Pajace byli zawsze, ale dlaczego wchodzą na uniwersytety?

Historia zna tysiące przypadków oszustów, wariatów, nawiedzonych czy ślepo wierzących w jakąś urojoną teorię. Zdarzają się nawet wśród naukowców. Tyle, że nauka ma wbudowane metody weryfikowania prawdziwości hipotez i rzetelności badań. Dlatego mimo zastępów pajaców udaje się do tej pory zachować powagę nauki. A jednak coraz częściej pojawiają się zagrożenia…

Taki obrazek ukazał się na tzw. evencie na fejsbuku. To rzeczywista wypowiedź osoby, która próbowała leczyć swoją mamę zgodnie z zaleceniami pewnego pana, który co prawda z żadnym zawodem medycznym nie ma nic wspólnego (jedyny dyplom, jakim się legitymuje, to dyplom hipnotyzera w USA), ale za to doskonale żyje ze sprzedawania swoich książek opisujących teorie spiskowe w świecie medycyny.

Okazuje się, że praktycznie każdą chorobę można wyleczyć szybko i skutecznie za pomocą niezwykle prostych środków. Lekarze i naukowcy przed nami te prawdę ukrywają. Ale ten pan ją ujawnia. W książkach (około 42 zł za egzemplarz) oraz na spotkaniach (bilet to koszt 230 zł). Z altruistycznej troski o chorych ludzi ten pan poświęca się i niesie im kaganek oświaty. Ponieważ zaś jego przesłanie jest nie tylko odkrywcze, ale i bardzo pilnie potrzebne szerokim rzeszom cierpiących, nie traci czasu na jakieś badania (nie tylko własne, ale nawet na poznanie badań innych), nie marnuje go też na weryfikowanie efektów stosowania wymyślonych przez siebie „terapii”.

Jak już wspominałem, tacy ludzie byli na świecie zawsze. Sprzedawcy szczebla z drabiny, która się przyśniła Jakubowi. Dlaczego więc o tym piszę teraz? Otóż teraz tacy oszuści próbują wchodzić na uniwersytety i akademie. Kiedyś wstydliwie przemykali po ciemnych zaułkach niewiedzy i zacofania. Dzisiaj dumnie podnoszą głowy, wynajmują aule na uniwersytetach i nadają swoim bajkom pozór naukowości. Trudno się im dziwić. W końcu to kolejna kasa do ich zasobnych portfeli.

Dlaczego jednak pozwalają na to świątynie nauki? Czy Uniwersytet to tylko agencja nieruchomości? Oferuje pomieszczenia i nie interesuje się, do czego będą wykorzystane? Wiem, że to zapewne nie jest zamierzone działanie Uniwersytetu Gdańskiego, więc nie chcę go tutaj szczególnie piętnować. Liczę na refleksję i wycofanie się z tego przedsięwzięcia. Jeszcze jest czas.

Ale ważne, żeby zacząć mówić o takich praktykach. Trzeba przestrzegać inne uczelnie. Bo niedługo może się okazać, ze nasza nauka utrzymuje się wynajmu pomieszczeń agencjom towarzyskim czy klubom Go-Go. A przecież uczelnie żyją w dużej mierze z podatków nas wszystkich.

Zachęcam wszystkich do zainteresowania się sprawą i dotarcia do świata nauki ze społecznym sprzeciwem wobec prostytuowania pomieszczeń, gdzie królować powinna nauka i rzetelność.

(tekst pierwotnie opublikowany na portalu naTemat.pl 26.10.2015)

No votes yet.
Please wait...

Facebook Comments