Ja cię uczyć każę czyli programowy hejt

Wiele osób ostatnio czuje się w obowiązku skomentować moją sytuację, moje wypowiedzi, moją postawę. Chociaż mnie nigdy nie pociągało grzebanie się w cudzych sprawach, to rozumiem, że niektórzy mają tak nudne swoje życie, że muszą się zajmować cudzym. Mógłbym zrozumieć, gdyby komentowali, oceniali czy dyskutowali. Jak widzowie, którzy przed ekranem komentują to, co na ekranie widzą. Przyzwyczaiłem się, że nie mam prawa do prywatności.

Ale pojawia się od wielu miesięcy coś, co w skrócie można by określić jako próby wychowania mnie. Najlepiej można to wytłumaczyć chyba na przykładzie jednej wypowiedzi pewnego celebryty, który też zresztą w swoim czasie zebrał sporo niechęci i złych emocji od społeczeństwa. Otóż skomentował on informację o tym, że życzliwi ludzie zrzucają się, żeby mi pomóc działać we wspólnej sprawie, słowami mniej więcej takimi (cytuję z pamięci):

To aberracja! Przecież w ten sposób nie pomożecie temu panu utwardzać charakteru tylko go zmiękczycie.

No, Szanowny Panie! Być może Pan nie zauważył, ale niebawem skończę 49 lat. To nie jest dobry wiek na wychowywanie. Można się jeszcze wiele nauczyć, ale charakter jest już raczej ukształtowany. Nie chcę tutaj specjalnie dyskutować nad inicjatywą Eli, która wywołała tak wielkie zainteresowanie. Ale ludzie, którzy żyją z propagowania myśli, sztuki, z myślenia, rozmawiania, pisania nie mają chyba dobrego mandatu do wysyłania innych na budowy czy do krytykowania pomysłu aby ufundować stypendium na działalność społeczną. Drodzy Państwo! Czyż Wy nie pobieracie regularnych wynagrodzeń za propagowanie swoich przemyśleń i organizowanie różnego rodzaju wydarzeń?

Tak zwane elity nie od dzisiaj mają ze mną problem. Pisałem o tym w połowie maja tego roku w tekście Głosowałbym na pana, ale… Po opublikowaniu tego tekstu nie tylko zostałem całkowicie wykreślony z pewnych środowisk i miejsc. Zdaje się, że zbyt celnie zdiagnozowałem wtedy pobudki i mechanizmy. I te mechanizmy, jak widać, działają dalej.

Tak usunięto z naszej przestrzeni publicznej już wiele osób. Ich krzywda to jedno. Ale konsekwencje dla nas wszystkich są naprawdę poważne. Tak zwany salon nie tylko nie bronił, ale często krytykował na przykład Sławomira Nowaka w sprawie jego zegarka czy Radosława Sikorskiego w sprawie ośmiorniczek czy butelki wina. To niewątpliwie pomogło zastąpić tych panów innymi. Dzisiaj mamy pana Jana Szyszkę, o którym co prawda nie wiemy, jaki ma zegarek, ale wiemy, że wykupił ćwierć Polski (chociaż nie wiemy jak i za co). A drugie ćwierć Polski wykarczował (na pewno nie w interesie publicznym). Mamy też pana Mariusza Błaszczaka, który dla spokoju maszerowania po Krakowskim Przedmieściu swojego prezesa jest gotowy poświęcić znacznie więcej, niż wartość najdroższej butelki wina na świecie.

Ale salon nie ma pamięci. I nie ma wagi Temidy, żeby porównać winy. Ma za to instynkt stadny. I głębokie poczucie o swojej moralnej wyższości. Ile kolejnych klęsk spowodowało to przekonanie o własnej wyższości i mądrości w Polsce? Ile razy społeczeństwo i naród odrzuciły te elity, bo się czuły zapomniane?

Bo społeczeństwo nie potrzebuje moralizatorów. Potrzebuje mądrych przewodników, którzy dbają nie tylko o ocenę przeszłości ale i o przyszłość. Potrzebuje ludzi, którzy umieją dać świadectwo, a nie wystawić ocenę. Dać świadectwo swoim zaangażowaniem a czasem i ofiarą. O tym, jak łatwo mylimy sytuacje i gubimy sens pisałem w sierpniu 2015 w tekście Wybory parlamentarne to nie Eurowizja! Ale niewielu to rozumie. Nadal zamiast myśleć o wspólnej przyszłości, podszytej zdrowym egoizmem, wielu myśli o tym, jak zaprezentować swoją wyższość, jak się lepiej poczuć, jak po raz kolejny przegrać, ale w słusznej sprawie. Jak wyedukować współobywateli. Nauczyć ich i pokazać im! Mamy w efekcie od wieków umiejętność przegrywania najważniejszych spraw. Wspaniałe powstanie – szkoda, że przegrane…

Czy taka postawa środowiska, które poczuwa się do bycia elitą, tak dalekie jest od Modlitwy Polaka według Marka Koterskiego z dnia świra?

Może warto pomyśleć, dlaczego populizm zyskuje coraz więcej zwolenników? Czy nie z braku liderów opinii, którzy by zauważali zwykłych ludzi?

No votes yet.
Please wait...

Facebook Comments