Doświadczenie uczy, że doświadczenie niczego nie uczy…

W wyborach 2015 roku – parlamentarnych do Sejmu – 18,6% uprawnionych do głosowania wybrało nam władzę absolutną. 30,9% uprawnionych do głosowania starało się, ale przegrali. 50,5% nie zabrało głosu (z tego 1,3% próbowało, ale nie umieli oddać ważnego głosu). Takie są fakty. W 2019 roku czekają nas kolejne wybory parlamentarne. To już bliżej, niż dalej. Jakie są prognozy?

Oczywiście nie ma żadnego sondażu, który by na półtora roku przed wyborami mógł w sposób rzetelny prognozować wyniki. Są jednak trendy, są zjawiska społeczne, są zachowania i strategie polityków. Czy coś się w tym obszarze zmieniło w stosunku do okresu sprzed czterech lat – czyli półtora roku przed poprzednimi wyborami?

Wynik wyborów to nie była wygrana partii obecnie rządzącej w Polsce, ale zdecydowanie przegrana całej reszty. Naukowcy twierdzą, że władza absolutna Prawa i Sprawiedliwości wynika z niespotykanego zbiegu okoliczności. Rozbita i skłócona lewica, podzielone centrum, niska frekwencja – w efekcie wiele głosów zmarnowanych, wiele innych o znacznie „mniejszej wartości”.

Tłumaczyłem to już wielokrotnie, więc tylko przypomnę, że w 2015 roku jeden głos wyborcy PSL-u przełożył się na 0,00205161% mandatu poselskiego a jeden głos wyborcy PiS-u przełożył się na 0,00411437% mandatu. Wyborcy PiS mieli dwa razy większy wpływ na sytuację w Polsce, niż wyborcy PSL-u. Naturalnie, nie występuję przeciwko wyborcom PSL-u, ale chcę pokazać, że im większy blok, tym bardziej liczy się każdy oddany na niego głos. Gdyby w wyborach 2015 Platforma Obywatelska, Nowoczesna i Polskie Stronnictwo Ludowe wystąpiły z jednej listy i tylko zsumowały otrzymane głosy, uzyskałyby więcej mandatów. A pewnie doszłaby jeszcze premia za jedność. Tak, czy inaczej, PiS nie miałby wtedy większości w Sejmie i nie mógłby samodzielnie powołać rządu. Nie trzeba tłumaczyć, że przy takim podejściu w kampanii partii, które teraz współpracują, bylibyśmy dzisiaj w zupełnie innym miejscu.

Co się zatem zmieniło od wiosny 2014? Czy jako społeczeństwo zaczęliśmy bardziej myśleć o skuteczności oraz o tym, co chcemy osiągnąć, niż o tym, żeby lepiej się poczuć krytykując innych?

Słyszę apele o jedność. To dobrze. Tyle, że płyną one ze strony „odbiorców” a nie tworzących politykę. Apelują osoby znane, szanowane, często wybitne. Tyle, że ich apele trafiają w próżnię, bo głównie do innych odbiorców. Mamy Koalicję Obywatelską. Dwie partie połączyły się dla celów kampanii wyborczej i deklarują wspólne działania. Wspaniale. Tylko… ta koalicja znowu niewiele łączy i w sumie można raczej podejrzewać, że służy przyłączeniu malejącego elektoratu jednej z nich do większego elektoratu drugiej. Żeby dać wytłumaczenie obrażonym wyborcom – dlaczego mogą ponownie zagłosować na partię, którą raz odrzucili. No i wchłonąć wybitne osobowości, które dały się poznać szerszej publiczności przez media.

Czego nas zatem nauczyło doświadczenie? Czy po traumie wyborczej roku 2015 jesteśmy gotowi coś zmienić w naszym własnym postępowaniu, w podejściu, w postawie? Nie pytam polityków, bo oni mają własne kryteria i zasady. Pytam wyborców. Bo to wyborcy decydują. Politycy dostosowują się do postaw wyborców. A wyborcy… gdzie ich umiejętność przewidywania? Racjonalnego podejścia? Gdzie wreszcie ich rozsądek? Czy znowu zachowają się jak dzieci stojące przed wystawą cukierni? Chcemy wszystkiego, a co to cena – nie wiemy?

Nie apeluję do polityków, bo oni kierują się własnym rozeznaniem i robią to całkiem sprawnie. Apeluję do wyborców. Zacznijmy myśleć! Odrzućmy głupie gadki o tym, że nigdy więcej nie zagłosuję na mniejsze zło. Odrzućmy idealizm i twierdzenia, że nie mam na kogo głosować. Odrzućmy narcyzm i skończmy z gadaniem, że nie moglibyśmy spojrzeć w lustro, gdybyśmy zagłosowali na tego, czy na tamtego. Bo w wyborach nie decydujemy o własnym – dobrym czy złym – samopoczuciu, ale naszym losie na kolejne lata. Kto nie chce mniejszego zła, dostanie większe zło. Za tego, kto nie ma na kogo głosować, zadecydują ci, którzy dobrze wiedzą – i ten wybór nie będzie się mu podobał na pewno. Kto boi się swojego wizerunku w lustrze po wyborach, może zobaczyć w nim tego, kto wprowadził na tron dyktatora.

Gdyby mnie ktoś zapytał, czy wolę żyć w państwie totalitarnym z poczuciem wyższości wobec władzy, czy w państwie wolnym z poczuciem, że nie zagłosowałem na ideał, wiem, co bym odpowiedział. A Ty? Co Ty wybierasz?

Rating: 3.9/5. From 15 votes.
Please wait...

Facebook Comments