Zostanę płatnym agentem

Kiedy pierwszy raz po 19 listopada 2015 zostałem zaproszony do telewizji zapytano mnie, jak mnie przedstawić. Powiedziałem, że jestem wysłannikiem KOD-u. Potem wielokrotnie mówiłem, że jestem wysłannikiem. Bo nim byłem. Wysłannikiem ludzi, którzy myśleli podobnie jak ja i chcieli, żebym mówił w ich imieniu.

Potem były funkcje, potem przestały być. Nadal byłem wysłannikiem. W międzyczasie pojawił się hejt. Najpierw ze strony władzy i posłusznych jej mediów. Później również ze strony zawistnych współpracowników. A także mediów, które co prawda władzy nie popierają, ale chętnie pożywią się sensacją. Ściągnąć kogoś z drabinki – to się dobrze sprzedaje. Poza tym – kiedy ktoś odbiera tym mediom wyłączność na przemawianie do „ciemnego ludu” – bronią się.

Polska jest podzielona. Mniej więcej na pół. Połowa, która popiera władzę, w sposób oczywisty jest przeciwko mnie. Wśród przeciwników Partii pewna część jest mi również przeciwna. Przyjmijmy dla potrzeb tego tekstu, że to połowa. Zatem w dużym przybliżeniu ¾ społeczeństwa jest przeciwko mnie. Ale ¼ mnie rozumie. 25%. To całkiem wyrazista liczba.

Przedstawiciele tej ćwierci społeczeństwa postanowili mnie zatrudnić. Nie, nie z podatków. Nie z datków na tacę, które nie wiadomo, jak zostaną rozdysponowane. Postanowili mnie zatrudnić do działania w ich imieniu. Wiem, że to nie będzie dobrze przyjęte przez opinię publiczną. 75% tej opinii jest przeciwko mnie. Będą głośno protestować. Wśród pozostałych 25% też mogą się pojawić głosy wzywające do przejrzystości.

Zrobię wszystko, żeby tę przejrzystość zapewnić. Prawnicy pomagają zorganizować całe przedsięwzięcie tak, żeby było przejrzyste i w 100% zgodne z prawem. Ale nie wyjadę. Nie zawiodę tych, którzy chcą, żebym dla nich pracował.

Politycy żyją z podatków – obowiązkowej zrzutki wszystkich obywateli. Ja nie zamierzam korzystać ze środków publicznych. Kiedy przyjaciele, bez mojego udziału, postanowili mnie zatrudnić, nie znalazłem powodu, żeby odmówić. Kto z Was, drodzy czytelnicy, odmówiłby przyjaciołom, gdyby chcieli Was zatrudnić? Uznali, że Wasze kompetencje i doświadczenia odpowiadają ich potrzebom? Nie mogę zawieść moich przyjaciół. Nie widzę powodu, żeby odmówić propozycji pracy, która pozwoliłaby mi zapewnić stabilność mojej rodzinie.

Nienawistnicy (hejterzy) już zdążyli wyrazić swoją niechęć wobec mnie. Boty i trolle się uaktywniły i działają. Aktywni są również ci przejęrci troską o morale i portfele moich przyjaciół. Albo ludzi mi życzliwych. Atakowanie rozdyma ego atakujących. U przeciwników to oczywiste. U polityków zaskakuje. U dziennikarzy budzi podejrzenia, że nie szukają prawdy, ale popularności – że sprzeniewierzyli się zawodowemu posłaniu.

Ja nie działam pod presją. Wiem, że odbudowanie demokracji w Polsce będzie możliwe dopiero po obaleniu obecnej władzy. To zajmie dużo czasu. Nie wiem, czy do najbliższych wyborów damy radę. Fałszowanie wyników już się zaczęło – najpierw ordynacja, potem procedury i osoby odpowiedzialne, następnie kampania i media… Być może trzeba będzie poczekać dłużej. Ważne, żebyśmy nie czekali bezczynnie. Zamierzam zostać agentem. Agentem częci społeczeństwa. Tej części, która nie ulega propagandzie i jest gotowa stanąć po stronie wartości. No i której nie przeszkadza to, co przylepiło się do mnie, kiedy rzucano gó..em.

Nie wiem, czy to 5% czy 15%. Dopóki uda nam się organizować nasze działania i dawać odpór propagandzie zarówno ze strony władzy jak i ze strony konkurentów przeciwnych władzy, będę aktywny. Sprawy prywatne będę trzymał w prywatności. Ale w sprawach publicznych nie będę milczał.

Przyjąłem pomoc ze strony przyjaciół, bo ona pomoże nam wspólnie walczyć o to, co dla nas najważniejsze. Razem zorganizujemy również pomoc dla kolejnych osób, które są w trudnej sytuacji, a mogą pomóc w walce o wartości. Nie o stanowiska. Nie o zaszczyty. Nie o popularność. I nie o miejsca na listach.

Wiem, że większość będzie przeciwko mnie i tym, z którymi pracuję. Ale kto dzisiaj w Polsce ma za sobą większość?

No votes yet.
Please wait...

Facebook Comments