Skąd wiem, że myślę? Bo wątpię!

Każdy z nas pamięta i w środku nocy obudzony wyrecytuje:

Myślę, więc jestem.

Kartezjusz jednak nie ograniczył się do tego krótkiego zdania. Wiedział, że może ono być zbyt prostym wytrychem dla bezmyślnych, którzy chcieliby podnieść sobie samoocenę. Bo jak wykazać, że myślę? No właśnie. Nawet najbardziej wyrafinowane badania aktywności mózgu, nieznane przecież w czasach Kartezjusza, nie są dzisiaj w stanie pokazać co konkretnie się dzieje w głowie człowieka i jaką to ma „wartość”. Bo czym jest myślenie?

Bezmyślność jest wygodna. Realizujemy pierwszy z brzegu pomysł. Bez analizy czy jakiejkolwiek refleksji uznajemy go za najlepszy. Albo pierwsze wrażenie bierzemy za rzetelną i pogłębioną ocenę. Osobę, której nie lubimy, oceniamy po cechach zewnętrznych, nieistotnych, nie zauważając samej istoty jej nagannych działań. Nasze oceny odnosimy do emocji, nie do faktów. I nadajemy im walor obiektywizmu podporządkowując im nawet pseudo-rzetelne-analizy.

Kawaler, niskiego wzrostu, bez konta bankowego czy karty płatniczej, mieszkający z mamą, nie prowadzący samochodu… która z tych cech jest naganna? Czy każdą osobę, która spełnia powyższe warunki, oceniamy tak samo? A może to tylko preteksty, żeby wyrazić naszą niechęć? W ten sposób, poddając się emocjom i nadając im walor obiektywności, pozbawiamy się możliwości dotarcia do sedna sprawy. Pewność, oparta na nieprawdziwych przesłankach, zabiera miejsce wątpliwościom. A wiara zastępuje myślenie. W taki sam sposób zaczynamy oceniać naszych najbliższych i współpracowników.

Kiedy nie mamy wątpliwości, świat jest prosty. Tylko, niestety… nieprawdziwy. Od nieprawdziwej wizji rzeczywistości już tylko krok do schizofrenii. Oczywiście są metody naukowe, które pozwalają obalać nieprawdę i uzyskiwać najwyższy poziom pewności dostępny na podstawie aktualnej wiedzy. Dzisiaj wątpliwości co do skuteczności szczepień ochronnych, nieszkodliwości organizmów genetycznie modyfikowanych, globalnego ocieplenia czy podejrzenia, że smugi pozostawiane przez samoloty na niebie to rozpylane środki antykoncepcyjne – te wątpliwości wynikają z niewiedzy. Podobnie jak wątpliwości, czy kiedy do dwóch jabłek dodamy dwa kolejne będziemy mieć cztery jabłka. Ale przecież i w nauce jest wiele wątpliwości, a naukowcy stale zajmują się ich badaniem i wyjaśnianiem.

W życiu jest trudniej – nie ma rzeczy pewnych. Znaczy są. Pewne są wartości i zasady. Ale na tym koniec. Nie mamy pewności, że nasze działania przyniosą oczekiwany skutek. Nie mamy pewności, że nasze oceny są prawdziwe. Nie mamy pewności, że mamy rację zawsze i wszędzie. Każdy z nas nieraz się mylił i nieraz zmieniał zdanie. Każdy, kto myśli. Kto ma wątpliwości. Mając takie doświadczenie – czy możemy z całkowitą pewnością i przekonaniem twierdzić, że dzisiaj już się nie mylimy? Że to, co dzisiaj uważamy, jest ostateczne? Że teraz to już na pewno? Że wcześniej się myliliśmy, ale dzisiaj już mamy rację?

Myślę, więc jestem.
Skąd wiem, że myślę?
Bo mam wątpliwości.

A Ty? Jesteś pewna, jesteś pewien swoich ocen i przekonań? A może dołączysz do grona wątpiących?

Kiedy spotykam osobę, która mnie przekonuje, że wie na pewno, że to wspaniały pomysł i że każdy inny jest chybiony, że tylko jego/jej droga prowadzi do celu… przechodzę na drugą stronę ulicy. Tak można działać w paramilitarnych bojówkach czy w organizacjach antydemokratycznych. W środowiskach liberalnych nie ma miejsca na „jedna drogę”. Jest za to miejsce na wspólne cele. Rozmawiajmy o celach. O tym, co chcemy osiągnąć. I pamiętajmy, wątpliwości są oznaką myślenia. Nadmierna pewność siebie jest znakiem przeciwnym. Jakże łatwo zastąpić dewizę Kartezjusza nową:

Skąd mam wiedzieć, co myślę, zanim nie usłyszę, co powiem?

Tylko czy wtedy jeszcze możemy mówić o myśleniu i świadomym działaniu?

Rating: 4.2/5. From 14 votes.
Please wait...

Facebook Comments