Lincz – nasz sport narodowy

Był zamieszany w kradzież.
Ukradł, czy jemu ukradli… niech posiedzi.
Nie zajmowałaby się nim prokuratura, gdyby nie było powodów.
Niewinnymi wymiar sprawiedliwości się nie interesuje.

Lincz – nasze ulubione zajęcie – stało się dzisiaj sportem narodowym. Dlaczego narodowym? Bo dzisiaj wszystko jest „narodowe”!

Artykuł 42. ust. 3. Konstytucji RP mówi jednoznacznie:

Każdego uważa się za niewinnego, dopóki jego wina nie zostanie stwierdzona prawomocnym wyrokiem sądu.

Głośno ostatnio komentowany przypadek Tomasza Komendy, który odsiedział 18 lat za zabójstwo, którego nie popełnił może wskazywać, że nawet po prawomocnym wyroku sądu nie można mieć pewności. Przypadki skazanych, a nawet straconych, niewinnych niesłusznie oskarżonych nie należą do rzadkości w całym świecie.

Dla chrześcijan podam również cytat Ewangelii wg św. Mateusza – rozdział 7, wersy 1 i 2:

Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni.
Bo takim sądem, jakim sądzicie, i was osądzą; i taką miarą, jaką wy mierzycie, wam odmierzą.

Jesteśmy narodem protestującym w obronie Konstytucji. Większość z nas przyznaje się do religii katolickiej. Jednak naszym sportem narodowym jest lincz. Lincz, czyli publiczna egzekucja przez osoby do tego nieuprawnione, bez przeprowadzenia procesu, bez prawa do obrony, bez niezawisłego sądu. Masowo protestowaliśmy w lipcu 2017 w obronie sądów. W grudniu ponownie się poderwaliśmy do protestów pod hasłem #WOLNESĄDY. To hasło do tej pory jest stale używane i każdy uczciwy człowiek chętnie się pod nim podpisuje. Tylko czy rozumiemy, co to znaczy?

Ta nasza mściwa natura ma jeszcze jeden wymiar. Sobie odpuszczamy dowolne przewiny. Czy to przekroczenie prędkości, czy pracę na czarno – bez płacenia podatków, czy łapówkę dla policjanta. Nie wymieniam poważniejszych naruszeń prawa czy przyzwoitości. Ale nie sądzę, żeby każdy z nas nie miał czegoś takiego na sumieniu. I mamy wiele wytłumaczeń i usprawiedliwień. A jednak… jeżeli wiemy o kimś, komu coś zarzucono – odsądzamy go od czci i wiary. Jak śmiesz chodzić po ulicach! To typowa odzywka przepełnionego miłością bliźniego Polaka katolika. Nie raz to słyszałem.

Czy postanowienie prokuratury o braku przesłanek do prowadzenia postępowania oznacza niewinność? W świetle prawa tak, ale czy oczach współobywateli również? A jeżeli skazany odbył karę – spłacił dług wobec społeczeństwa – czy my umiemy mu też odpuścić winy?

Dlaczego o tym wszystkim piszę? Ano, usłyszałem dzisiaj rano dziennikarza, który powiedział w sprawie Stanisława Gawłowskiego – gdyby nie był winny, to by sąd nie postanowił o 3-miesięcznym areszcie. Skoro dziennikarz – teoretycznie lepiej niż większość z nas przygotowany do komentowania rzeczywistości – nie rozumie tej podstawowej zasady cywilizowanego systemu karnego, sięgającej jeszcze prawa rzymskiego, to czego możemy oczekiwać od zwykłych obywateli?

Zbliżamy się do poważnej próby. Dzisiaj już nie ma wątpliwości, że partia zamierza wykorzystywać narzędzia, które przez ostatnie dwa lata sobie przygotowywała. Żeby nikt jej nie przeszkadzał uwłaszczać się na Polsce. Żeby móc eliminować oponentów, niezadowolonych, krytyków.

Pokażmy, że protestując przeciwko niszczeniu praworządności i porządku konstytucyjnego w Polsce, umiemy też podstawy tej praworządności i konstytucyjnego porządku stosować we własnym życiu. Wspierajmy w ten sposób wolne sądy i niezawisłych sędziów. Dajmy im przykład i pomóżmy im w tych trudnych czasach, kiedy oczekujemy od nich często postaw heroicznych. Nas nic nie kosztuje traktowanie oskarżanych jako niewinnych do czasu prawomocnego wyroku. Sędziowie uniewinniając dzisiaj osoby niesłusznie oskarżane przez podległą rządowi prokuraturę ryzykują karierą zawodową. Czyż nie byłoby im łatwiej ryzykować, gdyby widzieli, że społeczeństwo jest z nimi swoimi postawami, nie tylko w deklaracjach?

Rating: 4.6/5. From 13 votes.
Please wait...

Facebook Comments