Szczera, bezinteresowna…

Docierają do mnie echa burzliwych dyskusji na temat zrzutki zorganizowanej przez Elę Pawłowicz pod adresem https://zrzutka.pl/rzmhj3. I w sposób nieubłagany na pierwszy plan wypływa pewna refleksja. Dosyć dla mnie zaskakująca.

Komu najbardziej przeszkadza ta zrzutka? Temu, kto musiał publicznie opowiedzieć o swojej trudnej sytuacji i wystawić się pod publiczny osąd? Tym, którzy do zrzutki dorzucają swój często ostatni wdowi grosz?

Okazuje się, że najbardziej poszkodowani są ci, którzy rok czy dwa lata temu starali się załapać. Być jak najbliżej, na wspólnym zdjęciu, zaprosić do domu. Dzisiaj zachowują się, jakby zostali wykorzystani i porzuceni.

To o co nam w końcu chodziło, kiedy wołaliśmy głośno „Solidarność”? Żeby się podłączyć pod legendę? Dokuczyć komuś? Ja pamiętam taką definicję „Solidarność – to znaczy jedni drugich brzemiona noście” (przywołuję z pamięci, więc niedokładnie).

Wartości. O nich mówiliśmy od początku. Wolność, równość, demokracja – oprócz tego, że te słowa dobrze się wykrzykuje – mają też jakieś znaczenie. Kto jeszcze pamięta?

Dziękuję serdecznie wszystkim, którzy na wezwanie Eli włączyli się w jej projekt. Dziękuję serdecznie Eli, która całość zorganizowała i mnie przekonała, że warto się zgodzić. Dziękuję Jackowi Kleyffowi, który mnie przekonał, że jest wolność dawania.

Ktoś pomaga, aby kiedyś pomagać mógł ktoś inny. Karma wraca. A co cała ta sytuacja mówi o nas wszystkich? Zachęcam każdego do samodzielnej refleksji.

No votes yet.
Please wait...

Facebook Comments