Ch…, d… i kamieni kupa

7 listopada to przełomowy dzień w historii państwa PiS-owskiego. I mam świadomość, że słowa „państwo” użyłem tu mocno na wyrost. Bo państwo, w którym Prezydent i Premier ogłaszają oficjalne ogólnonarodowe obchody stulecia odzyskania niepodległości na cztery dni przed datą święta i to nie z własnej inicjatywy, ale w reakcji na działania Prezydent Warszawy, mimo że wiele miesięcy wcześniej uchwalona została specjalna ustawa z wydzielonym budżetem obchodów, która nie uwzględniała tego elementu, nie jest sprawnie funkcjonującym organizmem. Państwo, w którym pracodawcy i pracownicy dowiadują się z pięciodniowym jedynie wyprzedzeniem, że będzie Święto Narodowe i dzień wolny od pracy, to już nawet nie partyzantka. To jawna hucpa.

Nie wiem, czym się kierują politycy PiS, podejmując tak ważne decyzje w ostatniej chwili. Nikt chyba nie uwierzy, że w ostatniej chwili się dowiedzieli, że 11.11.2018 wypada w niedzielę a tym bardziej, że w ogóle będzie. Przecież zdążyli przygotować na 10.11.2018 pomnik, a tego nie robi się w trzy godziny.

Nie każda ekipa rządząca dostaje do ręki taki atut – stulecie odzyskania niepodległości. Ta rocznica mogłaby być okazją do zademonstrowania woli jednoczenia społeczeństwa, do budowania narodowego porozumienia wokół wspólnej sprawy. Sprawy, która w ogóle nie jest kontrowersyjna. Bo chyba wszyscy Polacy uznają, że 11 listopada 2018 to ważne Święto Narodowe i że należy je godnie uczcić.

No właśnie – godnie. To chyba właśnie o brak tej godności chodzi. Przez trzy lata rządzenia, a wcześniej wiele lat w opozycji, przyzwyczaili się dzisiejsi dygnitarze do działań knajackich, pokątnych, podstępnych, z ukrycia i z zaskoczenia. Przyzwyczajenie jest drugą naturą człowieka. I ta natura cwaniaczka daje o sobie znać nieoczekiwanie nawet wtedy, kiedy po raz pierwszy można by się pokazać jako mąż stanu.

I na tym właściwie mógłbym ten tekst zakończyć. Ale wczoraj działo się bardzo dużo. Również po stronie niechętnej rządzącym, wśród ludzi od wielu lat ich krytykujących. Za łamanie konstytucji, za nadużywanie prawa, za brak szacunku dla ludzi, za odrzucenie europejskich wartości, za skłócenie nas z całym światem, za ośmieszenie i dyfamację.

Z przykrością przyjąłem decyzję Hanny Gronkiewicz-Waltz, o zakazie Marszu Niepodległości w Warszawie, podobnie jak wcześniejszą analogiczną decyzję Prezydenta Wrocławia Rafała Dutkiewicza. Nie dlatego, że sam podjąłbym inną. W tej sprawie nie mogę się wypowiadać nie mając pełnej wiedzy i nie ponosząc odpowiedzialności. Ale to przecież oczywiste, że te decyzje o zakazie demonstracji są wyrazem bezsilności i niemożliwości zapewnienia bezpieczeństwa.

Tutaj można by wrócić do opisu państwa teoretycznego – bo jak można nazwać państwo, w którym zamykane są komisariaty policji i odwoływane rozprawy w sądach z powodu braku policjantów do pełnienia służby? Odpowiedzialni politycy nie mogliby do takiej sytuacji dopuścić. Tyle, że ja po rządzących dzisiaj w Polsce nigdy się wiele nie spodziewałem, więc nie jestem zaskoczony.

Za to zaskakuje mnie reakcja moich „przyjaciół” i „towarzyszy walki” z ostatnich trzech lat na decyzje Prezydent Warszawy. Od początku byłem przekonany, że walczymy o praworządność, o demokrację, o równość i wolność, o prawa człowieka, o szacunek dla obywateli – o najważniejsze wartości. Kiedy partia rządząca manipulowała przy prawie do zgromadzeń protestowaliśmy głośno krzycząc, że to podstawowe prawo człowieka i nie można go ograniczać.

Rozumiem protesty przeciwko zakazowi demonstracji. Staram się też rozumieć decyzję o zakazie demonstracji w konkretnej sytuacji. W razie zagrożenia praw bardziej podstawowych, te wyższe mogą być ograniczone – kiedy zagrożone jest zdrowie i życie, dopuszczamy pewne ograniczenia innych praw. Ale radość, satysfakcja i ogłaszanie zwycięstwa są moim zdaniem nie na miejscu. Powiem więcej – odbieram je jako zdradę wartości, o które wspólnie walczyliśmy.

I do tego pojawia się tłumaczenie – „trzeba powstrzymać faszystów za wszelką cenę!” Za wszelką cenę? To może otworzymy obozy odosobnienia dla osób, które podejrzewamy o wyznawanie wrogich ideologii? Co prawda Bereza Kartuska jest dzisiaj na terenie Białorusi, ale… może uda nam się jakoś wydzierżawić? Albo skorzystać z infrastruktury pozostawionej na terenie Polski przez III Rzeszę?

Jeżeli ktoś jest gotowy w ramach „wszelkiej ceny” odstąpić od najważniejszych wartości, to znaczy, że nigdy nie były dla niego ważne. Jeżeli ktoś cieszy się, że te wartości zostały naruszone, bo konsekwencje dotknęły jego oponentów, to nie jest zwolennikiem praworządności. Bo prawo jest prawem wtedy, kiedy ma zasięg powszechny i dotyczy wszystkich. Kiedy wprowadzamy zróżnicowanie wobec prawa, to staje się ono jedynie zbiorem przepisów. Przepisy ustanawiali funkcjonariusze Związku Sowieckiego, żeby regulować procedury eksterminacji swoich obywateli. Przepisy dla służb III Rzeszy przygotowywał Adolf Eichmann, żeby usprawnić i zoptymalizować proces zagłady. Czy o takie przepisy walczymy? Czy praworządność znaczy dla nas tylko tyle, żeby nasze było na wierzchu?

Teraz K…a My? To ma być ideał demokratów walczących na ulicy od trzech lat? Przepraszam, ja wysiadam. Dla mnie wartości pozostaną wartościami.

Podkreślę jeszcze raz, żeby ktoś mnie nie zrozumiał źle. Nie krytykuję decyzji władz Warszawy i Wrocławia. Ale rozumiem je jednoznacznie – jako porażkę liberalnej demokracji, w której każdy ma prawo do demonstrowania swoich poglądów. Państwo ma mu to zapewnić i to słabość państwa do takich decyzji doprowadziła.

Ale jakie ma być państwo, skoro walczący z autorytarną władzą o praworządność i porządek konstytucyjny do tej pory nie zrozumieli, o co tak naprawdę walczyli?

Ch.j, d..a i kamieni kupa…

Rating: 3.8/5. From 17 votes.
Please wait...

Facebook Comments