Równowaga i kontrola

Dzisiaj pierwsze czytanie prezydenckich ustaw o Krajowej Radzie Sądownictwa oraz o Sądzie Najwyższym. To dobra okazja do refleksji o trójpodziale władzy.

W ciągu ostatnich dwóch lat przywrócono w Polsce podporządkowanie władzy ustawodawczej i wykonawczej ośrodkowi politycznemu – tak, jak to było w PRL-u. Nikt nie musiał wiedzieć, kto jest Premierem, Przewodniczącym Rady Państwa czy Marszałkiem Sejmu. Ale każdy wiedział, kto jest pierwszym sekretarzem. Nie udało się jeszcze w pełni podporządkować władzy sądowniczej. Ale przecież Trybunał Konstytucyjny został w pełni przejęty a teraz odbywa się przejmowanie sądów powszechnych. KRS i SN to ostatnie bastiony, które niebawem też zapewne zostaną zawłaszczone.

Od listopada 2015 wiele mówimy w Polsce o trójpodziale władzy. Bo to monteskiuszowski kanon leżący u podstawy dzisiejszej demokracji. Ale kiedy rozmawiałem wielokrotnie z politykami europejskimi czy amerykańskimi, oni chętniej używają określenia „checks and balances”, które nie ma dobrego tłumaczenia na polski. Ja pozwolę sobie to określić jako „równowaga i kontrola”.

W nowoczesnym państwie i społeczeństwie w istocie jest wiele różnych elementów systemu równowagi i kontroli. Czwarta władza, czyli media – to oczywisty fundament nowoczesnej demokracji. Ale do tego dochodzą różnego rodzaju mechanizmy wspierające i wzmacniające. Sektor organizacji pozarządowych i obywatelskich. Korpus służby cywilnej, Państwowa Komisja Wyborcza, niezależna Prokuratura… można by wymieniać długo. Równowaga i kontrola – czyli w istocie dialog.

Podstawą demokracji jest dialog. W dialogu ucierają się rozwiązania i koncepcje. W starożytnych Atenach istotą demokracji był Areopag – rada, gdzie obywatele się spotykali i dyskutowali. Głosowanie było dopiero metodą rozstrzygania między dobrze zbadanymi i rozpatrzonymi propozycjami.

W Polsce nie mamy dzisiaj dialogu. Projekty wchodzą pod głosowanie w Parlamencie czasem kilkanaście minut po tym, jak głosujący posłowie czy senatorowie otrzymają treść ustaw, nad którymi mają głosować. Nie są w stanie ich przeczytać, a co dopiero przemyśleć czy omówić.

Kiedy sądownictwo zostanie ostatecznie w całości podporządkowane Partii, co niestety jest chyba nieuchronne, jedynym dialogiem, z jakim będziemy mieli do czynienia będzie dialog w gremiach kierowniczych Partii. A to zawsze nieuchronnie prowadzi do sytuacji, że społeczeństwo żyje w rytm wewnętrznego dialogu „Ukochanego Przywódcy Narodu”. Można jedynie mieć nadzieję, że ten przywódca będzie miał bogaty i twórczy dialog wewnętrzny.

Nie podoba się komuś z Państwa ta wizja? To trzeba się wziąć do roboty. Nie uda nam się powstrzymać dzisiaj Partii przed wykorzystaniem do cna swojej kierowniczej roli (na szczęście jeszcze nie zapisanej w Konstytucji). Ale czy stać nas na to, żeby przez kolejną kadencję być jedynie dopełnieniem bogatego życia wewnętrznego „Naczelnika”? To przecież od nas zależy ostateczny wynik. Bo nawet w wyborach, w których komuniści przyznali narodowi tylko 35% wolności, Polacy wygrali większość. I teraz możemy wygrać mimo manipulacji w ordynacji wyborczej, kłamliwej kampanii czy specjalnie powołanych do liczenia głosów nowych komisji. Trzeba tylko się zaangażować. I przywrócić równowagę i kontrolę. Kiedy będzie nas więcej, to łatwiej zrównoważymy i skuteczniej skontrolujemy.

Dołączysz?

Rating: 1.0/5. From 1 vote.
Please wait...

Facebook Comments