Brudna gra ze służbami w tle

Czasami nie można siedzieć cicho. I dzisiaj jest właśnie taki moment. Nie po raz pierwszy zresztą. Bo po raz kolejny można odnieść wrażenie, że się gdzieś zagubiliśmy. I że zaczynamy sami stosować to, z czym walczymy na skalę krajową.

Rządzący łamią nagminnie prawo, łamią konstytucję, uchwalają niekonstytucyjne ustawy. Wielki zryw obywatelski w końcu 2015 roku występował w obronie praworządności i porządku konstytucyjnego. Nie muszę przypominać haseł, które wtedy skandowaliśmy – wszyscy je pamiętają.

Należałoby zadać pytanie – czy można bronić Konstytucji i – świadomie oraz celowo – nie przestrzegać jej zapisów? Czy można bronić niezawisłości sędziów i niezależności sądów, a nie przestrzegać – świadomie oraz celowo – kodeksów? Czy można walczyć o praworządność, a nie stosować się – świadomie oraz celowo – do podstawowych zasad prawa znanych od czasów rzymskich, zawartych w międzynarodowych konwencjach, stanowiących element cywilizacji, w której żyjemy?

Wielokrotnie toczyły się dyskusje, co jest naszym celem. Czy walka o coś, czy walka z czymś lub z kimś. Zawsze uważałem, że walczymy o wartości. Dzisiaj wydaje mi się, że to był być może najważniejszy spór i najpoważniejszy dylemat. A po trzydziestu miesiącach walki o praworządność nie można już chyba udawać, że w spontanicznym zrywie coś nam umknęło.

Oczywiście zaraz ktoś mi zarzuci, że występuję w swojej własnej sprawie. Nie można być adwokatem we własnej sprawie. Jednak nie można zauważyć przecież, że wobec mnie łamany jest artykuł 42. ust. 3 Konstytucji Rzeczypospolitej:

Każdego uważa się za niewinnego, dopóki jego wina nie zostanie stwierdzona prawomocnym wyrokiem sądu

To już stare dzieje. Z czasem wykażę swoją niewinność przed sądem. W ostatnich dwudziestu latach znamy przypadki osób publicznych, które zostały nieprawdziwie oskarżone o różne przestępstwa, i spędziły wiele lat na oczyszczaniu się z zarzutów przed sądami. Jednemu zajęło to 12 lat, drugiemu 8 lat, trzeciemu 10 lat. Osoby aktywne w przestrzeni publicznej oskarżone o pospolite przestępstwa w ramach walki politycznej lub z zawiści czy zazdrości. Wróciły, ale zmarnowano im wiele lat życia. Życia, które mogłyby poświęcić dla dobra powszechnego.

Dzisiaj stoimy przed innym problemem. Nagle masowo przestaliśmy rozumieć rozdział XII kodeksu karnego – artykuły od 106 do 108. Nie będę przytaczał całego rozdziału. Powiem jedynie, że tytuł rozdziału to „Zatarcie skazania”. Zatarcie skazania oznacza, że osoba, która odbyła karę za popełnione przestępstwa lub wykroczenia, po określonym czasie przestaje być uznawana za skazaną. Odbyła karę, odpokutowała swoje winy, rozliczyła się ze społeczeństwem. Ma prawo wrócić do społeczności jako osoba z czystym kontem. To tak, jak dłużnik, który spłacił swój dług. Nie jest już nic winny.

Dzisiaj, a właściwie od kilku dni, przypuszczany jest bezprzykładny atak na jednego z aktywnych działaczy opozycji ulicznej. Działającego od bardzo dawna. Nigdy nie było mi specjalnie po drodze z Maciejem Bajkowskim. I pewnie dzisiaj nawet trudno byłoby nawet powiedzieć – dlaczego. To nie jest jednak istotne. Bo przecież, kiedy walczymy o prawo, to nie walczymy o coś dla siebie i dla swoich najbliższych, ale o zasady. O reguły dla wszystkich. Bo wszyscy jesteśmy równi a prawo dla każdego ma być takie samo. Jaki sens miałaby walka o swoje przeciwko innym? O to, żeby ci, którzy teraz są w opresji, mogli dorwać się do władzy i odegrać za swoje krzywdy? Czy w ten sposób świat stawałby się lepszy? Nie sądzę. Śpiewał o tym Wojciech Młynarski w piosence „A wójta się nie bójta”.

Zamierzam dzisiaj pójść pod Sejm i powiedzieć Maciejowi Bajkowskiemu, że jestem po stronie wartości i prawa – przeciwko nagonkom i linczom. Zwłaszcza, że przecież wiemy, kto tę walkę w gronie opozycji ulicznej inspiruje i komu jest ona na rękę. Zachęcam wszystkich uczciwych ludzi, by odstąpili od niegodnych kampanii nienawiści wobec kogokolwiek. Nawet wobec przeciwników politycznych. Jeżeli komuś jest trudno, niech podejmie dogłębną refleksję i przypomni sobie, tak uczciwie, najbardziej haniebny moment w swoim życiu. Potem niech się zastanowi, czy chciałby, żeby dzisiaj go według tamtego momentu oceniano.

Każdy ma prawo do błędu. Każdy ma prawo swój błąd naprawić. I każdy ma prawo wrócić do życia mądrzejszy. A może ktoś uważa, że on lub ona nie ma prawa do błędu?

Z tego, co mi wiadomo, w świetle prawa Maciej Bajkowski jest osobą niekaraną, z czystym kontem. Jeżeli ktoś ma zastrzeżenia do jego obecnej działalności i uważa, że są one na tyle ważne, że warto je dzisiaj wyciągać, niech o nich mówi. Czy przykryją one zasługi Macieja dla działań wszystkich grup i środowisk w ostatnich miesiącach? To już kwestia oceny każdego z osobna. Każdy jednak, kto dzisiaj pomija zatarcie wyroku i traktuje Macieja tak, jakby był dopiero przed procesem, łamie prawo i staje po stronie dzisiaj rządzących. To u nich interes polityczny stoi ponad prawem a prawo jest wyłącznie narzędziem dla pognębienia przeciwników. Nam, walczącym o praworządność, taka postawa nie przystoi.

A jeżeli ktoś walczy o wyłącznie o swoje prawa, interes całego społeczeństwa odkładając na bok – czy sądzi, że łamiąc prawa innych wzmocni swoje? Z punktu widzenia logiki nie składa się to w całość.

Apeluję – szanujmy Konstytucję RP, szanujmy kodeksy i ustawy, które nie zostały uchwalone z naruszeniem prawa. I szanujmy dobry obyczaj. Inaczej nasza walka stanie się jedynie brudną grą, a służby podsuwając kolejne pikantne szczegóły z życia różnych osób będą się doskonale bawić rozbijając nas na nic nie znaczące małe grupki.

Ktoś się jeszcze dziwi, że trudno zorganizować dzisiaj zauważalną demonstrację? Że na ulicach jest nas mało a wielu wycofało się do swoich bezpiecznych enklaw? Że zaczynamy się urządzać w tej czarnej rzeczywistości, w której się znaleźliśmy? To właśnie efekt takich rozgrywek. Bo coraz częściej zapominamy o sprawie, dla której się zebraliśmy, a zajmujemy samymi sobą.

Rating: 4.6/5. From 19 votes.
Please wait...

Facebook Comments