Niech prawo zawsze prawo znaczy

Jest ogromna różnica między Marszem Równości a Marszem Niepodległości.

Nie ma różnicy między zakazem Marszu Równości i zakazem Marszu Niepodległości.

Jest ogromna różnica pomiędzy powiedzeniem dziecku, że nie dostanie siódmego batona tego dnia, bo to mu szkodzi, a odmawianiem dziecku posiłku przez trzy dni.

Nie ma żadnej różnicy między pobiciem dziecka, żeby nie jadło kolejnego batona a pobiciem dziecka, które prosi o jedzenie, bo od trzech dni nie jadło.

Jest ogromna różnica między blokowaniem marszu faszystów a atakowaniem bezbronnych osób na ulicy.

Nie ma żadnej różnicy między linczem na tych, którzy blokowali marsz faszystów a linczem na tych, którzy atakowali bezbronne osoby na ulicy.

Zakaz demonstrowania jest zakazem demonstrowania. Pobicie dziecka jest pobiciem dziecka. Lincz jest linczem.

Łamanie prawa zawsze jest łamaniem prawa. To, że inni prawo łamią, nie upoważnia nas do jego łamania.

Kto walczy o przestrzeganie prawa, o praworządność i porządek konstytucyjny, nie może pochwalać łamania prawa. Ale nie może się też cieszyć z odbierania komuś jego praw niezgodnie z obowiązującym prawem. Jeżeli konieczne jest ograniczenie czyichś praw ze względu na jego bądź kogoś innego prawa bardziej podstawowe, można taką decyzję zrozumieć. Ale nigdy nie można z niej być dumnym. Bo zawsze jest to ograniczenie czyichś praw i zawsze jest to porażka praworządności i demokracji liberalnej.

Nie można, w zgodzie z Konstytucją RP oraz prawem o zgromadzeniach, zakazać zgromadzenia publicznego, jeżeli organizator w zgłoszeniu nie deklaruje działań sprzecznych z prawem, a zgromadzenie nie koliduje co do miejsca i czasu z innym zgromadzeniem. Przy czym w tym drugim przypadku konieczne jest, przed wydaniem zakazu, podjęcie postępowania administracyjnego zmierzającego do uzgodnienia między organizatorami różnych zgromadzeń takie ich przeprowadzenia, aby nie kolidowały ze sobą i nie doszło do złamania prawa.

Czasami decyzje polityków (również samorządowych) są podejmowane i ogłaszane nie po to, żeby zostały wykonane, ale po to, żeby osiągnąć pewne cele polityczne lub społeczne. Takie działania trzeba rozumieć dokładnie w takim kontekście. I nie nadawać im znaczenia prawnego wtedy, kiedy go nie posiadają.

Decyzja o zakazie Marszu Niepodległości w Warszawie podjęta przez Prezydent Hannę Gronkiewicz-Waltz była decyzją polityczną. Po uchyleniu zakazu zgromadzenia w Lublinie na początku października oraz po decyzji o uchyleniu zakazu zgromadzenia we Wrocławiu kilka godzin przed ogłoszeniem decyzji warszawskiej trudno podejrzewać, żeby profesor prawa Hanna Gronkiewicz-Waltz nie miała świadomości, że jej zakaz zostanie uchylony. Ale jej działanie wywołało decyzje ze strony innych polityków i w realny sposób zmieniło sytuację. Otóż przed wydaniem tego zakazu za skutki ewentualnych zamieszek i burd w trakcie Marszu Niepodległości odpowiadałaby właśnie Pani Prezydent. W sytuacji, kiedy niektóre organizacje zapowiedziały, że zamierzają podjąć próbę zablokowania tego marszu było oczywiste, że do zamieszania dojdzie.

Dzisiaj wszyscy wiemy, że za wszystko, co się wydarzy w czasie marszu 11 listopada w Warszawie, odpowiedzialność ponoszą Andrzej Duda oraz Mateusz Morawiecki zaś odpowiedzialność za zapobieganie naruszeniu prawa w jakikolwiek sposób (również przez zapalenie racy lub pokazanie transparentu o treści łamiącej prawo) spada na Ministerstwo Obrony Narodowej i ministra Mariusza Błaszczaka osobiście.

Zwracam się do wszystkich, którzy z takimi emocjami reagują na wszystko co się wydarzy w przestrzeni publicznej, aby spróbowali czasem okiełznać emocje i poddać sytuację obiektywnej i rzetelnej analizie.

Przede wszystkim zaś proszę – pamiętajcie, jakimi wartościami się kierujecie w życiu. Pamiętajcie o tym nie tylko wtedy, kiedy widzicie łamanie tych wartości po drugiej stronie sporu. Pamiętajcie również wtedy, kiedy Was kusi, żeby pójść na skróty.

Wola ludu jest ponad prawem. To teza, którą ostatnio przypomniał Kornel Morawiecki. Ale przecież to nie on ją wymyślił. Stanowi ona podstawę działania każdego niemal systemu totalitarnego. Głośno i jednoznacznie była ona artykułowana przez Hitlera. Ale realizuje ją każdy dyktator. Twierdzi, że jest on wyrazicielem głosu suwerena i że z tego powodu nie musi się nadmiernie przejmować prawem.

Rozumiem pokusę pójścia na skróty, kiedy mamy rację. Zakazać! Zamknąć! Zabronić! W końcu oni łamią prawo, łamią przyzwoitość, są przeciwko nam… Tylko jeżeli wola ludu ma stać ponad prawem, to po co nam prawo? No i po co od trzech lat ganiamy po ulicach krzycząc między innymi:

Państwo prawa, nie Jarosława!

Może powinniśmy byli krzyczeć:

Polska nasza, a nie Wasza!

Tak byłoby chyba uczciwiej, jeżeli prawo ma nam służyć tylko do walenia po głowie tych, z którymi się nie zgadzamy…

Rating: 4.2/5. From 10 votes.
Please wait...

Facebook Comments