Gówno w dźwiękoszczelnym pokoju

Przypomniała mi się słynna historia, jak w 2014 roku pewna firma sprzedała tuż przed Bożym Narodzeniem 30.000 pudełek swojego nowego wspaniałego produktu z serii limitowanej, po 6 USD sztuka. Prawdopodobnie był to jedyny w historii przypadek, kiedy ludzie kupowali gówno, płacili za gówno i robili to z pełną świadomością!

Szczegóły znajdziecie Państwo w artykule Why This Company Sent Poop to 30,000 People for Black Friday, a zdjęcie produktu jest ilustracją do tego wpisu.

[Ze względów estetycznych w dalszej części tekstu zastosuję zabieg formalny i zamienię narzucające się słowo „gówno” na „dobra zmiana”.]

Góralska teoria poznania mówi, że są trzy prawdy: świento prowda, tys prowda i prawda dobrej zmiany — tak twierdził ks. Józef Tischner. Dzisiaj coraz częściej przekonujemy się, że w zasadzie pierwsza prawda odchodzi w niepamięć. Nie istnieje. Bo kiedy kryterium staje się popularność jakichś twierdzeń czy opinii, zaś fakty przydają się jedynie gdy potwierdzają te opinie, to w zasadzie zostaje nawet nie prawda dobrej zmiany, ale sama dobra zmiana.

Kiedyś dziennikarze pobierali wynagrodzenie za to, że podawali nam sprawdzone informacje. Dziennikarstwo newsowe, dziennikarstwo śledcze, reportaże… to była praca za którą każdy chciał zapłacić. Dzisiaj też wielu wiele by dało, żeby dostać sprawdzone informacje i rzetelną wiedzę. Ale znacznie więcej odbiorców nie jest zainteresowanych prawdą w ogóle. Ani faktami. Chcą szybciutko dostać emocję, którą mogą podzielić. Jeżeli coś nas nie rusza, nie trzącha, to idziemy dalej. Szukamy kolejnej podniety.

A zatem atrakcyjna staje się każda dobra zmiana. Najlepiej, jeżeli jest w kogoś rzucana. To przednia uciecha dla gawiedzi. Słupki rosną. Emocje sięgają zenitu, za chwilę pan wyciągnie królika z kapelusza… Nie, to przed chwilą. Teraz przetnie panią na pół. Na waszych oczach, drodzy widzowie! Proszę, kto sprawdzi, czy piła dobrze naostrzona? Postuka w pudło? Twarde? Przecież to wszystko prawda!

Kto rzuca błotem, ma brudne ręce. A kto rzuca dobrą zmianą, ma ręce lepkie i brudne. Narracja budowana ze śmierdzącej materii na pierwszy rzut oka jest atrakcyjna i przyciąga na chwilę, ale ostatecznie odstrasza i odpycha. No bo przecież ja tam swoją maleńką dobrą zmiankę dorzuciłem może, ale sam to nie należę do tego szamba. No, ale się nie zaangażuję jednak, bo tam śmierdzi. W ten sposób każdy siedzi sobie sam w swoim grajdołku. Każdy kręci swoją kuleczkę i jest obrażony na innych. Żuczki gnojarki samotniki…

I nikt nas nie przekona, że białe jest białe, a czarne jest czarne! I nikt nas nie przekona, że prawda jest prawdą a fakty faktami. Najważniejsze zagonić każdego do odpowiedniego pokoju. Dźwiękoszczelnego pokoju. Tutaj nasi, tam obcy. Tutaj lewacy tam naziole. Tutaj hetero tam homo. Tutaj prawdziwi faceci, tam „słaba płeć” (bo my tacy silni jesteśmy, hehehe…). Tutaj uczciwi, tam złodzieje. Komuniści tu, tam patrioci. Podzielić. Żeby łatwiej się było obrzucać dobrą zmianą. Jedni drugich, drudzy jednych.

Kiedy zauważymy, że za chwilę każdy zostanie sam? Bo co prawda on, jak wielu, jest hetero, facetem, naziolem i jest generalnie nasz, ale jednak kibicuje innemu klubowi? Albo jest nasza, lewaczka, homo i w ogóle, ale… patriotyzm wyssała z mlekiem matki. Dobra zmiana dzieli równo i każdy zostanie sam, jeżeli się nie opamiętamy. Każdy sam w swojej samotności i opuszczeniu. Albo w małych grupkach homogenicznych klonów. Odciętych od rzeczywistości. Podzielonych dobrą zmianą.

Dźwiękoszczelne pokoje (echo room) dają nam poczucie bezpieczeństwa. Nie ma świata poza naszym własnym. Wszyscy muszą myśleć tak, jak my. Nie ma innego punktu widzenia, innej prawdy, niż nasza, nasze poglądy są jedynie słuszne a opinie jedynie prawdziwe. A gdyby ktoś próbował nas wytrącić z tego przekonania, to zawsze możemy go obrzucić… no, państwo już dobrze wiecie czym.

Tak powstają hasła „jesteśmy u siebie” (Marine Le Pen), „Uczyńmy Amerykę wielką ponownie” (Donald Trump) czy dobrze nam znane hasło naszej premier Beaty Szydło. Nieważna prawda, nieważne różnice, nieważne… właściwie nic nieważne. Na pewno nie są ważni obywatele czy chociażby wyborcy. Ważne, żeby nie usłyszeć głosu innych. A jak się coś zacznie przedzierać do naszych uszu, to szybciutko kręcimy pigułę i… patrzmy tylko rzucając, żeby się nie przykleiła do nas samych.

Tak działają dzisiaj autorytarni populiści. Zamiast faktycznej idei dają igrzyska. Kiedyś to mogły być bitwy na poduszki z pierzem latającym pod sufitem. Dzisiaj to są gównoburze. O, przepraszam, burze dobrej zmiany.

Ale czy tylko oni tak działają? Popatrzmy na siebie samych. Jakże często angażujemy się w sprawy, niewiele o nich wiedząc. Ale nas kręcą. Pamiętam, jak dałem się wciągnąć w akcję poszukiwania porwanego dziecka. Po kilku tygodniach okazało się, że to matka je zabiła. Czy znałem wszystkie szczegóły, żeby wydać własny osąd? Jakże często podejmujemy i podtrzymujemy ataki na ludzi, których nie znamy specjalnie, o których niewiele wiemy. Ale coś usłyszeliśmy i czujemy się w obowiązku wygłosić swoje zdanie. Kupiliśmy emocje! Jesteśmy wspaniali, bo nie stoimy z boku, bo się angażujemy. Podawajcie szybciej te kule dobrej zmiany, bo brakuje amunicji!

To moje refleksje po debacie „Od Orwella po Trumpa. Jak nowy świat mediów pomaga populistom” zorganizowanej przez Fundację im. Stefana Batorego 24.04.2017. Wprowadzenie do debaty wygłosił główny gość debaty – Timothy Garton Ash, swoje komentarze przedstawili Aleksander Smolar i Joanna Tokarska-Bakir po czym odbyła się fascynująca dyskusja z udziałem licznej i wyśmienitej publiczności. Całe spotkanie poprowadził Marcin Król. Oczywiście spotkanie było niezwykle kulturalne i rzeczowe. Wszelkie uchybienia dla dobrego smaku, które możecie Państwo znaleźć w moim tekście, pochodzą ode mnie.

Pozwoliłem sobie zamieścić te refleksje, bo mam wrażenie, że mało kto z uczestniczących w tej debacie ma tak szerokie osobiste doświadczenia w obszarze, którego debata dotyczyła. Teoretycy czy praktycy – większość z uczestników poznała omawiane zjawiska tylko z obserwacji.

Z pewnym zmartwieniem zauważyłem aktywny udział w debacie osoby, która i we mnie rzuciła swoją kuleczką gnojną. Oczywiście nie próbując nawet dowiedzieć się o fakty mimo, że miałaby taką możliwość. Krytykowała stan naszej debaty. Paradoks? A może po prostu to nieuchronna droga i intelektualnie możemy krytykować, ale kto się szybciej przystosuje, ten wygra?

A prawda? Z prawdą jest jak z tylną częścią ciała. Każdy ma własną…

(tekst pierwotnie opublikowany na portalu naTemat.pl 24.04.2017)

No votes yet.
Please wait...

Facebook Comments