Hejtu naszego powszedniego daj nam dzisiaj…

Do hejtu przyzwyczaiłem się od czasów, kiedy współprowadziłem bloga o prawach ojca i dziecka. To już wiele lat. Przywykłem. Nauczyłem się banować, bo okazało się, że rozmawianie z hejterem nie ma sensu. On nie szuka porozumienia. Chce dopaść i zagryźć, jak pies gończy. Czasami też działają w grupie urządzając polowanie z nagonką. Jeden podpuszcza, drugi rozwija temat, trzeci nagłaśnia i propaguje. Mowa nienawiści stała się dla mnie codziennością, kiedy uruchomiłem akcję „Razem przeciw kulturze gwałtu”. Wtedy hejt przybrał wymiar światopoglądowy (polityką tego nazwać chyba nie można). Tak zwani „prawacy” oburzali się, atakowali, pluli jadem. Szczególnie zasłużył się pewien ekstremalny publicysta, dawniej podobno uznany pisarz fantastycznonaukowy (nie znam, nie czytałem). Jego wyznanie – „Kto nigdy nie wykorzystał nietrzeźwej, niech rzuci pierwszy kamień…” stało się wizytówką tej formacji „duchowej”.

Od czasu obywatelskiego zrywu w końcu 2015 roku hejt wobec mnie przybrał zupełnie nowy wymiar. 10 stycznia 2015 roku pewien poseł partii rządzącej ogłosił na sali plenarnej Sejmu, że zamierzam strzelać do Jarosława Kaczyńskiego. czytaj więcej…

Muszę, inaczej się uduszę!

Od ponad trzech lat żyjemy w Polsce w trybie protestu. Jak zawsze w takiej sytuacji są ci bardziej radykalni i ci spokojniejsi. Są też i tacy, którzy uznali, że dobrze jest rzucić się na ziemię i zażądać wszystkiego natychmiast. Czy to zadziała?

Wszystko, co robimy dla dobra powszechnego, to polityka. Bo według najstarszej definicji polityka to właśnie troska o dobro wspólne. Tym niemniej od czasów tej najstarszej definicji wiele się o polityce dowiedzieliśmy i sporo nauczyliśmy. To, co w moim przekonaniu jest najważniejszym kryterium oceny działań politycznych, to skuteczność. czytaj więcej…