Strach ma wielkie oczy

Funkcjonariusze dobrej zmiany, nie bójcie się! Nie odpłacimy wam waszą miarą! Zapewnimy wam uczciwe procesy przed niezawisłymi sądami i pełnię praw więźnia w zakładach zamkniętych. Zaczniemy zaś od zapewnienia wam tego, czego wy dzisiaj odmawiacie ludziom – prawa do uczciwego procesu i domniemania niewinności.

Dzisiaj jedynym waszym zmartwieniem powinno być, żebyście trafili pod sąd już po tym, jak stracicie władzę. Bo dzisiaj władza, którą tworzycie, nie zagwarantuje wam żadnych praw. Walka frakcyjna w obozie władzy jest bezwzględna i brutalna – tutaj nie obowiązują żadne reguły ani zasady.

Każda dyktatura musi się kiedyś skończyć. Jeżeli zaś nie sama dyktatura, to chociaż dyktator, a wraz z nim jego najbliższa ekipa. Śpiewał o tym Jan Kobuszewski w niezapomnianej piosence Wojciecha Młynarskiego – „A wójta się nie bójta”. W najstarszej chyba dzisiaj dyktaturze – siedemdziesięcioletniej Korei Północnej – rządzi trzeci już dyktator. Większość zaufanych współpracowników każdego z nich kończy życie przedwcześnie. Rotacja wokół „ukochanego przywódcy” jest znacznie szybsza, niż na tronie.

Tysiącletnia III Rzesza Niemiecka przetrwała zaledwie 12 lat, chociaż w tym czasie zdążyła wymordować dziesiątki milionów ludzi na całym świecie. Dyktatura proletariatu w Związku Sowieckim bardzo szybko przekształciła się w dyktaturę grupy typu mafijnego, zaś rotacja na tronie przyspieszała w miarę erozji ustroju i jego ideologii. Po gruntownej wymianie elit wróciła w nowej formule – i dzisiaj znowu odzyskuje pozycję. Cóż to jednak za pociecha dla tych wszystkich, którzy otarli się o szczyty, a potem zniknęli w nie do końca wyjaśnionych okolicznościach?

Bardzo często podwładni dyktatora mają większe szanse na długie i szczęśliwe życie, niż on sam. Bo on, żeby utrzymać swoją pozycję, ani na chwilę nie może zrezygnować z czujności i podejrzliwości. Bez zaufania, bez oparcia w najbliższych, bez życzliwości otoczenia… pozostaje strach. Ciągły stres. Lęk i obawy. Co, jeżeli nie zdążę na czas wykryć pierwszych symptomów zdrady? Czy moi informatorzy na pewno są lojalni? Czy ci, których rozstawiam na szachownicy, nie utworzą koalicji przeciwko mnie?

Tak się nie da długo żyć. Komfort życia zanika, a miejsce satysfakcji zajmują nerwice, natręctwa i obsesje. To dotyczy w największej mierze dyktatora, jednak nie omija i tych, którzy przy nim próbują zrobić karierę. Z czasem ich cynizm zamienia się w pogłębiającą się depresję i totalne osamotnienie.

To moje refleksje po tym, jak zareagował obóz tzw. dobrej zmiany na moją ostatnią krótką wypowiedź opublikowaną na Facebooku. Opowiedziałem znajomym w kilku zdaniach o tym, co nasze Stowarzyszenie Wolność Równość Demokracja robi. Zaprosiłem do współpracy i poprosiłem o wsparcie.

Każda pozarządowa organizacja społeczna w ten sposób dociera do swoich sympatyków i współpracowników. Większość też w ten sposób pozyskuje środki na działanie. Chyba, że ma zapewnione trwałe źródła finansowania niezależne od społeczeństwa obywatelskiego – na przykład jest finansowana przez partię rządzącą.

Spodziewałem się nieco hejtu. Spodziewałem się odgrzewania starych kotletów przez ludzi, którzy nic nie wiedzą, ale za to bardzo nienawidzą. Niemniej, nie spodziewałem się tak zmasowanego ataku ze strony mediów prorządowych oraz zakamuflowanych w tak zwanych mediach niezależnych agentów „dobrej zmiany” oraz symetrystów (co w sumie na jedno wychodzi).

Ta niezwykle czytelna i jednoznaczna reakcja w sposób oczywisty potwierdza jedną prawdę – dyktatura Jarosława Kaczyńskiego zmierza ku upadkowi, choć ten upadek może jeszcze długo potrwać. Może i dłużej, niż jej tryumfalne budowanie. Koniec jednakże jest nieuchronny, a kierunek już absolutnie czytelny.

Bo dyktatura, która boi się dwuminutowego filmiku na Facebooku, jest w istocie grupką wystraszonych szóstoklasistów, którzy dali się nakryć na paleniu papierosów w krzakach przy szkole. Nie twierdzę, że nie zaszkodzą już Polsce. Nie twierdzę, że nie dojdzie do poważnych ofiar ze strony społeczeństwa polskiego. Nie twierdzę, że nie należy poważnie wziąć się za odebranie im władzy i przywrócenie europejskich standardów państwa prawnego.

Wszelako ich strach jest bardziej niż czytelny. Na demonstracjach ulicznych, gdzie jest więcej policji, niż demonstrujących. Na spotkaniach, podczas których teoretycznie rządzący mają słuchać ludzi, gdzie coraz częściej wstęp ogranicza się tylko dla zaufanych zwolenników. Na twarzach ich przedstawicieli, którzy w wolnym świecie muszą się zmierzyć z wolnością słowa i protestowania – jak chociażby Andrzej Duda w Australii. Strach. Wszechobecny strach. Tak się skończycie.

Módlcie się, bo to umiecie, żeby stanąć przed sądem już po tym, jak wasz obóz straci władzę. Bo dzisiaj niczyje prawa nie są szanowane. A konkurentów w walce o pozycję w strukturze dyktatury osądza się zawsze najsurowiej.

Rating: 4.0/5. From 38 votes.
Please wait...

Facebook Comments