Odszedł na oczach ludzi – wielu się podobało…

Jacek Cichoń odezwał się do mnie w czerwcu 2016. Prosił, żebym mu podpisał deklarację członkowską. Organizował KOD w Szwajcarii. Po pewnych perturbacjach się udało. Był lekarzem. Mieszkał i pracował w Bernie. Ponownie się odezwał w styczniu 2017 i gratulował wygranych wyborów. Później się spotkaliśmy – 18 marca 2017 – na marszu Wolne Sądy Wolne Samorządy. W strugach deszczu na placu Zamkowym…

8 listopad jechał w Chorzowie trasą średnicową. Uderzył w filar wiaduktu. Samochód się zapalił. Jest filmik na youtubie. Obejrzało kilkaset tysięcy osób. Prawie tysiąc osób kliknęło kciuk w górę. Filmik z czyjegoś rejestratora im się spodobał. On się nie mógł wydostać. Samochody przejeżdżały. Powoli, żeby się przyjrzeć. Nikt się nie zatrzymał, nie wyjął gaśnicy. Nie przyjechała pomoc na czas. Czy ktoś wezwał?

Jacek się interesował zawsze czy czegoś potrzebujemy. Pomagał. Jemu nikt nie pomógł.

Czy to wyjątkowo tragiczny zbieg okoliczności, czy jednak to coś mówi o nas? Boję się odpowiedzi.

Jacku, odpoczywaj w pokoju.

Rating: 1.0/5. From 1 vote.
Please wait...

Facebook Comments