Zaorać aktywniejszą połowę Polaków? Co potem?

Usłyszałem wczoraj:

Sejm zaorać, zabronować, wyciąć chwasty, posiać ziarno.

I poczułem się nieswojo. Ktoś chce mnie zaorać. Bo przecież Sejm to przedstawiciele narodu, społeczeństwa, wyborców. Ja głosowałem w wyborach parlamentarnych. Wynikiem głosowania połowy Polek i Polaków (oraz niegłosowania drugiej połowy) wybrany został Sejm w takim składzie, z jakim mamy do czynienia od trzech już prawie lat. Jeżeli ktoś chce zaorać przedstawicieli, to tak, jakby chciał zaorać tych, których oni reprezentują. W dawnych, barbarzyńskich czasach, zabijano posłańców przynoszących złe wieści. Czyżby te czasy miały wrócić?

Denerwuje mnie przekonanie niektórych mniejszości, że wiedzą lepiej, co uszczęśliwi cały naród. I są gotowe uszczęśliwić na siłę swoich współobywateli. Czy tak ma wyglądać demokracja, o którą walczymy? Może nie o demokrację nam chodzi, ale żeby nasze było na wierzchu za wszelką cenę?

Zacytowany głos nie był jedynym, który w podobnym duchu wypowiada się o rozwiązywaniu naszych polskich problemów. Kto inny stwierdził, że:

Beneficjenci 500+ powinni głosować w trosce o Polskę a nie o własny interes.

Czym zatem miałoby być dobro Polski, jeżeli nie dobrem jej obywateli? Dlaczego beneficjenci programu pomocy dla rodzin mieliby głosować przeciwko swojemu dobru? To przedsiębiorcy mają głosować za podwyższaniem podatków? Pracownicy za wydłużaniem czasu pracy? Kierowcy za podniesieniem stawek ubezpieczeń? Pacjenci za dłuższymi kolejkami do lekarzy? To zadaniem polityków jest przedstawianie programów. Wyborcy wybierają to, co im najbardziej pasuje. Tak się dzieje na całym świecie. W Polsce nie może być inaczej.

Od prawie trzech lat mówię głośno, że politykę trzeba zmieniać. Że partie są słabe, zaś obywatele mało zaangażowani. Że brakuje współpracy między politykami i wyborcami. Że konieczne jest wzmocnienie partii przez obywateli oraz wzmocnienie roli obywateli poprzez zaangażowanie ze strony polityków. Pozostaje jednak zawsze pytanie o to, czy zajmujemy się wyrażeniem swoich emocji, czy poprawianiem sytuacji, która nas niepokoi. Nastroje antysystemowe znane są w całym świecie. Nie jest jednak znany kraj, w którym antysystemowe podejście rozwiązałoby jakikolwiek problem. Antysystemowe podejście rodzi populizm. Ten zaś oferuje proste rozwiązania na skomplikowane problemy. Głównie wskazywanie winnych. Najczęściej zbiorowych winnych. Żydzi, masoni, Romowie, obcokrajowcy, księża, wegetarianie, cykliści wreszcie… Tą drogą chcemy iść w Polsce? Będziemy szukać winnych i ich „orać”, „bronować”, „wycinać”? Albo pozbawiać głosu, bo mają inne przekonania, niż nasze – tych, co to wiedzą lepiej?

Nie tędy droga. Chrześcijanie uważają, że raz w historii świata udało się zburzyć świątynię i odbudować ją w trzy dni. Ale kto by chciał ogłaszać dzisiaj, że zrobi to samo, musiałby być uznany za bluźniercę. Ci, którzy nie wierzą w Jezusa Chrystusa, uznaliby propozycję zburzenia i szybkiego odbudowania wszystkiego za objaw choroby psychicznej. Zamknęliby kogoś, kto by takie pomysły proponował, obok tych, co się uważają za Napoleona albo za Aleksandra Wielkiego.

Dlaczego zatem tak powszechnie akceptowane są pomysły, które sprowadzają się w istocie do tej właśnie koncepcji? Dlaczego powtarza się głosy o wymianie klasy politycznej, o zaoraniu parlamentu, o wycięciu chwastów i wymianie twarzy? Czy na granicach Polski stoi świeża, nieużywana, gotowa do działania klasa polityczna, która tylko czeka na jedno słowo, żeby wziąć się do uczciwej roboty? Może jakaś tajemna siła powstrzymuje uczciwych ludzi od zaangażowania się w politykę, zmuszając jednocześnie wyborców do głosowania wbrew swoim sympatiom i przekonaniom? Może wyniki wyborów są ustalane znacznie przed głosowaniem a później tylko przekazywane do publicznej wiadomości?

Teorie spiskowe. Proepidemicy (antyszczepionkowcy), wyznawcy chemitrails (smugi na niebie powstałe z rozpylania środków antykoncepcyjnych z samolotów pasażerskich przez światowy rząd), zaprzeczający globalnemu ociepleniu, zwalczający nowoczesne technologie w hodowli roślin (anty GMO), wyznawcy teorii płaskiej ziemi… Kto jeszcze? Dzisiaj piewcy nowej lepszej klasy politycznej, która przebiera nogami, żeby się wziąć do roboty, na którą czeka cały naród, ale jakaś tajemnicza wroga siła uniemożliwia im przejęcie władzy i uszczęśliwienie wszystkich Polek i Polaków.

Nie zgadzam się z teoriami spiskowymi, chociaż mam świadomość istnienia spisków. Jednym z takich spisków jest wmawianie ludziom, że mogliby być szczęśliwi, gdyby nie jakaś tajemnicza siła, która powstrzymuje „dobrych ludzi” przed działaniem „dla dobra wszystkich”. Ta tajemnicza siła, to zbiorowa mądrość, doświadczenie i rozsądek. Im więcej osób uwierzy jednak w teorie spiskowe, tym większe szanse na to, że ich kosztem wzmocnią się populiści te teorie propagujący. Dlatego tak ważne jest, żeby włączyć się w to, co działa, i pracować dla ulepszenia i wzmocnienia. Teorie o nowym początku, trzeciej drodze, o tym, że może być inaczej, jeżeli tylko wymienimy jednych na drugich – włóżmy je między bajki. Lepiej może być, jeżeli wszyscy zgodzimy się co do wspólnych wartości i wspólnie zaangażujemy się w ich obronę oraz budowanie wspólnej przyszłości.

Nie trzeba nikogo zaorać, wykopać, wymienić. Każdy ma swoje miejsce w społeczeństwie. I każdy ma prawo dbać o swoje dobro. Bo dobro wspólne to suma dobra poszczególnych jednostek. Ważne, żeby je realizować w oparciu o wspólne zasady i z poszanowaniem deklarowanych wartości. Z troską o słabszych i odpowiedzialnością za wszystkich.

Mam bardzo pozytywny sygnał w tej sprawie. Znam tysiące wspaniałych osób, które zdecydowały się zaangażować w najbliższych wyborach samorządowych. Jako kandydaci, jako członkowie komisji, mężowie zaufania czy obserwatorzy społeczni. Wiele z tych osób nigdy wcześniej w ten sposób się nie angażowało. To oznacza, że polityka się wzmacnia. I że zaczynamy rozumieć, że polityka będzie taka, jaką my stworzymy.

Więc bierzmy się do roboty! Działajmy! Budujmy, zamiast burzyć…

Rating: 4.5/5. From 10 votes.
Please wait...

Facebook Comments