Przyjaciół nikt nie będzie mi wybierał, wrogów poszukam sobie sam!

Pawlak w „Samych swoich” protestował: – No, jakim prawem on mi na moje niebo wlata?! Śmiałem się też, kiedy mi napisano – spadaj z mojego internetu. Tymczasem przecież każdy ma prawo do prywatności. Nie każdy musi rozumieć, co piszę. Ja też nie muszę rozumieć każdego. Mogę też nie akceptować jakichś zachowań czy jakiegoś języka.

Kiedy napisałem kiedyś na Facebooku o masowych atakach hejterów na moje konta, ktoś napisał mi: – czy każdy, kto Pana krytykuje, jest hejterem? Oczywiście, że nie. Jest zasadnicza różnica między krytyką a hejtem. „Jesteś idiota, debil, alimenciarz, oddaj kasę, popier…iło cię, spadaj, co tu jeszcze robisz, jak Ci nie wstyd tu pisać” – to hejt. Nie zgadzam się z Tobą, powinieneś to powiedzieć inaczej, jesteś w błędzie, nie uwzględniłeś ważnych aspektów sprawy, zwróć uwagę, że… – to krytyka.

Jak odróżniam krytykę od hejtu? To proste. Kiedy widzę, że rozmówca jest zainteresowany tym, co napisałem i chce o tym porozmawiać, to nawet kiedy w 100% się nie zgadzamy, mamy obszar do rozmowy. Kiedy widzę, że rozmówca chce wykazać swoją wyższość moralną, intelektualną czy jakąkolwiek inną – to rozmowa nie ma sensu.

Co jednak, kiedy nie zrozumiem intencji rozmówcy? Czy może być tak, że on chce porozmawiać, a ja uznaję, że uprawia hejt? Oczywiście! To znaczy, że rozmawiamy różnymi językami. Czy w takiej sytuacji jest sens ciągnąć rozmowę? Czy jesteśmy w stanie nauczyć się swoich języków, jednocześnie nie zgadzając się co do meritum? Wątpię.

Jeżeli ktoś uprawia hejt, nie rozmawiam z nim i zamykam możliwość komunikacji. Nie chcę widzieć, co on ma do powiedzenia i nie chcę, żeby widział, co mówię. Jeżeli rozmawiamy różnymi językami sytuacja jest dokładnie taka sama. Nie zrozumiemy się, nawet jeżeli używamy tych samych słów. Bo tym słowom przypisujemy różne znaczenie. Na poziomie intelektualnym albo emocjonalnym.

Czy mam prawo banować na Facebooku, Twitterze albo w innych miejscach w internecie? A dlaczego nie? Nie każdego wpuszczam do domu. Nie z każdym umawiam się na piwo. Nie z każdym podejmuję rozmowę w pociągu czy autobusie. Czy to zaprzeczenie demokracji? Naruszenie wolności słowa? Elitaryzm albo wywyższanie się? Nie sądzę. Demokracja to równe prawa – obywateli wobec państwa, obywateli w społeczeństwie i równy wpływ na wspólne sprawy. Wolność słowa to wolność wypowiadania a nie obowiązek słuchania dla innych. Nawet polityk wybrany w wyborach i sprawujący urząd za pieniądze podatników i dla dobra obywateli nie musi z każdym zawsze i wszędzie rozmawiać. Są procedury, które regulują, kiedy i na co musi odpowiedzieć lub zareagować. Dlaczego akurat ja miałbym być zobowiązany do przyjmowania obelg od każdego i miałbym każdemu pozwalać wchodzić w obszar mojej prywatności?

W latach osiemdziesiątych Andrzej Garczarek śpiewał Przyjaciół nikt nie będzie mi wybierał. Pozwolę sobie dzisiaj przywołać ten utwór. I przypomnę – nie mam obowiązku rozmawiać z każdym. Zwłaszcza z tym, z kim rozmowa nie przyniesie nic dobrego. Ban to nie wyraz pogardy czy potępienia. To wyraz bezsilności. Nie znam języka, którym dana osoba przemawia i nie umiem się z nią porozumieć. Żeby nie dopuścić do nieporozumień i narastania złych emocji, przerywam komunikację.

Rating: 4.0/5. From 24 votes.
Please wait...

Facebook Comments