Bynajmniej, elity do wymiany…

Mój przyjaciel z młodości doskonale udawał Papieża Jana Pawła II. Słowa, gesty, postawę. Robił to niemal tak dobrze, jak Maciej Stuhr udaje Gustawa Holoubka. Mój przyjaciel został księdzem. Dosyć wybitnym i mądrym. Kiedy w pierwszej połowie 2016 roku zapytałem go, czy nie zna księdza, który by mógł przyjść na demonstrację, może coś powiedzieć, odpowiedział — Miejsce, gdzie ksiądz ma mówić to ambona. Kościół nie może się mieszać do polityki. Ja mówię to, co ważne, z ambony. Posłuchałem. Mówił. Mądrze. Nie o polityce. Ale bardzo na temat.

W 1997 roku cała Polska huczała po dosyć w sumie niewinnym żarcie Marka Siwca i Aleksandra Kwaśniewskiego. No, tylko że oni pełnili ważne funkcje państwowe i właśnie trwała kampania wyborcza. Naśladownictwo może budować, kiedy jest podszyte zrozumieniem. W przypadku prezydenta i jego ministra tego właśnie elementu zabrakło chyba.

Kto z Państwa pamięta wspaniałą piosenkę wybitnego poety, wieszcza i piosenkarza Wojciecha Młynarskiego – Bynajmniej (wybitne wykonanie samego autora jest tutaj, a słowa tutaj).

Od dwóch lat mam okoliczność obserwować tak zwaną elitę z bliska. I zaczynam rozumieć skąd się biorą wśród obywateli głosy, że elity trzeba wymienić. Politycy pochodzący spoza tych elit chętnie te głosy wykorzystują. Do elity się wchodzi ucząc się od innych. Formując w kontaktach. Naśladując i podtrzymując wartości. Niestety, nie wszyscy pamiętają o tym ostatnim elemencie. Że w tym wszystkim chodzi o wartości. Wokół prawdziwych elit w naturalny sposób narastają warstwy elit niepełnych – mówią jak elity, zachowują się jak elity, bywają tam, gdzie elity… tylko nie rozumieją wartości, których przestrzegają elity. Czasem nawet próbują rozliczać te prawdziwe elity z zachowań czy słów. A o wartościach zapominają.

Nie zgadzam się na wymianę elit. Zresztą – prawdziwych przedstawicieli elit nie da się wymienić. Bo oni po prostu swoim życiem pociągają za sobą innych. Ale pewne odświeżenie i przypomnienie wartości bardzo by pomogło. Coś, co jest wartością nie zawsze obroni się samo.

Kilka lat temu próbowałem zrozumieć, dlaczego środowiska naukowe nie bronią nauki przed oszustami i szarlatanami. Dlaczego nie dyskutują z ludźmi zaprzeczającymi osiągnięciom tysięcy naukowców i setek lat badań i pracy wybitnych jednostek. Dlaczego pozwalają, żeby w świadomości społecznej pojawiały się kompletnie fałszywe idee i były stawiane na równi z osiągnięciami nauki. Zapytałem wybitnego profesora — Dlaczego nie bronicie nauki? — Odpowiedział — Ale jak to tak, rozmawiać z wariatem?

Wiem. Elity mają ten sam problem. Jak bronić swojej pozycji przed uzurpatorami? Jak tłumaczyć, że dziennikarz, który zrobił wywiad z wybitną osobowością, chociażby jej słodził i pochlebiał bez ograniczeń, nie zyskuje jej przymiotów duchowych i osiągnięć życiowych? Że nie wystarczy stanąć na scenie obok tego, kto całe życie poświęcił najważniejszym sprawom, aby zyskać w tych sprawach własne zasługi?

Dzisiaj wielu udaje, że są częścią elity. Inni elity potępiają i odrzucają. A ja bym chciał, żebyśmy kiedyś wrócili do szacunku dla wartości. I przez te wartości do budowania elit. Żeby dołączenie do elit było marzeniem ludzi wchodzących w życie. Chciałbym, żebyśmy elity stawiali sobie wzajemnie za wzór. Ale elity muszą nam w tym trochę pomóc… te prawdziwe elity.

No votes yet.
Please wait...

Facebook Comments