Za godność naszą i waszą!

Czy ci, którzy tak chętnie dzisiaj krzyczą „44 pamiętamy”, rozumieją Testament Polski Walczącej? Czy narzucaną przez nich retorykę da się w ogóle pogodzić z demokratycznymi i europejskimi wartościami, o których w 1945 roku pisała Rada Jedności Narodowej?

Naklejki „44 Pamiętamy” z kotwicą Polski Walczącej na samochodzie to być może czytelny dla niektórych manifest polityczny, ale nie świadectwo wiedzy historycznej. Koszulka z wielkim orłem w koronie i biało-czerwonym paskiem na jednym rękawie też nie dowodzi znajomości historii ani dojrzałości politycznej. Pełno wśród nas takich, którzy z zapałem nazywają siebie spadkobiercami tradycji niepodległościowej walki i wykorzystują symbolikę Podziemnego Państwa Polskiego, a jednocześnie nie próbują dotrzeć do najbardziej podstawowej wiedzy na temat tej tradycji i tej walki. Kiedy symbole są używane bez znajomości ich znaczenia i historii, służą raczej zakłamywaniu tej ostatniej niż budowaniu zrozumienia i wiedzy o przeszłości.

***

1 lipca 1945 roku Rada Jedności Narodowej wystosowała „Deklarację do Narodu Polskiego i do Narodów Zjednoczonych”, w której zawarty został również Testament Polski Walczącej.

RJN była pośrednio spadkobiercą Głównej Rady Politycznej – porozumienia partii, które przed II wojną światową były w opozycji do obozu sanacji: PPS, Stronnictwa Ludowego, Stronnictwa Narodowego i Stronnictwa Demokratycznego (gdy SD odeszło, dołączyło Stronnictwo Pracy).

Polska Walcząca w sensie politycznym była szeroką koalicją różnorodnych sił, która skupiła się wokół podstawowych wartości – przede wszystkim niepodległości i wyzwolenia spod niemieckiej okupacji. Ale nawet w tej walce uznawało Podziemne Państwo Polskie pluralizm polityczny i różnorodność ideową.

Pluralizm Polski Walczącej uznali też przedstawiciele sowieckiego aparatu represji. W słynnym procesie szesnastu – przywódców Polski Walczącej porwanych podstępnie przez NKWD i wywiezionych do Moskwy – oskarżeni i skazani zostali przywódcy wojskowi oraz przedstawiciele Stronnictwa Ludowego, Zjednoczenia Demokratycznego, Stronnictwa Pracy, PPS-Wolność, Równość, Niepodległość, Stronnictwa Narodowego oraz przedstawiciel Delegatury Rządu na Kraj.

W Testamencie Polski Walczącej zapisano między innymi:

„W swej walce ze stronnictwami polskimi, reprezentującymi olbrzymią większość narodu, propaganda sowiecka szermuje wciąż hasłem demokracji, zarzucając reakcyjność wszystkim Polakom, stojącym na gruncie prawdziwej niezależności. Uważamy tedy za konieczne sprecyzowanie wyraźnie, jak pojmujemy demokrację, wszystko bowiem wskazuje na to, że pomiędzy pojęciem demokracji w Europie Wschodniej a naszym istnieje zasadnicza rozbieżność. Według narodu polskiego:

Demokracja to pozostawienie najszerszym warstwom narodu swobody wyboru ustroju społeczno-politycznego oraz światopoglądów, z którego on wypływa.

Demokracja to wolność, określona trafnie w Karcie Atlantyckiej jako wolność od strachu i od głodu, wolność osobista, wolność słowa i przekonań.

Demokracja to równe prawa dla wszystkich grup politycznych, czy to zachowawczych czy radykalno-postępowych, o ile nie nadużywają one swobody zrzeszania się dla szerzenia anarchii czy też narzucania innym swych poglądów siłą.

Demokracja to rządy większości, wyłonionych w drodze swobodnych wyborów , odbywających się przez powszechne 5-przymiotnikowe głosowanie.

Demokracja to rząd prawa, czyli praworządność, obowiązująca zarówno rządzących, jak rządzonych, a zabezpieczająca tak wolność obywatelską, jak autorytet władzy.

Demokracja to sprawiedliwość oparta na zbiorowym poczuciu słuszności, przyznającym każdej jednostce, warstwie pracującej i narodowi prawo do warunków życia zapewniających im nie tylko materialną egzystencję, ale i wszechstronny rozwój ich możliwości twórczych.

Demokracja to system zbiorowego bezpieczeństwa, w którym wszystkie państwa wyrzekają się użycia siły i zobowiązują się podporządkować decyzjom międzynarodowych organów, wypływających z obiektywnych norm prawa międzynarodowego.

Demokracja to uznanie i zabezpieczenie równych praw mniejszych i większych narodów, aby ukrócić raz na zawsze dążenie mocarstw do hegemonii nad innymi narodami i do podziału świata na strefy wpływów”.

Trudno nie zauważyć, że w swojej istocie Testament Polski Walczącej wytycza dla Polski kierunek europejski, zmierza do obecności w międzynarodowych wspólnotach i sojuszach. Największe osiągnięcia III RP w polityce międzynarodowej i tworzeniu ustroju wewnętrznego wydają się właśnie realizacją tego testamentu.

Czy ci, którzy tak chętnie dzisiaj krzyczą „44 pamiętamy”, rozumieją ten testament? Narzucana przez nich retoryka bliższa jest często tej nacjonalistycznej, obecnej w jądrze ideologii III Rzeszy, niż opartym na demokratycznych wartościach marzeniom i aspiracjom walczących po stronie Wolnej Polski żołnierzy, partyzantów czy harcerzy. Czy to się w ogóle da pogodzić?

***

Daleki jestem od wykorzystywania historii dla celów politycznych. W każdej polityce historycznej znacznie więcej jest polityki niż historii. Nigdy nie śmiałbym powiedzieć, że symbol Polski Walczącej przysługuje wyłącznie jednej, konkretnej grupie osób. Bo ten symbol należy się każdemu, kto szanuje Polskę różnorodną i pluralistyczną, budowaną na wzajemnym szacunku i zrozumieniu, na akceptacji wielości postaw i poglądów. Ale skoro już dotarliśmy do deklaracji zawartej w Testamencie Polski Walczącej, może warto zapytać, dokąd by nas zaprowadziła jej realizacja. I pomyśleć, o czym – oprócz tysięcy koszulek i naklejek na samochody – marzyliby przedstawiciele Polski Walczącej.

Wiemy, że szukali współpracy wojskowej i liczyli na wsparcie ze strony Francji, Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych i kilkudziesięciu innych państw alianckich. Bezpieczeństwa gwarantowanego przez państwa sojusznicze, wyznające podobne wartości, stojące po tej samej stronie zasadniczego sporu ideologicznego. Z drobnymi wyjątkami (kiedy mówimy o aliantach w II wojnie światowej) państwa demokratyczne, łączące siły dla wspólnej obrony przed agresorami. To znacznie szersze grono niż późniejszy Pakt Północnoatlantycki, ale kierunek ten sam. Marzenie zrealizowane w 1999 roku, kiedy wolna III RP weszła do NATO.

W Deklaracji Rady Jedności Narodowej znajdziemy również zapis celów wojennych Polski oraz programu Polski Walczącej. Po wprowadzeniu:

„Gdy w burzy wrześniowej rozpadł się w Polsce gmach sanacyjnego systemu, rządzonego przez szereg lat wbrew woli narodu, wszystkie stronnictwa demokratyczne, będące w opozycji przeciwko temu systemowi, wyłoniły Rząd Rzeczypospolitej Polskiej na emigracji, który jeszcze za życia śp. gen. Sikorskiego ogłosił następujące cele wojenne narodu polskiego”

znajdujemy tam między innymi takie punkty:

„Urzeczywistnienie w Polsce po wojnie pełnej demokracji społecznej i politycznej w miejsce zbankrutowanego systemu sanacyjnego.

Zabezpieczenie suwerenności i rozwoju Polski oraz innych, mniejszych narodów, żyjących między potęgami Wschodu i Zachodu, przez dobrowolny związek demokratyczny równouprawnionych narodów Europy Środkowej.

Pełna demokracja międzynarodowa, czyli światowa organizacja pokoju, oparta na porozumieniu wszystkich państw, demokratycznych i równoprawnych narodów”.

Czy to nie są jasne deklaracje systemowe zmierzające do politycznego porozumienia między wolnymi państwami w celu budowania pokojowej współpracy? Czy podpisany w 1951 roku przez sześć państw traktat paryski ustanawiający Europejską Wspólnotę Węgla i Stali nie mówił właśnie o suwerenności i rozwoju we współpracy? Wspólnota państw europejskich dla zachowania pokoju i harmonijnego rozwoju to nie najnowsza idea. Już w 1831 roku Wojciech Bogumił Jastrzębowski (walczący w bitwie o Olszynkę Grochowską w powstaniu listopadowym) sformułował, prawdopodobnie wraz z towarzyszami broni, Traktat o Wiecznym Przymierzu Między Narodami Ucywilizowanymi – Konstytucję dla Europy. Można go było poznać, uczestnicząc w przygotowanej przez Olgierda Łukaszewicza monumentalnej inscenizacji historycznej 9 lipca 2016 roku na schodach Zamku Ujazdowskiego. To ciągle ta sama idea i ciągle te same dążenia. Od powstania listopadowego przez Wiosnę Ludów, powstanie warszawskie, wielką „Solidarność” aż po Unię Europejską. Aspiracje Polaków. Dążenie do pokojowej współpracy między narodami zamiast konkurencji czy walki. Za wolność naszą i waszą!

Dzisiaj, kiedy próbuje się wmówić Polakom, że są zamknięci na inne narody, pełni lęków i obaw, że pielęgnacja kompleksów jest jedyną drogą do budowania jakiejś złudnej potęgi, przypomnienie tej historii i odwiecznych aspiracji Polaków pozwala odnaleźć inną perspektywę i inną tradycję. Ksenofobia, nacjonalizm, zamknięcie i kompleksy to nie jest tradycja polskich bohaterów walki o wolność i niepodległość.

Jeżeli ktoś wyprodukuje miliony kłamliwych koszulek, przekonujących całe pokolenia, że Polak to ktoś, kto się boi innych i swojej tożsamości musi szukać w lęku i rodzącej się z tego lęku agresji wobec obcych, nie zmieni to naszej historii. Jeżeli na każdym samochodzie nakleimy kotwicę Polski Walczącej z napisem „44 pamiętamy”, mimo że kierowcy tych samochodów niczego nie pamiętają i niczego o powstańcach z 1944 roku nie wiedzą, nie zmieni to prawdziwych bohaterów Polski Walczącej w nacjonalistów i ksenofobów. Nawet jeżeli minister obrony narodowej zmusił podstępem powstańców, żeby pośród swoich poległych czcili również ofiary katastrofy lotniczej (tłumaczyli, że „zrobili to dla Polski” – nie mogli chyba znieść niegodnych przepychanek nad trumnami kolegów), nie zmieni to naszej tradycji i naszych aspiracji. Tradycji Rzeczypospolitej otwartej, tolerancyjnej, szukającej sojuszników, a nie wrogów. Nie doda dzisiejszym politykom splendoru płynącego z historycznej ofiary bohaterów. To może jedynie obnażyć niskie pobudki i słabe kwalifikacje moralne tych, którzy próbują historię zawłaszczyć.

***

Tak, wiem, że to tylko jedno z oblicz naszej historii. Nie możemy zapomnieć o awanturnictwie sejmików szlacheckich i liberum veto, o Targowicy, gdzie dla powstrzymania reform konstytucyjnych możni zawarli pakt z carycą Katarzyną II i jej rosyjskim imperium, o getcie ławkowym, Berezie Kartuskiej, o szmalcownikach i tych, którzy mordowali własnych sąsiadów, i o tych, którzy na rosyjskich bagnetach wprowadzali w Polsce komunizm.

Nie o to chodzi, żeby fałszować swoją historię albo wypierać się tego, co w niej trudne i wstydliwe. Chodzi o to, żeby zdecydować, na której tradycji, na których wartościach i w jakim duchu chcemy budować naszą przyszłość. Czy chcemy Polski, która socjalny populizm zaprawia nacjonalistycznymi hasłami, czy może takiej, która od wieków była w czołówce, kiedy trzeba było walczyć o prawdziwe wartości – chrześcijańskie i humanistyczne, która nie bała się za te wartości oddać życia? Czy chcemy się odwoływać do tego, co w człowieku dobre i wzniosłe, czy do jego kompleksów, lęków i ograniczeń?

Przyszłość Polski widzę w Europie. W Europie, która jest zbudowana wokół wartości od wieków wyznawanych przez naszych bohaterów. A kiedy w całym świecie pojawiają się coraz silniejsze tendencje separatystyczne, antydemokratyczne, populistyczne i ksenofobiczne, warto się zastanowić, jakiej Europy chcemy. Dzisiaj, kiedy być może w Europie nikt nie musi walczyć o wolność w jej podstawowym rozumieniu, coraz częściej ujawnia się konieczność walki o godność. Za godność naszą i waszą! Za wspólną Europę. Bo we współpracy łatwiej zbudować coś wartościowego niż w walce.

Chciałbym zatem Europy solidarnej. Europy, w której nie tylko wszyscy robią dobre interesy, ale i takiej, w której wszyscy się o siebie wzajemnie troszczą, rozumiejąc, że jest to najlepszy sposób budowania wspólnoty, co ostatecznie jest we wspólnym interesie. Europy mądrej, ale i odważnej. Otwartej na nowe wyzwania i wykorzystującej trudności do budowania nowej siły, a nie zamykającej się w przeszłości. Umiejącej korzystać ze swojego potencjału i emanującej pozytywną energią.

Europy, która troszczy się o każdego i każdemu daje szansę. Która swoją siłę buduje na różnorodności, czerpiąc z niej nowe inspiracje. Która jest też silna siłą swoich instytucji wynikającą z poparcia społecznego, z mandatu pochodzącego od obywateli.

Chcę Europy naszej! O którą my dbamy i która dba o nas.

Kiedy wspominamy powstańców warszawskich i Polskę Walczącą, trudno zapomnieć o Kolumbach. Kolumbowie. Rocznik 20 – ludzie świadomi, aktywni, wychowani w wolnej Polsce przez tych, którzy tę wolność wywalczyli. Dzisiaj mamy pokolenie lat 90. Ludzi, którzy domagają się jakiejś identyfikacji i tożsamości. Którzy pragną tradycji, szukają korzeni, wartości. Piętaszkowie. Rocznik 90 – wychowani przez… no właśnie, przez kogo? Przez tych, którzy w pierwszych latach III RP rzucili się do odbudowy Polski i niewiele mieli czasu na rodzinę, a na pewno nie na budowanie jej tożsamości. Wielu młodych nie dostało tego, czego potrzebuje. Dostają upraszczające wszystko seriale, odezwy na YouTubie, „patriotyczne” koszulki i naklejki. Oraz wielką frustrację, że nikt nie ma dla nich czasu… Ludzie otwarci i łaknący wiedzy dostają zwykłą tandetę. Kult zwykłych przestępców wymieszanych z prawdziwymi bohaterami. Wyklętych czy przeklętych? Odrzucenie bohaterów, bo nie byli wystarczająco kryształowi, a ich dramatów nie udało się nikomu opisać rzetelnie w komiksie? Czy dostaną tradycję Polski Walczącej o wartości, czy skupionej na własnych ograniczeniach? W co uwierzą i co poniosą dalej? Co przekażą naszym wnukom?

(tekst pierwotnie opublikowany na portalu Gazety Wyborczej wyborcza.pl 30.07.2016)

No votes yet.
Please wait...

Facebook Comments