Muszę, inaczej się uduszę!

Od ponad trzech lat żyjemy w Polsce w trybie protestu. Jak zawsze w takiej sytuacji są ci bardziej radykalni i ci spokojniejsi. Są też i tacy, którzy uznali, że dobrze jest rzucić się na ziemię i zażądać wszystkiego natychmiast. Czy to zadziała?

Wszystko, co robimy dla dobra powszechnego, to polityka. Bo według najstarszej definicji polityka to właśnie troska o dobro wspólne. Tym niemniej od czasów tej najstarszej definicji wiele się o polityce dowiedzieliśmy i sporo nauczyliśmy. To, co w moim przekonaniu jest najważniejszym kryterium oceny działań politycznych, to skuteczność. Oczywiście, jest też kryterium etyczne czy moralne – ono się jednak mieści w samej definicji polityki. Jeżeli ktoś działa w obszarze polityki wyłącznie po to, żeby zapewnić korzyści sobie i swoim współpracownikom czy rodzinie, nie działa w obszarze dobra wspólnego. Ale nie łudźmy się! Polityka to nie jest łatwy kawałek chleba. Jeżeli ktoś się spodziewa, że w polityce mogą osiągać jakiekolwiek cele ci, którzy nie szukają tam niczego, poza dobrem innych, zaś sława, poczucie władzy, satysfakcja ze zmieniania świata albo realizowania czyichś oczekiwań lub uszczęśliwiania mas, są dla nich nic nie znaczącym szumem, to ja w to nie wierzę.

Polityka to miejsce, gdzie o poparcie tłumów walczą tacy, którym na tym poparciu zależy. Bo chcą realizować swoje dobre pomysły, bo lubią uśmiech szczęścia na twarzach ludzi, bo daje im satysfakcję zmieniania świata w lepsze miejsce. Pchają się tam również różni oszuści, karierowicze i zwykli bandyci, lecz o tym już pisałem wcześniej.

Profesjonalizm to podstawa każdej działalności. Ten, kto przez lata naprawia samochody, będzie to robił skuteczniej, niż młody miłośnik wyścigów.

Jednakże polityka to też gra interesów. Bo nie da się spełnić jednocześnie często sprzecznych oczekiwań wszystkich. Pracownicy i pracodawcy, nauczyciele i rodzice, kierowcy, rowerzyści i piesi, rolnicy i konsumenci, sklepikarze i właściciele sieci handlowych…

Kiedyś politykę prowadziło się w trybie konfrontacji, próby sił, wiedząc, że zawsze można będzie rozstrzygnąć sprawę wywołując wojnę i niech wygra silniejszy. Znaczy ten, kto pokona innych. Po drugiej wojnie światowej ludzie jednak ostatecznie doszli do wniosku, że to zła metoda, bo produkuje więcej zła, niż dobra. Zrozumieli, że kluczem jest dialog, porozumienie, konsensus, łączenie a nie dzielenie. Takie podejście stanęło u podstaw Unii Europejskiej. To jedna z podstawowych tak zwanych wartości europejskich – współpraca i szukanie porozumienia.

A jednak są tacy, którzy powołując się nawet czasem na wartości europejskie, nie umieją ich zastosować w praktyce. Żądają spełnienia swoich postulatów natychmiast. Niezależnie od czegokolwiek. Bez szukania porozumienia. I bez odnalezienia swoich postulatów na mapie oczekiwań, potrzeb czy dążeń innych grup.

Czy można powiedzieć, że czyjeś postulaty są ważniejsze a postulaty innych są mniej ważne? Które są pilniejsze? I czy możemy powiedzieć, że najpierw trzeba spełnić jedne a dopiero później inne? Czy ważniejsze są prawa człowieka (w tym prawa kobiet), czy prawa człowieka (w tym prawa osób z niepełnosprawnością), czy prawa człowieka (w tym prawa rodzin), czy prawa człowieka (w tym prawa bezdomnych), czy może prawa człowieka (w tym prawa pracowników, a jeżeli tak, to której grupy zawodowej najpierw)? Można by długo wymieniać…

Jeżeli każdy będzie ciągnął w swoją stronę rzucając się na ziemię jak dziecko w napadzie histerii, zapominając o innych, to bardzo łatwo możemy odejść od tego, co jeszcze niedawno wydawało się wspólnym mianownikiem wszystkich postulatów. Kiedy zapomnimy, że walczymy o prawa człowieka, i że szukamy porozumienia dla dobra wszystkich, to wrócimy do przełomu wieku XIX i XX. A może i wcześniej?

Na początku XX wieku udało się nam w Polsce znacznie lepiej połączyć prawa wielu grup, niż dzisiaj to się czasami dzieje. Obchodziliśmy niedawno stulecie praw kobiet w Polsce. Oczywiście, nie wszystkich praw, niemniej wyprzedziliśmy wtedy większość świata w tym obszarze. Stało się to w wyniku walki o wszystkich – o niepodległość, o własne państwo – nie w wyniku walki między różnymi grupami interesów.

Jeżeli dzisiaj doprowadzimy do eskalacji konkurencji pomiędzy różnymi grupami, zaczniemy dyskutować, czyje prawa są ważniejsze, czyje należy zrealizować wcześniej, kto ma większą siłę przebicia i kto nie może już dłużej czekać – to wszyscy przegramy. Bo dzisiaj rządzący bardzo chętnie rozgrywają między sobą grupy interesów, budują swoje poparcie na konflikcie i konkurencji. Kto pierwszy, ten lepszy, zdają się mówić. Czy tak jest naprawdę? Czy prawa człowieka oraz podstawowe zasady demokracji liberalnej nie mówią, że ochrona praw słabszych jest podstawą człowieczeństwa?

Rating: 4.4/5. From 16 votes.
Please wait...

Facebook Comments