Nie wystarczy zagłosować!

W październiku wybierzemy najważniejszą być może dla nas władzę. Władzę, która jest najbliżej nas. Władzę, która decyduje o sprawach dla nas najważniejszych. O naszej ulicy, o naszej wodzie, o naszym chodniku. W efekcie również o wartości naszego mieszkania czy domu. I o tym, w jakim miejscu będziemy żyć. Tymczasem do dyspozycji władza samorządowa ma ogromne fundusze – nie tylko z naszych podatków, bo rozdziela również większość pieniędzy pochodzących z Unii Europejskiej.

Niemniej te wybory mają również charakter plebiscytu. Podobnie jak wybory w 1989 roku. Wtedy gremialnie opowiedzieliśmy się za wolnością, demokracją, wolnym rynkiem – przeciwko skompromitowanej dyktaturze komunistycznej. Dzisiaj możemy się opowiedzieć przeciwko kompromitującej się dyktaturze populistów z narodowo-socjalistycznymi sympatiami i aliansami.

Jest to szczególnie ważne dla tego, co w wyborach samorządowych najważniejsze. Bo ideą samorządu jest to, abyśmy sami lokalnie decydowali o tym, co nam najbliższe. Niestety, rządzący dzisiaj w Polsce mają szczególną awersję do idei samorządności, stawiając na pełną centralizację. Od centralizacji ideologicznej, która objawia się wrogością wobec wszystkiego, co inne, co wolne, co niepodporządkowane a kończąc na śmiesznych pomysłach centralizacji wszystkiego – centralne zarządzanie organizacjami pozarządowymi, centralne rozdzielanie pieniędzy, centralny port lotniczy, centralny port morski, centralny dworzec kolejowy. W czasach słusznie minionych centralne planowanie było przyczyną pogłębiającego się kryzysu ekonomicznego i pogłębiania przepaści cywilizacyjnej między wolnym światem, uciekającym do przodu, a światem demokracji ludowej.

Dla tych z nas, którzy świadomość społeczną uzyskali przed 1989 rokiem to sprawy oczywiste – wręcz banały. Dla tych, którzy nie załapali się na PRL to puste frazesy i straszenie czarnym ludem. Dzisiaj jednak stoimy przed historyczną decyzją. Rządzący wyznaczyli kierunek na PRL-bis. Zniszczyli już wszystkie osiągnięcia w obszarze demokratycznego ustroju państwa i nowoczesnej cywilizacyjnej koncepcji szacunku dla człowieka. Wszystkie – trójpodział władzy, liberalizm, mechanizmy kontrolne państwa, rządy prawa, prawa człowieka… można by wymieniać długo. Ostatkiem sił broni się jeszcze Sąd Najwyższy. Zostały już tylko samorządy.

Bardzo łatwo możemy stracić wpływ na nasze życie. Jeżeli oddamy samorządy tym, którzy chcą realizować centralne plany i pomysły, skupiają się na wdrażaniu ideologii pochodzącej od jednego przywódcy, chcą wszystkich ustawić w równych rzędach i zorganizować im życie – przyczynimy się walnie do tryumfu PRL-bis. I mam nadzieję, że dzisiaj już nikt nie powie, że to tylko bezpodstawne straszenie PiS-em. Ten argument pomógł PiS-owi wygrać wybory w 2015 roku. Tymczasem dzisiaj już chyba nikt nie powie, że ostrzeżenia przed tymi ludźmi – pełnymi pogardy dla innych – i tą ideologią – w której liczy się tylko nasz interes i nasza władza – że były one bezpodstawne.

Ażeby oddać im tę naszą wolność najważniejszą i najbliższą sercu wystarczy zrobić jedną z trzech rzeczy. Po pierwsze nie pójść na wybory – wybiorą ci, którzy są bardziej zdyscyplinowani i zmotywowani. Wiemy, kto to będzie. Po drugie nie włączyć się w organizację i kontrolę wyborów. Mieliśmy ostatnio głośną sytuację w jednej miejscowości w północnej Polsce, gdzie na 9 osób w komisji wyborczej w wyborach uzupełniających 6 osób reprezentowało partię rządzącą. W takiej sytuacji nie jest potrzebny żaden centralny plan fałszowania wyborów. Wystarczy, że komisje będą nieco tendencyjnie oceniały ważność poszczególnych głosów. Dlatego tak ważne jest, żeby przystępować do komisji wyborczych, pełnić funkcję mężów zaufania oraz obserwatorów społecznych.

Po trzecie wreszcie możemy nieodpowiedzialnie zagłosować. Albo zmarnować swój głos (a musimy pamiętać, że podzielenie głosów na zbyt wiele komitetów może prowadzić do nadmiernej siły dla tych, którzy umieją iść w zgodnym bloku), albo nie sprawdzić, na kogo głosujemy i poprzeć tych, którzy tylko z nazwy są niezależni (a coraz więcej jest sygnałów z całej Polski, że pojawiło się wiele komitetów wyborczych, których jedynym celem jest wejście w koalicję albo wprost dołączenie do partii rządzącej zaraz po ogłoszeniu wyników wyborów).

W wyborach prezydenckich mamy prostą sytuację. Liczy się kilku kandydatów, w drugiej turze jest ich dwóch. Prosty wybór, łatwo wszystko sprawdzić, łatwo przekazać, kto za czym się opowiada i co sobą reprezentuje. W wyborach samorządowych wybieramy dziesiątki tysięcy ludzi. Każdy musi sam w swoim okręgu, w swojej małej ojczyźnie, sprawdzić z kim ma do czynienia. Bo w dniu głosowania, na podstawie wpisu na karcie wyborczej na pewno nie dowiemy się, jakie wartości reprezentują poszczególni kandydaci, ani jakie są ich szanse na uzyskanie wyniku, który da nam poczucie, że nie zmarnowaliśmy głosu.

Zbliżają się niezwykle ważne dla naszej przyszłości wybory. Pytam, ilu z nas – wyborców – nawet nie ma świadomości, że jakieś wybory będą? To zadanie dla tych najaktywniejszych. Nie czekajmy, nie siedźmy z założonymi rękami, bo my pójdziemy i zagłosujemy. To za mało. Zaangażujmy się w przekonanie swoich sąsiadów, kolegów, rodziny. Musimy tłumaczyć, jak wielkie przed nami stoi wyzwanie i jak wiele zależy od każdego z nas. W demokracji bowiem to obywatele decydują. Wszyscy obywatele – nie tylko politycy. A w tych wyborach – bardziej, niż w jakichkolwiek innych – decydujemy o naszej przyszłości.

Rating: 4.6/5. From 10 votes.
Please wait...

Facebook Comments