Jak skłócić społeczeństwo? Jak podzielić naród?

Dziel i rządź. Komu tylko władza w głowie, ten zawsze dzieli. Najważniejsze zaś, żeby podzielić oponentów. Wtedy zwolennicy nie czują się zagrożeni, a jednocześnie są pełni uznania i wdzięczni za osłabienie tych „złych”. Dla dyktatora i jego zwolenników podział na dobrych i złych jest oczywisty.

Divide et impera (bo tak dziel i rządź głosili starożytni Rzymianie) szczególnie dobrze przyjmuje się w czasach, kiedy przeciwko dyktaturze stają środowiska przesiąknięte duchem wolności. Tyran przeciwko tyranowi ma podobne narzędzia działania. Ale społeczeństwo różnobarwne, szanujące różnice i się nimi cieszące nie jest w stanie oprzeć się knowaniom dyktatury. Wystarczy odebrać ludziom radość z różnic i kazać im w tych różnicach dopatrywać się wrogości. Pretekstu do wzajemnego zwalczania się. To powód, dla którego w Polsce, na Węgrzech, w Rosji, na Białorusi czy w Turcji opozycja nie ma szerokiego poparcia społecznego.

Problem nie leży w sprzeciwie wobec dyktatury – ten jest zazwyczaj realny – ale w pokazaniu społeczeństwu, że nie ma alternatywy. Propaganda dyktatury podrzuca tematy, które w sposób oczywisty skłócą opozycję. Bo przecież opozycja wolnościowa musi być zróżnicowana. A kiedy już wszyscy ze wszystkimi się pokłócą, wystarczy pokazać społeczeństwu – widzicie? My jesteśmy silni, idziemy własną drogą, realizujemy nasze projekty i dajemy Wam poczucie bezpieczeństwa. A oni? Kłócą się o detale, o sprawy, które Was w ogóle nie obchodzą. Oddalibyście im władzę? A właściwie to komu? Przecież tam nie ma żadnej siły…

Ten sam mechanizm działa na płaszczyźnie międzynarodowej. Kiedy po najcięższej i najokrutniejszej wojnie w drugiej połowie XX wieku światli Europejczycy postanowili zapobiec kolejnej hekatombie, podjęli projekt integracji europejskiej. W XXI wieku mocno już zintegrowana Europa przeszkadzała aspirującemu do roli przywódcy supermocarstwa nowemu prezydentowi Rosji. Kto zajrzy w dostępne gdzieniegdzie listy organizacji wspieranych przez rosyjskie fundusze rządowe, znajdzie tam organizacje z wielu krajów europejskich, również z Polski. A działania tych organizacji nigdy nie są pro-państwowe ani pro-demokratyczne. To potwierdza, że Rosja nadal realizuje swoją odwieczną zasadę sojuszu ekstremów. Nieważne, czy na lewo, czy na prawo. Ważne, żeby daleko od centrum. Tutaj warto kierować wsparcie.

Na fali działalności ekstremów dochodzą do władzy siły, które niekoniecznie same są ekstremami. Ale na tle ekstremów ich antydemokratyczne i antywolnościowe postulaty i projekty wyglądają nieco mniej strasznie. I społeczeństwo to kupuje.

A dlaczego o tym wszystkim piszę? Czy chcę zarzucić komuś chodzenie na garnuszku Kremla? Albo skłócanie opozycji? Nie. Nie jestem dziennikarzem śledczym, nie zbieram dowodów, ani nie stawiam zarzutów. Ale wiem, że „nie ma dymu bez ognia”, oraz że „po owocach ich poznacie”. A na koniec pamiętam łacińskie „pro qui bono” (dla czyjego dobra), które pozwala odszukać sprawcę według korzyści, kiedy nie mamy dowodów.

Poparcie społeczne dla opozycji w Polsce spada. Ruchy społeczne i obywatelskie tracą impet. Społeczeństwo ogarnia frustracja i marazm. Na tym tle siła rządząca wzmacnia swoje poparcie i utrwala pozycję. Europa już nie jest tak zdecydowana na dalszą integrację. Pojawiają się podziały i spory. I są w Unii Europejskiej państwa, które zdecydowanie wzmacniają tendencje odśrodkowe. A pozycja przetargowa Rosji się umacnia.

Dzielmy się dalej, kłóćmy i spierajmy. Oskarżajmy jeden drugiego. Walczmy o nierealne dzisiaj projekty i oskarżajmy się o zbyt mały radykalizm. I koniecznie podkreślajmy różnice poglądów, zapominając o wspólnocie celów. Wiecie, kto zaciera rączki? Nie, nie straszę. Staram się realnie widzieć i poddaję pod rozwagę.

Rating: 4.5/5. From 15 votes.
Please wait...

Facebook Comments