Kryzys tożsamości czy rozdwojenie jaźni?

Pisarze do piór!
Studenci do nauki!

Zbliża się 50-ta rocznica wydarzeń, które na zawsze odmieniły losy Polski. Marzec 1968 roku. Zmobilizowany przez partię aktyw robotniczy wiedział wtedy czym kto się powinien zajmować i zdecydował się użyć pałek, armatek wodnych i gazów łzawiących, żeby inteligentom to wytłumaczyć. Wiadomo, czasem siłę argumentów zastępują argumenty siły.

I chociaż ówczesne hasła głoszone przez oficjalną propagandę i poparte silnym ramieniem ORMO są absurdalne i zostały wielokrotnie wyśmiane (mnie najbardziej rozczula zawsze pure-nonsensowe „księża na księżyc!”), to czasem człowieka ogarnia nostalgia za jasną definicją ról społecznych i jednoznacznym określeniem się poszczególnych graczy – w jakiej roli występują.

Dziennikarz, komentator, publicysta – czy jego rolą jest kształtować politykę, czy może obiektywnie opisywać rzeczywistość? Polityk, funkcjonariusz państwowy, urzędnik – czy jego rolą jest komentowanie innych, publicystyka i propaganda, czy może przestrzeganie prawa i wypełnianie swoich obowiązków wobec obywateli? Obywatel – czy jego rolą jest dyktowanie innym, co mają robić czy może podejmowanie własnych decyzji i aktywny udział w sprawach publicznych zgodnie z własnymi przekonaniami i możliwościami?

Nade wszystko jednak człowiek – czy jego przeznaczeniem jest snuć wizje, czy jednak łączność z rzeczywistością i zmienianie świata wokół siebie zgodnie z realnymi możliwościami i z uwzględnieniem aspiracji i potrzeb innych?

Odwieczny dylemat – twórca czy tworzywo – podniesiony w filmie Rejs, pozostaje w mocy. Dziennikarze z pierwszych stron gazet i głównych programów informacyjnych dyktują politykom, co powinni robić. Ale zapominają rzetelnie opisywać, co faktycznie robią.
Politycy komentują wzajemnie swoje zachowania, postawy i decyzje. Dyktują obywatelom i dziennikarzom, jak mają myśleć, co robić i co mówić. Ale kiedy mają sami zadziałać, gubią się, a potem plączą w tłumaczeniach.
Obywatele domagają się, żeby przyszedł ktoś i ich uszczęśliwił. Ale sami się nie angażują specjalnie. Mogą co najwyżej zamieścić komentarz w mediach społecznościowych.

Najłatwiej jest mówić innym, co powinni zrobić. Wywiązywać się z własnych powinności – o, to znacznie trudniejsze. Dyskusja o roli twórcy i tworzywa w Rejsie prowadziła do słynnej gry w salonowca, czyli dupniaka. I tak się kończy zawsze pomieszanie ról – wszyscy obrywamy po d..ie. Oczywiście, coraz wyrazistsze są dzisiaj głosy, że naród (społeczeństwo) musi widać raz na jakiś czas oberwać i że jeżeli nie przejdziemy przez to z licznymi siniakami, to niewiele się na przyszłość nauczymy. Tylko ja mam wątpliwość – skoro do tej pory nie nauczyliśmy się niczego na razach, które obrywaliśmy, to dlaczego teraz mielibyśmy się nauczyć?

„Szaleństwem jest robić wciąż to samo i oczekiwać różnych rezultatów” miał powiedzieć Albert Einstein. Odrobina szaleństwa oczywiście jest w życiu potrzebna. Ale może warto też dodać do niego odrobinę racjonalności? A gdyby tak każdy zajął się tym, za co odpowiada, a innym pozwolił wywiązywać się ze swoich zadań – czy nie mielibyśmy większych szans na sukces?

Rating: 1.0. From 1 vote.
Please wait...

Facebook Comments