Niedziela: Gajowy wyrzucił nas wszystkich z lasu

No i po wyborach. Jaka to była piękna katastrofa… A najciekawsze, że wielu wiedziało do dawna, przestrzegało, informowało, tłumaczyło, gęgało. A jednak nasza romantyczna dusza zwyciężyła. Po co kalkulować? Po co rozważać następstwa swoich decyzji? Zachowaliśmy się, jako wyborcy, jak młody człowiek, który chcąc zaimponować dziewczynie, skacze z pomostu do wody na główkę, nie sprawdziwszy wcześniej, co jest pod powierzchnią wody. Niestety, były pale po starym pomoście…

Od wielu miesięcy trwał festiwal nowych pomysłów, idei i koncepcji. Wszystkie one opierały się na założeniu, że Polska jest w ruinie i że wymaga gruntownej przebudowy. Rzucili się więc różni aktywiści i działacze, opracowywać, uświadamiać, przygotowywać.

Potrzebna nam zmiana, musimy zmienić, dobra zmiana, zmienimy, zmieńmy… Wszyscy oprócz koalicji tak krzyczeli. Tak się dobrze w tych krzykach zestroili, że początkowo pojedyncze zawołania szybko złożyły się całkiem dobrze zharmonizowany chór. Ta piękna melodia wprawiała w drżenie mury i zatwardziałe serca. Stała się elementem naszej codzienności. Każdy mógł się dołączyć, każdy mógł dorzucić swój głosik. Moc chórowego śpiewu powodowała, że nawet ktoś, kto nie umiał specjalnie śpiewać, siłą wibracji wspólnych dostrajał się i nie wprowadzał dysonansu.
Polska jest w ruinie, odbudujemy Polskę z ruiny, zgliszcza, Polska się zwija…

Niewielu widziało, kto trzyma batutę i nadaje ton. Nadal niewielu to widzi. A przecież wystarczy zadać stare łacińskie pytanie – Cui bono?

Gratuluję wszystkim, którzy chcieli zwycięstwa PiSu. Udało się Wam. Wygraliście. Gratuluję też wszystkim, którzy chcieli zaistnieć. Udało się Wam.

I tylko się zastanawiam… kiedy wyborcy zrozumieją, że w wyborach nie nagradzają ani nie karzą polityków, ale samych siebie? Że każdy sam wrzuca swój głos do urny i każdy sam własnym życiem ponosi konsekwencje wyniku wyborczego.

Kiedy słyszę, że szkoda, że przegraliśmy, ale głosowaliśmy zgodnie z sumieniem, to nóż mi się w kieszeni otwiera. Jakie trzeba mieć sumienie, żeby pozwalało na bezmyślność i nieumiejętność przewidywania konsekwencji własnych działań?

A zrzucanie na polityków winy – to PO zawiodła, miała słabą kampanię, od dawna się kompromitowała – to już jest absolutny szczyt dziecinady. Przem pani, to on zaczął! Ja tylko oddałem…

No i radosne zabawy w politykę się skończyły. Przyszedł gajowy. Kwestią czasu jest, kiedy ogrodzi las i wprowadzi własny regulamin zabaw. Po raz kolejny tragicznie kończy się festiwal wolności. Niczego się nie nauczyliśmy.

(tekst pierwotnie opublikowany na portalu naTemat.pl 26.10.2015)

Rating: 1.0/5. From 1 vote.
Please wait...

Facebook Comments