Moja ulica murem podzielona

W 1988 roku Kazik Staszewski napisał piosenkę Arahja. W 1989 roku nastąpiły w Polsce zmiany ustrojowe. Wybuchła wolność i demokracja. Zachłysnęliśmy się. Mocnym krokiem wkroczyliśmy do wspólnoty państw demokratycznych, szanujących prawa człowieka, uznających wartości humanistyczne, wolność, równość i demokrację uznających za podstawę współczesnego państwa i społeczeństwa. A jednak coś nam nie wyszło…

Lemingi i Mohery. Lewa strona nigdy się nie budzi. Prawa strona nigdy nie zasypia. A może na odwrót?

Pan Leszek Smyrski na portalu salon24.pl napisał ważny tekst. Mateusz Kijowski a społeczeństwo obywatelskie I trafił w nim dokładnie w moje marzenia i moje plany. Nie można zbudować społeczeństwa obywatelskiego po jednej stronie ulicy. Bo to z definicji nie będzie społeczeństwo obywatelskie.

Od początku istnienia Komitetu Obrony Demokracji powtarzamy, że nie jesteśmy przeciwko PiS, nie jesteśmy przeciwko większości parlamentarnej, nie jesteśmy przeciwko nikomu. Jesteśmy przeciwko podziałowi społeczeństwa, przeciwko budowaniu murów, przeciwko podziałom wzdłuż ideologicznie wyznaczonych linii.

Jeżeli protestujemy, to protestujemy przeciwko łamaniu prawa, przeciwko tworzeniu i wzmacnianiu podziałów, przeciwko polaryzacji. Po obu stronach ulicy są radykałowie. Chcieliby wzmocnić mur i przesunąć go jak najdalej od siebie, zagarniając największe możliwe terytorium. Ale i po obu stronach są ludzie dialogu, ugody, negocjacji i konsensusu. Ludzie, którzy są gotowi wyjść na środek ulicy, spotkać się z tymi, którzy wyszli z drugiej strony i rozmawiać. Taka rozmowa wymaga szacunku dla każdego, kogo się spotyka. I oni ten szacunek mają. Bo rozumieją, że bez szacunku nie ma wspólnoty. A bez wspólnoty nie ma społeczeństwa obywatelskiego, nie ma narodowej wspólnoty.

Pan Leszek Smyrski dobrze widzi szanse i zagrożenia przy budowaniu społeczeństwa obywatelskiego. Kiedy odrzucimy jego nieco zaczepną retorykę, to okaże się, że mówi o tym samym, co legło u podstaw powstania i gwałtownej eksplozji Komitetu Obrony Demokracji. O tym, że społeczeństwo obywatelskie to takie, które umie rozmawiać otwarcie o wszystkich problemach, które odróżnia podstawowe wartości demokratyczne od programów politycznych, które zachowuje właściwe relacje między obywatelami a wybranymi przez nich politykami. Rozumie, że wybrany to nie pomazaniec, ale posłaniec. Suweren – naród czyli społeczeństwo – wybiera polityków, żeby realizowali jego marzenia i aspiracje, a nie żeby dyktowali obywatelom, jak mają żyć i co mają myśleć.

Trzeba także pamiętać, że demokracja nie może funkcjonować bez odpowiedzialności. Większość parlamentarna wyłoniona w demokratycznych wyborach musi przejąc odpowiedzialność za wszystkich obywateli. To nie są puste słowa. Zgodnie z Konstytucją RP każdy poseł jest reprezentantem całego społeczeństwa czyli narodu. Być może ze względów pragmatycznych, z obaw o kolejną kadencję albo z braku umiejętności stanięcia ponad swoimi uwarunkowaniami i sympatiami, wielu polityków zaostrza spór i wzmacnia podziały. Odmawia współpracy i szuka konfrontacji. Czasem próbuje innym zatykać usta, kiedy indziej ośmieszyć i wykluczyć. Ale to są zabawy polityków. Ich ograniczenia. My, społeczeństwo, które chce zostać społeczeństwem obywatelskim, musimy zawsze wyciągać rękę do współpracy, zapraszać do dialogu, do wspólnych poszukiwań.

Oczywiście nie zgodzimy się nigdy wszyscy co do programów politycznych. Każdy w ramach swojej wolności osobistej ma własne przekonania i oczekiwania. Jedni szukają tradycji, inni wrażliwości społecznej, jedni stawiają na liberalizm światopoglądowy, inni na wolność gospodarczą i niewidzialną rękę rynku. Jedni chcą państwa opiekuńczego, inni silnego. Dopóki wszyscy ze sobą rozmawiamy, szanujemy wzajemnie swoje poglądy i dążenia, wspólnie szukamy takiej drogi, na której każdy mógłby realizować swoje aspiracje, budujemy społeczeństwo obywatelskie.

Wszyscy przegrywamy, kiedy zaczynamy próbować siłą narzucać innym swoje poglądy, preferencje, przekonania i sposoby na życie. Ale największą chyba klęską idei społeczeństwa obywatelskiego jest sytuacja, kiedy odwrócona zostaje podstawowa w demokracji relacja. Relacja między obywatelami a politykami. Tak długo, jak wszyscy się zgadzamy, że politycy są pracownikami obywateli, zatrudnionymi do realizowania aspiracji i oczekiwań obywateli, jesteśmy obywatelami. Kiedy pozwalamy, żeby to politycy nam dyktowali, co mamy myśleć, jak mamy żyć, czego mamy chcieć i gdzie szukać satysfakcji, przestajemy być obywatelami. Stajemy się elektoratem. Odczłowieczoną masą, której jedyną wartością jest to, że raz na kilka lat idzie do urn. I wtedy trzeba zadbać, żeby zadziałała zgodnie z oczekiwaniami polityków.

Demokracja przedstawicielska to system, którego nie da się realizować bez partii politycznych. Od 26 lat budujemy system partyjny. Ale za bardzo się skoncentrowaliśmy na tym elemencie demokracji. A system partyjny bez społeczeństwa obywatelskiego zmierza bardzo szybko w kierunku dyktatury. Na początek dyktatury większości parlamentarnej. Ale od takiej dyktatury już bardzo blisko do dyktatury zwyczajnej. Kiedy my, obywatele, wzmacniamy podziały, podkreślamy polaryzację, świadomie występujemy przeciwko innym obywatelom, to popychamy nas wszystkich w stronę dyktatury.

Musimy nauczyć się rozmawiać. Wyjść z okopów po dwóch stronach ulicy i zacząć złuchać siebie nawzajem. Nie da się rozmawiać z kimś, kogo się obraża. Nie da się rozmawiać z kimś, kogo się ocenia. Nie da się rozmawiać z kimś, komu się odmawia prawa do istnienia. Komu się stawia warunki wejściowe. Komu się nie pozwala mieć własnego zdania i własnych przekonań, kim się pogardza.

Szanujmy się! Słuchajmy się! Rozmawiajmy!

(tekst pierwotnie opublikowany na portalu naTemat.pl 02.01.2016)

No votes yet.
Please wait...

Facebook Comments