mataczył, ktoś uprawiał nepotyzm, ktoś załatwiał za łapówki. Każda z takich spraw jest ważna. Każda wymaga wyjaśnienia. Każda ma swój ciąg dalszy, albo nie…

Prawo i Sprawiedliwość ustami swoich polityków, ale przede wszystkim ustami i rękami wynajętych pisarzy – dziennikarzy i publicystów niezależnych od rzeczywistości – przekonała Polaków, że ostatnie 8 lat to ciąg największych afer, jakie kiedykolwiek wydarzyły się w Polsce i że za te afery odpowiedzialna jest rządząca koalicja. Być może faktycznie w tym czasie zrealizowała się i została odkryta największa afera ostatnich 26 lat. Afera SKOK. Zwana też SKOK na Polskę. Bankowy Fundusz Gwarancyjny musiał klientom SKOKów zwrócić wyprowadzone z systemu oszczędności. Zapłacili za to, średnio po ok. 100 złotych, wszyscy Polacy. Przepraszam, nie wszyscy. Ci, którzy mają konta w bankach. Znamy takich, którzy konta nie mają…

Do rangi afery, która obciąża rządzących polityków, umieli kreatywni pisarze podnieść nawet używanie wulgaryzmów. Cóż, jest zlecenie, trzeba zrealizować.

Nie warto chyba tutaj zajmować się szczegółowo analizowaniem kolejnych naciąganych zarzutów. Należy jednak odnotować, że nawet w sytuacjach, kiedy okazywało się, że politycy PiS nadużywali lub nadinterpretowali w ten sam sposób i w tym samym stopniu, co politycy rządzącej koalicji, usłużni pisarze umieli utrwalić w świadomości Polaków, że to rządzący nadużywają a PiS obnaża.

Nawet fakt, że z list PiS startuje do parlamentu jej wiceprezes, skazany na karę bezwzględnego więzienia za nadużycia władzy przy pełnieniu ważnej funkcji państwowej nie jest w stanie zmienić przekonania o czystości tej partii i jednoczesnym straszliwym uwikłaniu konkurencji. Również w zestawieniu z faktem, że nikt z tych polityków koalicji, którzy się narazili, nie pełni dalej swoich funkcji nawet, choćby nawet został uniewinniony w sądzie.

Nauki mistrzów nie poszły w las. A pisarze swój inżynierski fach doprowadzili do perfekcji.

Przyspawanie do stołka

To wyborcy wybierają polityków i powierzają im ważne urzędy i stanowiska. Jeżeli jakaś partia uzyskuje zaufanie wyborców, które pozwala im rządzić dłużej niż jedną kadencję, to znaczy, że spełnia oczekiwania wyborców. Wiele jest przykładów z całego świata, że w demokratycznym państwie jedno ugrupowanie sprawowało władzę przez kilka kadencji pod rząd. Bywało, że wielu członków takiego rządu niezmiennie stało na jednej funkcji przez kilkanaście lat. Chociażby na funkcji szefa rządu. Nikt nie zarzucał im przyspawania do stołka. W rządzie PO-PSL nie ma chyba żadnej osoby, która pełniłaby swoją funkcję niezmiennie przez ostatnich 8 lat. Były zmiany wymuszone „aferami” lub zwykłym biegiem spraw, duża zmiana odbyła się na przełomie kadencji, kolejna, kiedy premier awansował na prezydenta Europy.

Pisarzom udało się jednak wtłoczyć do świadomości społecznej, że obecny rząd przyspawał się do stołków. Cóż, jeżeli powtórzyć wystarczająco wiele razy, to jakoś ta inżynierka idzie…

Rozbić duopol PO-PiS

Kolejnym powtarzanym tysiące razy mitem jest jakoby powstało jakieś zakleszczenie między PO i PiS i że to zakleszczenie betonuje scenę polityczną. Oczywiście, że istnieją u nas „bariery wejścia”. Próg wyborczy, reguły finansowania, dostęp do mediów… Ale przecież w ostatniej kadencji pojawiła się w Sejmie znacząca siła (3 miejsce), stworzona całkiem oddolnie i bez żadnego wsparcia ze strony systemu politycznego. Na marginesie warto zaznaczyć, że zmarnowała całkowicie swój potencjał i dopiero teraz próbuje powstać z gruzów w nowej konfiguracji. W kończącej się właśnie kampanii pojawiły się kolejne ugrupowania, które mają pewne szanse zaistnieć na dłużej niż tylko ta kampania. Scena polityczna nie jest zabetonowana. Ale głoszenie tej tezy jest niezwykle wygodne dla opozycji. Bo przecież zawsze za wszystko odpowiada koalicja – ten, kto jest aktualnie u władzy.

PiSowi mówienie o POPiS i o zabetonowaniu nie szkodzi. To uderza wyłącznie w Platformę. Elektorat PiS jest zdyscyplinowany i trwały. Elektorat przeciwny PiSowi jest wolny i płynny. W taki stosunkowo luźny elektorat wystarczy kilka razy uderzyć młotem i rozpadnie się na wiele części. A jak już sobie powiedzieliśmy wcześniej, im większa różnorodność po drugiej stronie, tym więcej mandatów dla PiS.

Głosować zgodnie z sumieniem

Niezwykle modne ostatnio stało się też odwołanie do sumienia wyborcy. Muszę głosować zgodnie z sumieniem. Nie mogłabym głosować na PO, bo nie postawili przed Trybunałem Stanu Mariusza Kamińskiego. Trzeba popierać tych, do których nam blisko. Nie zamierzam więcej głosować na mniejsze zło.

Wszystkie takie głosy sprowadzają się do jednego – nie obchodzi mnie, jaki będzie efekt mojego działania. Dbam wyłącznie o swoje samopoczucie w momencie wypełniania karty do głosowania. Znamy wszyscy ludzi, którzy dla przyjemności przyswajania pewnych trunków gotowi są zapomnieć o konsekwencjach. Czy jednak ma to związek z sumieniem, czy raczej z krótkowzrocznością? Nie życzę tego nikomu, ale czy nie zmierzamy wszyscy w stronę gigantycznego kaca po ogłoszeniu wyników wyborów?

W moim głębokim przekonaniu wszyscy wyborcy są odpowiedzialni za wynik wyborów. I każdy, kto zagłosuje na ugrupowanie, które nie wejdzie do parlamentu, każdy, kto zagłosuje na małą partyjkę, która uzyska 20 mandatów, ale z nikim nie będzie współpracowała, każdy, kto wreszcie nie pójdzie do wyborów – wszyscy oni pracują aktywnie na wynik tego, kto zdobędzie najwięcej głosów. Wszyscy oni realizują strategię opartą na naukach wielkich mistrzów wymienionych na początku, a realizowaną skutecznie przez pisarzy – niezwykle sprawnych inżynierów – oraz ich politycznych i biznesowych „zleceniodawców”.

Jeżeli masz sumienie, patrz dalej, niż własny nos i weź odpowiedzialność za wynik, a nie tylko za swoje samopoczucie. „Ja chciałem dobrze” to nie będzie wystarczające wytłumaczenie.

Trzeba rozmawiać o przywództwie w PO

W ostatnim tygodniu kampanii stratedzy opozycji (jeszcze) wrzucili granat do okopów przeciwnika. Podsunęli myśl, którą niestety kilku nie całkiem sprawnych umysłowo polityków koalicji natychmiast podchwyciło. Trzeba rozmawiać o przywództwie w PO. I zaczęły się spekulacje i próby rozliczania. Rozliczania z czego? Ano z tego, czego jeszcze nie było. Z wyników wyborów.

Na wszystko jest właściwy czas. Jest czas maksymalnej konsolidacji, rzucenia wszystkich rąk na pokład, odkładania mniej pilnych spraw na później, i czas budowania strategii, przegrupowań organizacyjnych czy personalnych, tworzenia programów i ustalania priorytetów.

Czas wyborów to niewątpliwie czas maksymalnej koncentracji na wyniku. Pomysł, żeby podejmować wewnętrzne dyskusje o przywództwie na ostatniej prostej kampanii wyborczej, to pomysł zabójczy. Z całą pewnością podsunięty przez kogoś, komu zależy na porażce Platformy. Kolejny sposób, żeby ludzie, którzy nawet już zdecydowali się głosować na PO, przenieśli swój głos na inną, mniejszą partię. I znowu jeden czy dwa mandaty korzyści dla PiSu. Od ziarnka do ziarnka…

Mają złą kampanię

Przecież oni nic nie robią w tej kampanii. Nie umieją odpowiadać na zaczepki, nie umieją sprytnie zaatakować, nie mają żadnych nowatorskich pomysłów. Dają się wodzić nos, dawno oddali inicjatywę, nie potrafią stworzyć własnej narracji, są nijacy. Ciepła woda w kranie to za mało…

Przypomina się podobny numer sprzed ćwierć wieku. Pamiętacie siekierkę, która rąbała grubą czarną kreskę na żółtym tle? To była manipulacja słowami Tadeusza Mazowieckiego o grubej kresce, którą odkreślamy przeszłość, i za nią nie odpowiadamy, odpowiadamy za to, co zrobimy od dzisiaj.

Numer, który polega na odwróceniu kota ogonem. W naszych kranach ma być ciepła woda, to znaczy kraj ma być stabilny, a podstawowe potrzeby obywateli zaspokajane na bieżąco. Nie chcemy rewolucji, ale stałego i stabilnego wzrostu. No ale cóż… Kampania Platformy być może nie jest porażająca ani nawet zaskakująca. Może nie przyciąga uwagi. Ale zastanówmy się… czy 25 października mamy wybrać najlepszych specjalistów do robienia kampanii, czy może ludzi, którzy nas ochronią przed rewolucją i poprowadzą spokojnie i bezpiecznie ku coraz lepszej przyszłości?

Kłania się kultura masowa – wszelkie konkursy na miss czy mistera, na gwiazdę, na taniec, na talent, na inteligencję, na wiedzę, na szybkość i muzyczny słuch. Umie tańczyć? Wysyłam SMSa i przechodzi do następnego etapu. Potknął się? Wysyłam na inny numer i odpadnie. Umiał po jednej nucie rozpoznać melodię? Wygrał. Umie doskonale grać na grzebieniu lub wykonywać akrobacje na deskorolce? Ma mój głos.

Tam to jest w porządku. Kiedy mamy wybrać najlepszą tancerkę, trudno nie zwracać uwagi na to, jak tańczy. Kiedy mamy wybrać najoryginalniejszy talent, akrobacje na deskorolce mogą być dobrą rekomendacją. Ale w wyborach mamy wybrać ludzi, którzy będą mieli ogromny wpływ na nasze życie. Zdecydują o tym, jakie będziemy płacić podatki. Ich decyzje będą miały wpływ na to, jak i gdzie będziemy spędzać wakacje. Od nich zależeć będzie w dużej mierze, ile będziemy mieli pieniędzy na koncie i czy te pieniądze będą bezpieczne, czy zagrożone kryzysem inflacją, czy chociażby zakusami jakichś oszustów. Jedyne, czego nie muszą umieć politycy rządzący naszym krajem, to prowadzenie kampanii. Do następnych wyborów chcemy, żeby zajmowali się wyłącznie naszymi sprawami a nie kampanią.

Warto jeszcze zaznaczyć, że o ile jedynym zadaniem opozycji jest zabieganie o przejęcie władzy, o tyle koalicja musi przede wszystkim rządzić. Kampania jest zadaniem dodatkowym. To też w jakiś sposób określa priorytety i zaangażowanie.

Najważniejszy jest sprawny casting i dobra obsada

Trzeba znaleźć ludzi, którzy poniosą te „idee” w świat. Którzy będą powtarzać tysiąc razy, żeby inżynieria zadziałała. Najlepiej działają przekonani amatorzy. Jak do nich dotrzeć? No właśnie, to jest stosunkowo proste. Bo amatorzy często nie znają detali, szczegółów, nie podejrzewają manipulacji. Wierzą w to, co widzą, nie zastanawiają, co się dzieje za kulisami. Zatem stawiamy na amatorów.

Chyba nikt nie ma wątpliwości, że PiS w kampanii prezydenckiej wystawił amatora. I że w wyborach parlamentarnych również promuje amatorów. Zaangażowanych, zachęconych obietnicami, przekonanych oklaskami opłaconych klakierów, podbudowanych peanami ze strony inżynierów ludzkiej duszy – pisarzy, którzy prawdzie się nie kłaniają. Niesionych na skrzydłach sypiących się z budżetów biznesmenów pieniędzy i tworzonego przez strategów teatru. Oni autentycznie uwierzyli w swoją wielkość i swoją misję. To część planu. Dzięki temu lepiej przekonują innych. Po wyborach dostaną może obiecane stanowiska, ale okrojone do minimum, będą raportować i słuchać poleceń. Jeżeli dobrze wypełnią swoją rolę. Jeżeli nie będą spełniać pokładanych w nich nadziei, zostaną odsunięci na bok i odejdą w niebyt.

Ale to tylko część obsady. Ważne, żeby zaangażowało się wiele osób. Dlatego przekaz musi być na tyle osobisty i emocjonalny, żeby wielu go powtarzało. Stąd odwoływanie się do tak osobistych kategorii, jak sumienie, stąd ogromny poziom emocji.

Niech żyją sondaże!

Nic nie napędza histerii mocniej, niż częste sondaże publikowane w mediach. Czujemy się, jakbyśmy widzieli na bieżąco reakcję ludzi na każde słowo, każde wydarzenie, każdą konferencję. Wyborcy nie wiedzą, że 95% sondaży to zwykłe sondy, w których odpowiada, kto chce, mówi co chce a badający zna jedynie jego numer telefonu. Rzetelność wyników jest praktycznie żadna, bo próba nie może być reprezentatywna. Ale te sondaże mają ogromną wartość, bo zachowując pozory obiektywizmu mogą udowodnić dowolną tezę. A wyborca lubi uważać, że postępuje racjonalnie. No i nie chce odstawać od otoczenia zbyt mocno. Sondaże w strategii PiS – dziel, obrzydzaj i rządź – stanowią jeden z ważniejszych elementów. Są kolejnymi „ustami”, które obwieszczają ich tryumf. A tak naprawdę są typowymi samosprawdzającymi się przepowiedniami. W istocie one bardziej kształtują, niż opisują rzeczywistość. Zwłaszcza, że wpływają nie tylko na opinie i preferencje wyborców, ale i na zachowania polityków. Partia, która w sondażach traci, lub ma bardzo mało, w sposób naturalny inaczej formułuje swój przekaz, niż ta, która jest na górze i przy każdej okazji pewnością siebie potwierdza swoją pozycję.

No i pełna konsekwencja oraz wyrachowanie!

Tak, taką wersję przyjęliśmy i takiej będziemy się trzymać. Jak ten mąż, który w lutym koło północy mocno się zataczając wrócił do domu i na uporczywe pytania żony powtarzał bez żenady, że wraca ze żniw. Nieważne, że rzeczywistość przeczy naszym tezom. Nieważne, że fakty nie potwierdzają. Nieważne, że często brak logiki. Nieważne, bez związku, bez kontekstu, bez sensu wreszcie. Ważne, żeby powtórzyć co najmniej tysiąc razy! Wtedy stanie się prawdą. I zdezorientowani obywatele powierzą władzę PiSowi. A ten, władzy raz zdobytej, nie odda nigdy!

A dajcie wy mi wszyscy święty spokój!

No, dosyć to wszystko smętne. Te podstępy ze strony PiS, te przedstawienia, ta agitacja. Może i jest w tym trochę prawdy, ale nie dajmy się zwariować. Druga strona jednak też nie jest zbyt fascynująca. Albo źle prowadzi kampanię, albo się ciągle tłumaczy, albo nas straszy PiSem. To już na mnie nie działa. O nie, nie zagłosuję na żadną z tych partii. W ogóle cała ta polityka u nas jest brudna. Brzydzę się nią. Może w ogóle nie pójdę na wybory… Przecież znowu nie mam na kogo głosować. A głosować na mniejsze zło nie chcę.

I kolejne mandaty dla klubu Prawa i Sprawiedliwości.

A o co właściwie chodzi?

Po co to wszystko? Po co te kombinacje, te kłamstwa, te manipulacje? Po co te zabiegi, zaangażowanie i wysiłek? Jaki wielki projekt chce PiS dla Polski zrealizować? Kiedy Barack Obama ogłaszał swoje hasło CHANGE, to za tym hasłem szedł wielki projekt powszechnych ubezpieczeń zdrowotnych i wiele innych konkretnych prawdziwych zmian ustrojowych. Dobra Zmiana? Damy Radę? Bob Budowniczy zawsze da… Albo wujek Dobra Rada. Czyli co? Podział województwa mazowieckiego i zachodniopomorskiego? Czy zmiana Konstytucji na taką, której projektu PiS nie chce pokazać, bo się zawstydził usłyszawszy recenzje? A może podporządkowanie prokuratury rządowi? A może… Co jest faktycznym projektem i zobowiązaniem, a co bajdurzeniem? Obniżenie wieku emerytalnego? Rozmawiałam z Polakami? Szkoła dla siedmio, a nie sześciolatków? Nie wiem, czy to możliwe. 500 zł na dziecko. Albo na drugie i kolejne dziecko? Ale ile to kosztuje? Skąd wziąć? Uszczelnimy, poprawimy, polepszymy, trzeba mądrze, zrobimy Wam dobrze. Czyli w zasadzie nie wiadomo. A kiedy nie wiadomo, to w zasadzie wiadomo. Chodzi o kasę albo o władzę. Dla nich samych.

Prezes PiS głosi, że PiS ma plan dla Polski. Z całym szacunkiem i zachowaniem proporcji, ale cóż to za argument? Kapral Adolf Hitler również miał dla Polski swój plan. To chyba nie wystarczy, żeby zyskać przychylność obywateli. A może jednak? Pamiętacie, co powiedział Jacek Kurski, kiedy w 2005 roku zastosował plan B pod tytułem „dziadek z Wehrmachtu”? Czy teraz lud znowu to kupi? I czy nadal ma ten sam odcień?

(tekst pierwotnie opublikowany na portalu StudioOpinii.pl 23.10.2015)

No votes yet.
Please wait...

Facebook Comments