Mądrej głowie dość dwie słowie

Moje wpisy na blogu nie są pieprzne. Moje wywiady w mediach są niepełne. Moje wypowiedzi bywają mdłe i nie pociągają. Ciągle ktoś mi podpowiada – przywal im, powiedz kto, opowiedz co robili, przecież widziałeś, wiesz, nie masz sklerozy.

Nie, nie zmienię tego. Może nie będzie pieprznie, może będzie mdło. Ale będzie po mojemu. Walczę od lat o to, żeby nasze życie było uczciwe i wypełnione wzajemnym szacunkiem. Gdybym teraz zmienił swoje podejście, zaprzeczyłbym wielu latom swojego życia i aktywności.

Donoszą mi czasem ludzie, że ktoś coś o mnie powiedział. Na przykład ostatnio pewien były dyplomata stwierdził podobno publicznie – przeczytałem wywiad z Kijowskim, ale nie wiem po co. Tym stwierdzeniem potwierdził wyraziście, że jest byłym dyplomatą. Kto inny ogłosił – Kijowski w swoim wywiadzie kłamie w dwóch miejscach. Nie był wywołany do tablicy. Ale widać poczuł się jak te nożyce, co to się odzywają, jak uderzysz w stół.

Walczę z agresją, walczę z obrażaniem się wzajemnym, nie akceptuję donoszenia, szkalowania i opluwania. Jeżeli krytykuję, to postawy i zachowania, nie ludzi. Jeżeli uważam, że ktoś się myli czy błądzi, to z nim o tym rozmawiam, a nie biegnę pochwalić się publicznie, że jestem lepszy lub mądrzejszy. A przede wszystkim akceptuję różnorodność. Co więcej, uważam ją za podstawę siły społeczności i społeczeństwa. Każdy może inaczej widzieć sprawy, inaczej je oceniać, inaczej rozumieć. Kiedy to zaakceptujemy, możemy zbudować naszą prawdziwą siłę. Tylko wtedy używamy stwierdzeń – ja to widzę inaczej, nie zgadzam się, sądzę, że on się myli. Opisujemy rzeczywistość a nie oceniamy innych.

A jednak są wciąż tacy, którzy czują potrzebę innych ocenić, żeby poprawić swoją samoocenę. Bo przecież kiedy mówię, że on kłamie, to znaczy, że ja posiadłem prawdę. Kiedy mówię, że on jest bezwartościowy, to moja wartość rośnie. Kiedy zaatakuję, to znaczy, że jestem ważniejszy.

Ja tak nie umiem. Przepraszam moich czytelników. Nie będzie tu krwi. Piszę, co myślę, piszę co widzę i jak widzę, piszę z mojej perspektywy. Nie przypisuję sobie atrybutu nieomylności ani obiektywizmu. Ale też nie pozwolę, żeby ktoś podważał mój punkt widzenia. Oczywiście, kto chce, może mnie przekonywać i przekonać do zmiany poglądów, sposobu widzenia, subiektywnych ocen. O rzetelności rozmowy świadczy to, że dajemy się przekonać. Ale to musi być rozmowa. Jeżeli ktoś zaczyna od oceniania rozmówcy, to właśnie rozmowę zakończył.

Wierzę w rozmowę. Zapraszam do rozmowy. Chcę słuchać argumentów. Chcę poznawać fakty. Chcę się spierać. Ale nie kłócić. Nie oceniać. Nie obrzucać epitetami ani etykietami.

Nie proście mnie, żebym oskarżał. Nie proście mnie, żebym pomagał kogoś zniszczyć. Nie proście mnie, żebym donosił – na byłych współpracowników, na tych, którzy na mnie donoszą, na tych, którzy mnie chcą zniszczyć. I nie każcie mi oceniać innych. Gdybym temu uległ, zaprzeczyłbym temu, o co od wielu lat walczę. Ale też – nie wierzcie tym, którzy zawsze wiedzą lepiej. Którzy z radością i satysfakcją oceniają innych, ferują wyroki i czerpią satysfakcję z tego, że mogą komuś zaszkodzić.

A jak ktoś chce krwi, niech sam poszuka. Naprawdę, nie jest trudno dotrzeć do prawdy. Trzeba tylko przestać wierzyć w donosy a zacząć myśleć. Samodzielnie. Zestawić fakty i powiązać je w logiczny ciąg.

Rating: 4.0/5. From 21 votes.
Please wait...

Facebook Comments