Apolityczni? Na pewno nie dzisiaj!

Stały dylemat – jak się angażować, nie będąc uwikłanym. I refren powtarzany przez wielu – partie są złe, trzeba działać bez nich, wywalić wszystkie i stworzyć lepsze. Jako wyraz społecznych nastrojów, to ważne wypowiedzi. Ale jako plan działania bezsensowne.

Zacznijmy od tego, czym jest polityka. Najpełniejsza definicja to „troska o wspólne dobro”, „sztuka rządzenia dla wspólnego dobra”. Każdy, kto chce zadbać o jakiś „kawałek wspólnego dobra” i wypowiada się o tym, jak być powinno a jak nie – wchodzi do polityki. Stwierdzenie – partie nie dbają o interes obywateli – dotyczy polityki i jego głoszenie jest wejściem do polityki.

Częsty postulat apolityczności jest w istocie propozycją, żebyśmy nie troszczyli się o sprawy publiczne. Żeby obojętne nam było dobro wspólne. Żeby kto inny decydował o naszym losie. To apel o dyktaturę, bo system, w którym większość się nie angażuje i nie interesuje przeradza się w nią bardzo szybko.

Polityka jednak musi stać na dwóch nogach. Na rynku pracy, giełdzie czy osiedlowym bazarku jest ten, który czegoś potrzebuje i ten, który ma coś do zaoferowania. W polityce „potrzebują” obywatele a „oferują” partie. Kiedy partie są słabe, obywatele nie mogą od nich wiele otrzymać. Kiedy z kolei obywatele są niezorganizowani, słabi, nie mają wpływu na to, co dostaną.

Konieczna jest jakaś forma równowagi między partiami a obywatelami. W tym celu obywatele muszą się organizować. Nie, żeby walczyć o władzę, ale żeby być dobrym partnerem dla partii. W partnerstwie partyjno-obywatelskim można wypracować znacznie lepsze pomysły, niż kiedy jedna tylko strona musi je wymyślać. Równowaga sił i wzajemny szacunek – to podstawa demokracji, po angielsku – „checks and balances”. „Mechanizmy wzajemnej kontroli i zapewnienia równowagi” chyba dobrze oddają po polsku sens tego pojęcia. Sens demokracji.

Kto deklaruje apolityczność i rozumie przez to nieangażowanie się w publiczne sprawy, jest po prostu aspołeczny. Wielu deklaruje apolityczność, ale rozumie przez to apartyjność. Ci stoją po stronie obywatelskiej, która od wielu lat była w Polsce bardzo słaba i dlatego jej wzmacnianie jest dzisiaj w interesie nas wszystkich, choć gdyby miałaby ona rosnąć kosztem strony partyjnej, byłoby to równie szkodliwe. Żeby demokracja była silna, potrzebuje obu silnych nóg. Osłabianie jednej dla wyrównania sił jest drogą do kalectwa.

Zbliżają się wybory samorządowe w Polsce. Wiemy, że ordynacja wyborcza nie daje zbyt wiele możliwości kontroli organizacjom społecznym czy obywatelskim. Rola społecznego obserwatora jest ograniczona do pozostawania w pomieszczeniu, gdzie pracuje komisja wyborcza. To mało: obserwator społeczny nie może dodać uwag do protokołu, nie może uczestniczyć w przekazywaniu protokołu do komisji wyższego rzędu.

Czy zatem obywatele nie mogą mieć kontroli nad przebiegiem wyborów? Mogą. Ale muszą współpracować z partiami. Najprościej jest zgłosić się do partii i zostać wysłanym jako mąż zaufania czy członek komisji. To na pewno więcej niż obserwator społeczny. Jednak czy obywatel ma szanse wpłynąć na całość procesu kontroli? Czy może zadbać o przyjęcie rzetelnych procedur? Czy może sprawować kontrolę nad wyborami en bloc? Nie. To nadal zostawałoby w zasięgu partii, która go skierowała na wysunięty odcinek.

Jest jednak metoda, która pozwoli obywatelom mieć większą kontrolę i większy wpływ. Kto nie czuje się zadeklarowanym zwolennikiem jednej partii, a chciałby włączyć się w sposób najpełniejszy, zachowując swoją obywatelską niezależność – ten może dołączyć do organizacji obywatelskiej. W komisjach będziemy pracować razem, ale występując jako grupa, możemy mieć wpływ na to, jak cała kontrola zostanie zorganizowana. I będziemy mieć pełniejszy ogląd całości.

Sądzę, że takie podejście jest wygodne również dla partii opozycyjnych. Mają szanse zbudować relacje z obywatelami, wykazać się zdolnościami organizacyjnymi, zaprezentować się w pracy, a nie tylko w telewizji.

Pracując razem – obywatele z partiami i partie z obywatelami – zbudujemy silne podstawy polskiej demokracji. Przez ostatnie dwa i pół roku przekonaliśmy się, że te podstawy były zbyt wątłe. Wybory samorządowe są szczególnie dobrą okazją do ich wzmocnienia, bo tu, najbliżej ludzi i codziennego życia, najłatwiej przełamywać bariery i zaufać.

Sieć Obywatelska – Wolność Jest w Nas może w tych wyborach stać się partnerem dla partii organizujących struktury kontroli. Jeżeli chcesz się przyczynić do sprawnego i uczciwego przebiegu zbliżających się wyborów samorządowych zbierz współpracowników i dołącz do nas. Razem możemy więcej. Razem jesteśmy silniejsi. Sieć ma tę zaletę, że nie tworzy hierarchii ani zależności. Współpracujemy dla sprawy, nie dla władzy czy korzyści.

Rating: 4.1/5. From 13 votes.
Please wait...

Facebook Comments