Ulica i zagranica czyli Zenon Kliszko wiecznie żywy

Główne hasła propagandy PiS są wprost wzorowane na hasłach propagandy PRL-u. 10 kwietnia 1968 roku Zenon Kliszko, najbliższy współpracownik Władysława Gomułki grzmiał z sejmowej trybuny, że posłowie Znaku kierowali swoją interpelację do „ulicy i zagranicy”. Władza ludowa, wprowadzona dzięki międzynarodowej współpracy a nawet presji i przemocy, obawiała się ulicy (czyli ludu) i zagranicy (czyli społeczności międzynarodowej). Brak logiki i zaprzeczenie deklarowanym ideałom są tutaj ewidentne.

Prawo i Sprawiedliwość deklarowało, że będzie słuchać ludzi oraz że umocni pozycję Polski na arenie międzynarodowej. I również, podobnie jak komuniści za czasów Gomółki, boi się „ulicy i zagranicy”. W przypadku PiS-u sytuacja jest jeszcze bardziej kuriozalna, bo partia ta wciągnęła na sztandary walkę z PRL-em (poza drobnym incydentem uwielbienia prezesa Kaczyńskiego dla Edwarda Gierka), jednak z dokonań, zwłaszcza tych propagandowych i ideologicznych, czerpie pełnymi garściami. Kiedy się obserwuje i słucha przemówień prezesa Kaczyńskiego można czasem odnieść wrażenie, że nie tylko czerpie, ale wprost powiela. Mimika, gestykulacja, argumentacja, język i artykulacja wydają się wprost zaczerpnięte od „Wiesława”.

Skoro tyle jest podobieństw między Polską końca lat 60-tych XX wieku i drugiej połowy drugiej dekady XXI wieku, to warto się zastanowić, czy są jakieś różnice. Po stronie władzy nie odnajduję znaczących różnic. Nawet niektóre twarze pozostały te same i z równym zaangażowaniem walczą o utrwalenie „dobrej zmiany” jak kiedyś walczyły o utrwalenie „władzy ludowej”. Boją się, podobnie jak wtedy, „ulicy i zagranicy”. Prawa ekonomii mają za nic, podporządkowując gospodarkę ideologii. Wolności obywatelskie i prawa człowieka uważają za szkodliwe fanaberie. Praworządność rozumieją jako prawo do rządzenia bez żadnych ograniczeń. Być może osoby świadomie obserwujące w tamtych czasach scenę polityczną wskazałyby pewne niuanse. Ale zasadniczych różnic nie widać.

Różnica jest po stronie społeczeństwa obywatelskiego. W tamtych czasach nieliczni mieli wystarczającą świadomość i determinację, żeby się przeciwstawiać autorytarnej władzy. Dzisiaj ogromna część społeczeństwa to obywatele świadomi swoich praw i obowiązków, rozumiejący podstawowe zasady demokratycznego państwa prawnego i umiejący je stosować w praktyce. To jest ta mityczna „ulica”, której bali się komuniści i boją się dobrozmianowcy. Komuniści bali się jej, bo rozumieli, że ona może urosnąć i im zagrozić. Dobrozmianowcy boją się jej, bo poznali jej siłę i wiedzą, że w razie otwartej konfrontacji wokół podstawowych zasad i wartości nie mają żadnych szans. Stąd cała propaganda, która próbuje niepostrzeżenie zmienić znaczenie słów tak, żeby mogli nadal używać słów utrwalonych i znanych na określanie sytuacji zupełnie nowych i sprzecznych ze zdrowym rozsądkiem, prawem, kulturą europejską i cywilizacją grecko-rzymską. Nic dziwnego, że rządzący boją się „ulicy” – bo to ta właśnie „ulica” pozbawi ich władzy.

Jest również różnica w otoczeniu międzynarodowym Polski. W tamtych czasach byliśmy siłą wcieleni w sojusze, układy i porozumienia z innymi państwami totalitarnymi bloku wschodniego – a wszystko to miało miejsce pod militarną i polityczną presją Związku Radzieckiego. Dzisiaj Polska jest członkiem Rady Europy, Unii Europejskiej i NATO, ratyfikowała międzynarodowe konwencje i porozumienia. A wszystko to działo się z woli i z poparciem obywateli. To obywatele chcieli stać się pełnoprawnymi członkami wolnej międzynarodowej społeczności. Wybrali kierunek rozwoju dla Państwa – w stronę świata wolnego, świadomego i zamożnego. Weszliśmy do tego świata, o którym wcześniej marzyły pokolenia Polek i Polaków, z przekonania i w nadziei, że pomoże on nam utrzymać właściwy kierunek i podtrzymać najważniejsze wartości. To jest ta „zagranica”. „Zagranica”, która nie będzie ingerowała w nasze sprawy wewnętrzne, jak kiedyś robił to blok wschodni. Ale ta „zagranica” w imię naszych wspólnych wartości udzieli nam wsparcia, kiedy będziemy o nie prosić. Bo to nie rząd ani parlament wchodził do porozumień, układów, paktów i unii, ale my wszyscy. I to nam – obywatelkom i obywatelom – porozumienia i konwencje gwarantują nasze prawa. Tak, ta „zagranica” może wesprzeć obywateli. A to przez władzę, która chce postrzegać swoją rolę jako kierowniczą i nadrzędną wobec społeczeństwa, może być odbierane jako zagrożenie. I słusznie!

Władza, która zagraża obywatelom i łamie podstawowe wartości uznane przez społeczność międzynarodową, powinna się bać. Ulica i zagranica są gwarancją dla obywateli i zagrożeniem dla władzy totalitarnej. Wiedział o tym Gomułka, wie o tym Kaczyński. Wiedział o tym Kliszko, wiedzą o tym Błaszczak czy Brudziński.

A my? Cóż, cieszmy się, że jest nas tylu – wolnych i świadomych obywateli – w Polsce oraz że zdążyliśmy nawiązać tak silne więzi międzynarodowe, które dzisiaj pozwalają nam skutecznie walczyć o nasze prawa, wolności i swobody zagwarantowane w Konstytucji i międzynarodowych konwencjach. I przyznajmy na koniec rację liderom rządzącej autorytarnej władzy – tak, pokona Was „ulica i zagranica”. Tak, jak pokonała, w znacznie trudniejszych warunkach, komunistów – Waszych prekursorów.

Rating: 4.6/5. From 12 votes.
Please wait...

Facebook Comments