Czego się Adrian nauczy i co zrozumie?

— Ja się cały czas czegoś uczę – bez przerwy. Ja się uczę w mieszkaniu, ja się uczę w samochodzie, kiedy jadę, ja się uczę w samolocie, kiedy lecę – ja się cały czas czegoś uczę.
— Jak się nie uczę tego, co mam powiedzieć, to się uczę tego, co będę chciał kiedyś powiedzieć, i wydaje mi się, że warto w związku z tym, więc czytam jakąś książkę. Jeżeli nie to siedzę i uczę się języka, nowe słówka – cały czas się czegoś uczę, bo uważam, że to jest jedyna droga do tego, żeby, cały czas trzymać się na wysokim „C”.

To oczywiście cytat zabawny, jeżeli nie kompromitujący, bo jego autor pokazuje, że jednego na pewno się jeszcze nie nauczył. Nie nauczył się mianowicie myśleć, co zaraz powie. W formie komentarza przypomina się powiedzenie: skąd mam wiedzieć, co myślę, zanim nie usłyszę, co powiem? Zasadą ludzi mądrych jest – wiem co mówię, a nie – mówię, co wiem. A jednak…

Nie ma chyba gorszego przysłowia na dzisiejsze czasy niż – czego się Jaś nie nauczy, tego Jan nie będzie umiał. Za szybko się rozwija świat, żeby można było kiedyś skończyć naukę. Zresztą, kiedy spotykam na Facebooku przyjaciół, którzy swoją formalną edukację zakończyli dziesiątki lat przed tym, jak zobaczyli pierwszy w swoim życiu komputer, to nie mam żadnych wątpliwości, że uczą się całe życie. To truizm i w dużej mierze banał. Mam jednak konkretny powód i cel, żeby o tym pisać.

Przeszłość minęła. Przyszłość być może nastąpi. Teraźniejszość się dzieje właśnie dzisiaj. Jednak nasz aparat poznawczy musi się do czegoś odwoływać. I często gubimy się w następstwie czasów. Przyznajemy ludziom nieograniczony kredyt zaufania albo odmawiamy szacunku na podstawie przeszłości. Albo oddajemy najważniejsze dla nas dobra za obietnice dotyczące przyszłości. I jedno i drugie prowadzi nas wprost do działania wbrew własnemu interesowi. Pewnie niejeden z nas zna historię, jak to kumpel z wojska wrócił, zaproponował wspaniały interes, a na koniec to on miał pieniądze a ten łatwowierny doświadczenie. To samo dzieje się w przestrzeni publicznej. Bardzo często zamiast żyć i decydować tu i teraz chcemy zaufać ze względu na historię albo sprzedać się za obietnice.

Kiedy o głównym architekcie zniszczenia Trybunału Konstytucyjnego mówimy „prokurator stanu wojennego” to opisujemy rzeczywistość historyczną. Przecież jednak nie za to mamy do niego zasadnicze pretensje, co robił 30 lat temu, ale za to, co robi dzisiaj. Gdybyśmy się skupili na przeszłości moglibyśmy wprowadzić ustawę pozbawiającą praw publicznych każdego, kto pracował w prokuraturze w tamtych czasach. Ktoś by szybko dodał poprawkę, że nie dotyczy wybranych do Parlamentu i w efekcie ten, który dzisiaj szkodzi, szkodziłby dalej a setki ludzi, którzy być może wtedy nie byli bohaterami, ale nie byli też szujami, a później wiele zrozumieli i się nauczyli – ci zostaliby poddani szykanom.

Wielu wybitnych polskich patriotów służyło w armiach zaborców. Wielu architektów polskiej wolności i demokracji po 1989 było kiedyś członkami aparatu czy administracji PRL-u albo i PZPR. Oczywiście – kto popełnił przestępstwa powinien odpowiedzieć przed prawem. Próby linczu za daleką przeszłość są nie tylko podłe ale i głupie.

Przypomnijcie sobie, Drodzy czytelnicy to, o czym od dziesięcioleci chcielibyście zapomnieć. Swój najgłębszy i najbardziej skrywany sekret. I odpowiedzcie sobie na dwa pytania – czy mieliście prawo się pomylić i czy od tamtej pory się zmieniliście?

A teraz wyobraźcie sobie, Szanowni Państwo, że ktoś postanowił Was dzisiaj oskarżyć, osądzić i skazać za tamten błąd. Według dzisiejszej wiedzy i dzisiejszych realiów. Czy to by było sprawiedliwe?

Piszę to wszystko, bo mierzi mnie skłonność do grzebania w życiorysach i wydawania osądów na podstawie historii. Kto się nie uczy i nie zmienia poglądów, niech walczy ze szwedzkim najeźdźcą, rosyjskim carem, nazistami z III Rzeszy i z innymi demonami przeszłości. A kto używa głowy nie tylko do noszenia czapki niech wyrozumiałością, którą stosuje wobec siebie, podzieli się z innymi. Szczególnie z tymi, którzy dzisiaj deklarują i czynami potwierdzają te same wartości, które my sami wyznajemy. I cieszmy się, kiedy ludzie mądrzeją, uczą się, rozumieją coraz więcej i chcą być z nami.

Zaraz mi ktoś powie – no tak, ale ten czy tamta już wiele razy zmieniali poglądy, przynależność, sympatie. Jak im wierzyć? Nigdy nie ma pewności. Jeżeli będziemy jednak odpędzać tych, co do których nie ma pewności, to gdzie sami się znajdziemy? Budujmy wspólnotę wokół wartości a nie wokół sojuszy czy etykiet – wtedy na pewno nie zabłądzimy i się nie pogubimy. A że czasem z kimś się rozstaniemy albo z kim innym poróżnimy? To mija. Wartości pozostają.

Wolność, Równość, Demokracja! I Solidarność!

Rating: 4.3/5. From 11 votes.
Please wait...

Facebook Comments